Dzisiaj: Juliusza Lukasza
Jutro : Pelagii Piotra
czwartek, 18 październik 2018
godzina: 06:47
administrator

 

 

Życie jest darem, a śmierć utratą nieśmiertelności, wynikającej z obrazu Bożego zawartego w akcie stworzenia ludzi. W niedzielnej lekcji 1 lipca mówi natchniony autor księgi Mądrości: „Dla nieśmiertelności stworzył Bóg człowieka, uczynił go obrazem swej własnej wieczności” (Mdr 1,23). Grzech jako zerwanie więzi miłości z Bogiem nastąpił wskutek nieposłuszeństwa okazanego Stwórcy i poddania się namowom i fałszywym obietnicom złego ducha, kierowanego zawiścią, czyli wolą odebrania ludziom tego, co sam stracił w wyniku buntu przeciwko Bogu wskutek pychy. Zawinione od początku posłuszeństwo diabłu wprowadziło trwałą zależność od jego złej woli. Zwycięstwo nad śmiercią, piekłem i szatanem przekraczało zdolności grzesznych ludzi. Dopiero nieskończona i wszechpotężna miłość Boża dokonała tego w Chrystusie Synu Bożym, który stał się człowiekiem, co nie było dla nas możliwe. W śmierci na krzyżu pokonał Chrystus śmierć i dał ludziom udział w swoim zwycięstwie. Bez Chrystusa przejście ze śmierci do życia nie jest po ludzku możliwe. Dzięki Chrystusowi, we wspólnocie z Nim, przyjmując śmierć, otrzymujemy życie bez końca. Wskrzeszenie przez Jezusa córki przełożonego synagogi Jaira zapowiada w niedzielnej Ewangelii przyszłe zmartwychwstanie. Ograniczone dobro doczesnego wskrzeszenia jest znakiem ostatecznego pokonania śmierci w wiecznej chwale nieba. Cuda osobistych wskrzeszeń mocą Bożą ukazane w Piśmie Świętym, wzywają do duchowego wskrzeszenia w wierze nadziei i miłości. Duchowe zmartwychwstanie i nawrócenie ma poprzedzić ostateczne przejście ze śmierci do życia. Bez wiary w Chrystusa ani wskrzeszenia, ani zmartwychwstania nie ma i nie będzie. Dlatego wiara nie jest tylko sprawą światopoglądową: jedni wierzą, inni nie wierzą, wspólnie zbudujemy ziemski dobrobyt, ludzkie zdolności wystarczą. Gdy zmartwychwstanie ma wymiar osobisty poprzedzony wiarą, wskrzeszenie odnosi się do poszczególnych ludzi, i do społeczeństw. Bez Boga ani przyszłe zmartwychwstanie do życia wiecznego, ani obecne wskrzeszenie do pomyślności doczesnej spełnić się nie może. I dawnej, i teraz – zgoda na grzech oznacza wybór śmierci. Ponieważ samo pojęcie grzechu coraz słabiej funkcjonuje w świadomości ludzi, sposobem na życie staje się praktyka odłączona od prawdy. Wciąż żyje Lenin ze swoim hasłem: „praktyka jest kryterium prawdy”. Tak więc, można a nawet trzeba szczęśliwie żyć w kłamstwie, oskarżając prawdę o niszczenie wolności wyboru. Albo Polska wybierze Chrystusa jako drogę, prawdę i życie, albo Polski nie będzie. Zbyt wielu widzi swój program w pozbawieniu Polski chrześcijaństwa i polskości. Specjalizuje się w tym dziele totalna opozycja sponsorowana przez ośrodki zagraniczne.

 

„Gdy prawda już nie pozyskuje, pozostaje wtedy jeszcze jedno: dać życie za prawdę. To zastanawia, zbawia, jest ratunkiem. A jednocześnie jest ostrzeżeniem dla tych, którzy łatwo sięgają po ludzkie życie, mnożą udręki, gromadzą mękę ludzką, gwałcąc prawa człowieka i nie licząc się z prawami Bożymi. Do wszystkich krzywdzicieli i prześladowców męczeńska śmierć głosicieli prawdy woła, że Bóg nie pozwoli, ażeby ci, którzy padli pod mieczem w obronie Jego praw, ginęli w niepamięci, bo zawsze ten, który ginie pod mieczem za prawdę, jest zwycięzcą”. Te słowa powiedział ks. prymas Stefan Wyszyński w Krakowie 13 maja 1973 i dodał w Warszawie 24 września 1980: „Nieprawda wobec Boga i zasad moralnych chrześcijaństwa rzutuje na życie rodzinne, społeczne, na obowiązki gospodarcze i na życie całego narodu”. W myśl tych słów nie da się odłączyć wiary od ofiarnej wierności Bożej prawdzie, od krzyża. Ukazanie religijności jako sposobu na zdrowie i szczęście od razu, już teraz, bez pytania o wolę Boga, jest programem ucieczki od prawdy w stronę emocji, przeżyć i tymczasowej, chwilowej euforii. Wiara w roli dopalacza szkodzi duchowej i społecznej więzi z Bogiem i Jego prawem, odwraca uwagę od spraw społecznie ważnych.

