Dzisiaj: Aurelii Ladyslawa
Jutro : Justyny Cypriana
wtorek, 25 wrzesień 2018
godzina: 19:07
Kategoria: Wiara

 

Ewangelia o przemienieniu Chrystusa na Górze Tabor, czytana w II niedzielę Wielkiego Postu 25 lutego (Mk 9,2-10) zapowiada w objawieniu chwały Bożej przyszłe zmartwychwstanie, potwierdza wiarę uczniów będących świadkami – Piotra, Jakuba i Jana wobec Mojżesza i Eliasza, którym niegdyś objawił się Bóg na górze Synaj czy Horeb. Dochodzący z obłoku głos Boga Ojca wzywa do posłuszeństwa Synowi w Jego przejściu przez krzyż ku powstaniu z martwych. Doświadczenie radości przygotowuje do przeżycia smutku Ogrójca i Kalwarii. Wszyscy uczniowie Chrystusa są wezwani do przemieniania się w świetle wiary aż nastąpi ostateczna przemiana tego co śmiertelne w życie wieczne w chwale nieba. Po wejściu na górę nastąpiło zejście z niej, po radości i wyznaniu „dobrze, że tu jesteśmy”, rozważanie co znaczą słowa Jezusa o powstaniu z martwych Syna Człowieczego posłusznego woli Ojca.

 

W naszym człowieczeństwie stworzonym na obraz Boży wezwani jesteśmy do uczestnictwa w przejściu Chrystusa przez krzyż do nieba, w Jego paschalnym zwycięstwie poprzez trwanie i wytrwanie w jedności z Nim. Zapowiedzią objawienia ojcostwa i synostwa była wiara i posłuszeństwo Abrahama oraz jego zgoda na złożenie w ofierze umiłowanego i długo oczekiwanego syna Izaaka. Ofiara Abrahama, której owocem było jego ojcostwo wobec licznych narodów, jest proroctwem wskazującym na ofiarowanie przez Boga Ojca Syna Bożego dla zbawienia świata niezdolnego, aby o własnych siłach pojednać się z Bogiem i odzyskać utracone za namową diabelskiego węża życie.

 

Bez ojcostwa i synostwa doczesne życie ludzkie gaśnie bezpowrotnie. Złudzeniem jest budowanie braterstwa bez ojca. Gdy odrzuca się ojcostwo Boga i ludzki jego obraz w małżeństwie i rodzinie, projektuje się ludzi nijakich, samotnych, szukających szczęścia w zaspokajaniu swoich potrzeb poprzez wykorzystywanie innych, traktowanych instrumentalnie jako partnerów w świecie bez miłości, która od Ojca i Syna pochodzi mocą darowanego nam Ducha na wzór Trójcy Świętej.

 

Odrzucenie Boga w teorii i w praktyce prowadzi do odrzucenia i stopniowego unicestwiania człowieka. A wtedy zwierzątka stają się ważniejsze od ludzi. Bóg darowuje się i objawia jako Ojciec w akcie stworzenia i zbawienia. Przyjęcie i naśladowanie Boga, gdy przychodzi w Chrystusie, jest warunkiem wyboru „być albo nie być”. Żadna iluzja i namiastka nie wypełni pustki niewiary. Skoro Bóg nas wybrał a zarazem my wybieramy Boga, możemy razem ze św. Pawłem powiedzieć: „Jeżeli Bóg z nami, któż przeciwko nam?” (zob. druga niedzielna lekcja Rz 8,31). Gdy w praktyce i w polityce trudno wybrać niewidzialnego Boga, wybiera się widzianych ludzi nie biorąc często pod uwagę ich wierności albo niewierności prawdziwemu Bogu, który określa, w jaki sposób może być przez ludzi przyjęty, a co więcej – staje się widzialny w Chrystusie. Dlatego niewiara i apostazja lubi przybierać formę postawy „tak ale nie”. Zwłaszcza miłosierdzie bywa pojmowane jako powszechne pojednanie dobra ze złem w duchu kompromisu i przekonania, że nawet złe duchy kiedyś się nawrócą pod działaniem Bożego miłosierdzia w znaczeniu apokatastazy, czyli powszechnego pojednania wszystkich ze wszystkimi, nie wyłączając piekła. Tak więc można grzeszyć, bo prędzej czy później pójdzie się do nieba, zgodnie ze słowami Lutra: „pecca fortiter, crede fortius” (mocno grzesz, mocniej wierz). Tymczasem zuchwała ufność w Boże miłosierdzie działające z automatu jest grzechem przeciwko Duchowi Świętemu, który odpuszczony być nie może wobec braku nawrócenia. Każdy dar wymaga przyjęcia go razem z dawcą na określonych warunkach. Bez ufności i posłuszeństwa miłosierdzie nie skutkuje. Dla niektórych wiernych niezrozumiała i krzywdząca jest odmowa rozgrzeszenia w sakramencie pokuty wobec braku żalu i postanowienia poprawy, gdy zło nazywa się dobrem, a grzech korzyścią i koniecznością. Niektórzy mówią przed odejściem od konfesjonału: „jeżeli ksiądz nie chce udzielić mi rozgrzeszenia, to pójdę do innego księdza, który mnie zrozumie i wyświadczy mi oczekiwaną przysługę”, albo: „skoro tak, to przestanę się spowiadać (i będę przyjmować komunię ze wszystkimi), albo rozstanę się z niemiłosiernym Kościołem”.

Zdarzają się „miłosierni kapłani”, którzy każdego gotowi są „rozgrzeszyć” i każdemu grzeszącemu publicznie, bez nawrócenia, Komunii Świętej świętokradzko udzielić. Jest to praktyka powszechna na Zachodzie, a i w Polsce zdarzająca się wobec osób u władzy i „na świeczniku”.

 

„Potomkowie Abrahama zdobędą warownie nieprzyjaciół” (zob. Rdz 22,17). Kim są potomkowie Abrahama, a kim jego nieprzyjaciele? Wiara, wierność i posłuszeństwo decyduje o opowiedzeniu się po jednej albo po drugiej stronie, ponieważ nieprzyjaciele mają warownie w postaci ideologii i przepisów prawa stanowionego (np. gender i zgody na aborcję, in vitro i środki wczesnoporonne), trzeba te warownie zdobyć wykazując ich szkodliwość i nihilizm. Są jeszcze w Polsce warownie wciąż niepokonane, dając zresztą poprzez ich zdobycie szansę, aby nieprzyjaciele stali się przyjaciółmi Boga i Jego dzieci. Czas jest krótki ale ważny, bo jego wykorzystanie decyduje o kształcie doczesności (w pewnej mierze) i wieczności.

Na Boże „tak” odpowiada jednoznacznie Abraham razem ze swoim potomstwem. W praktyce przeżywamy rozterkę: „czy tak, czy nie, wciąż ta niepewność dręczy mnie”. Polskie „tak” jest i będzie odpowiedzią na Boże „tak” miłosierdzia i sprawiedliwości. W przytoczonej piosence słyszymy dalej: „a ty, ja głaz bez słowa tańczysz cały czas”. Trzeba więc rozeznać kiedy milczeć bez słowa (cumta cent clamant), a kiedy i komu powiedzieć „nie” lub „tak”.

 

 

Warszawska Gazeta 23 lutego – 1 marca 2018 r.

KOMENTARZ TYGODNIA

 

Ks. Stanisław Małkowski