Dzisiaj: Damazego Waldemara
Jutro : Dagmary Aleksandry
poniedziałek, 11 grudzień 2017
godzina: 18:15
Kategoria: Wiara

 

 

Ewangelia 30. niedzieli zwykłej 29 października mówi o największym przykazaniu miłości Boga i bliźniego. Miłość jest zarazem darem i zobowiązaniem, wynika z woli Boga, który jest miłością wobec ludzi stwórczą i zbawczą, oraz z posłusznej gotowości, aby tę wolę przyjąć, jej się poddać, ją pełnić. Gdy wola ludzka staje się zgodna z wolą Bożą, sam Bóg jest źródłem miłości darowanej i odwzajemnionej. Bóg jest miłością w sobie, jest Trójcą Osób będących dla siebie darem, zanim stanie się darem dla ludzi, zanim przyjmie ludzką naturę i postać w chwili Wcielenia Syna Bożego. Istotą Boga jest miłość wiecznie obecna i udzielająca się. Błędne pojęcie jednoosobowego Boga określa miłość jako przypadłość, jako akt wtórny wynikający z powołania do bytu osób zdolnych odpowiedzieć miłością na miłość, bo bez nich taki Bóg byłby tylko wielkim samotnikiem. Tymczasem ludzka miłość zgodna z prawdą, dobrem i życiem, staje się uczestnictwem w miłości Bożej, w życiu wewnętrznym Świętej Trójcy miłujących Osób. Bez Boga prawdziwej miłości nie ma, powstaje złudzenie, że miłość można określić i przeżyć na miarę swoich potrzeb, pragnień, uczuć i poglądów. Miłość bez źródła przypomina ściek pogoni za doznaniami i wrażeniami, gdy miłością nazywa się samolubną przyjemność bez odpowiedzialności za dobro i życie. Wynikiem takiego uprawiania miłości są grzechy przeciwko naturze i prawu naturalnemu aż po masowe dzieciobójstwo osób poczętych, uznanych za niechciane. Bóg dając przykazanie miłości zwraca się do woli i rozumu osób ludzkich do miłości powołanych i uzdolnionych. Objawienie Bożej miłości osiąga swoją pełnię w Chrystusie, w ofierze krzyża, w paschalnym zwycięstwie nad śmiercią, grzechem, piekłem i szatanem, w ofierze eucharystycznej Mszy świętej. Chrystus nam darowany w posłuszeństwie wobec woli Boga Ojca i w mocy Ducha Świętego, wzywa nas do miłości jako odpowiedzi na objawioną Bożą miłość, jako udziału w rzeczywistości przekraczającej doświadczenie czasu i miejsca, aż po wieczność szczęścia bez końca i bez granic. Diabelskie podróbki miłości na drodze samowoli, pychy i nieposłuszeństwa, zapowiadających ostateczną przegraną piekła jako całkowitego braku miłości, tworzą iluzję zdolną oszukać i uwieść ludzi nieliczących się z pierwszym przykazaniem danym jako drogowskaz. Wzorem i motywem miłości bliźniego jest już nie tylko miłość wobec siebie, pragnienie własnego dobra, ale miłość Chrystusa, który mówi: Miłujcie się wzajemnie tak, jak Ja was umiłowałem” (J 15,12). W tej miłości trzeba trwać i wytrwać ukazując nie tylko w sobie, ale we wspólnocie Przymierza obraz Boga w Trójcy Świętej Jedynego.

 

W ostatnią niedzielę października, poprzedzającą uroczystość Wszystkich Świętych 1 listopada, obchodzone było przed reformą liturgiczną święto Chrystusa Króla, ustanowione przez Piusa XI w znaczeniu wskazania drogi przez doczesność ku szczęśliwej wieczności we wspólnocie nieba. Doczesnym nieszczęściem ludzkości jest odrzucenie władzy Chrystusa Króla, natomiast poddanie się tej władzy sprawia, że ziemia staje się drogą do wiecznej ojczyzny. Rozumienie tego święta było więc wezwaniem do intronizacji Jezusa Chrystusa jako Króla państw i narodów dla doczesnego i wiecznego dobra mocą posłuszeństwa w wierze. Inne znaczenie ma obchód po reformie liturgicznej uroczystości Chrystusa Króla Wszechświata w ostatnią niedzielę roku kościelnego, czyli miesiąc później. Nie jest tym samym odniesienie władzy Chrystusa Króla do życia doczesnego, co potwierdzenie tej władzy w wieczności. Chrystus jest Królem Wszechświata w ostatecznym porządku sprawiedliwości wobec wszystkich i na zawsze. Ale skuteczność doczesnej władzy Chrystusa Króla zależy od naszego posłuszeństwa, od gotowości przyjęcia daru Bożego miłosierdzia poprzedzającego zwycięską sprawiedliwość. Zanim Chrystus ukaże się w swoim majestacie jako Sędzia sprawiedliwy (zob. Mt 25,31-46), przychodzi do nas wezwanie miłosierdzia. Czym jest miłość miłosierna? Jest ona zwycięskim spotkaniem miłości ze złem w wielu postaciach: z grzechem, cierpieniem, krzywdą, biedą, słabością, śmiercią. Miłosierdzie wzywa do posłusznego współdziałania, może ono być przyjęte albo odrzucone. Sprawiedliwości zaś każdy, prędzej czy później, musi poddać się, czy chce, czy nie chce. Uroczyste potwierdzenie panowania Chrystusa we Wszechświecie jest w pełni słuszne, ale oddala nasze myślenie od spraw ziemskich, pozostawionych jakby na uboczu, w duchu zgody na pluralizm, tolerancję, wielokulturowość, istnienie różnych religii, choćby sprzecznych i wewnętrznie, i między sobą, bo taki jest świat, takie jest życie, bo możliwy i dobry jest kompromis bez nawracania. Czy Kościół ma światu powiedzieć: „Bóg albo nic”, a to „nic” nie jest unicestwieniem lecz zaprzeczeniem istnienia; czy ma świat wezwać do ocalenia przez nawrócenie i pokutę ku zbawieniu? Czy Kościół powinien ukryć się, ze światem się pogodzić i wyjść z ukrycia wchodząc na różne salony pseudo-porozumień? Miłość nie może być obojętna wobec zła, a zwłaszcza wobec unieważniania obiektywnych kryteriów prawdy i dobra, aż po przemianę języka w duchu zapaści semantycznej. Miłosierdzie ma sposoby i środki dla pokonania zła zamętu, chaosu, dyktatury relatywizmu i nihilizmu. Mocą woli Boga czas miłosierdzia poprzedza późniejszy czas sprawiedliwości. Miłosierdzie daje czas i możliwość poznania prawdy, która wyzwala dobro w odpowiedzialności za życie. – Chcę miłosierdzia! – mówi Bóg.

 

 

Warszawska Gazeta 27 października – 2 listopada 2017 r.

KOMENTARZ TYGODNIA

 

Ks. Stanisław Małkowski