 

Pewna kobieta cierpiąca na upływ krwi, wiele przecierpiała od różnych lekarzy i całe swoje mienie wydała, a nic jej nie pomogło, lecz miała się jeszcze gorzej, aż w Jezusie znalazła uzdrowienie i zaraz ustał jej krwotok (zob. Mk 5, 25-29); uleczona usłyszała słowa Jezusa: „Twoja wiara cię ocaliła” (w. 34). Owa kobieta oznacza m.in. Polskę w naszej bolesnej historii. Szukajmy więc ocalenia tam, gdzie możemy je znaleźć oraz sposobu powstrzymania upływu polskiej krwi wskutek łamania V przykazania Dekalogu: „Nie zabijaj”. Niewinna krew dzieci poczętych woła o pomstę do nieba. Boża, nieśmiertelna sprawiedliwość łączy się z miłosierdziem, którego czas wciąż jeszcze trwa. Szczególnym Bożym narzędziem danym ku ratunkowi w czasach ostatecznych jest różaniec razem z nabożeństwem ku czci Niepokalanego Serca Najświętszej Maryi Panny i błaganiem o Boże miłosierdzie dla nas i całego świata.

 

Warszawska Gazeta 29 czerwca – 5 lipca 2018 r.

KOMENTARZ TYGODNIA

 

Ks. Stanisław Małkowski

 

administrator

 

Maryja w chwili Zwiastowania dowiedziała się od archanioła Gabriela, iż Jej krewna św. Elżbieta jest już w 6. miesiącu od poczęcia dziecka – syna, chociaż uchodzi za niepłodną. Czyli św. Jan Chrzciciel począł się w łonie matki pół roku przed dziewiczym poczęciem Chrystusa i urodził się 6 miesięcy przed Bożym Narodzeniem. W kalendarzu liturgicznym więc od uroczystości Wcielenia Syna Bożego 25 marca, mijają 3 miesiące do uroczystości narodzenia św. Jana Chrzciciela 24 czerwca, a od najbliższej niedzieli 24 czerwca do Bożego Narodzenia mija miesięcy sześć. Dlatego liturgia 12 niedzieli zwykłej roku B ustępuje wobec liturgii narodzenia Proroka, który poprzedził przyjście Chrystusa, a w swoim nauczaniu, wezwaniu do pokuty i nawrócenia oraz w gromadzeniu uczniów przygotował drogę Panu oświadczając z pokorą: „Teraz On ma wzrastać, ja zaś umniejszać się”. Tę pokorę św. Jana naśladują ci wszyscy, którzy głoszą Ewangelię, niekiedy aż po śmierć męczeńską, a wśród nich błogosławiony chorwacki kapłan-męczennik Miroslav Bulesic, któremu komunistyczni naśladowcy Heroda – króla Judei i szatana – księcia tego świata, obcięli głowę za to, że przygotował do bierzmowania grupę młodzieży. Niedzielne czytania usłyszymy dopiero za trzy lata, po roku B, C i A, a w nich słowa Boga do Hioba o wzburzonym morzu, którego wielkość złamał Bóg swoim prawem: „Aż dotąd, nie dalej, tu zapora dla twoich nadętych fal” (Księga Hioba 38,11), i w Ewangelii słowa Jezusa do wichru i jeziora: „Milcz, ucisz się” (Mk 4,39).

 

Uroczystość św. Jana Chrzciciela obchodzona z wigilią, ukazuje w pierwszych czytaniach powołanie proroków Jeremiasza oraz Izajasza (Jr 1,4-10; Iz 49,1-6). Obu proroków Bóg powołał z łona matek. Podobnie, sześciomiesięcznego od poczęcia św. Jana, Bóg napełnił Duchem Świętym i pozwolił spotkać się w czasie Nawiedzenia z Chrystusem w łonie Maryi Matki. Prorockie  powołanie otrzymujemy od Chrystusa mocą chrztu świętego. Co ono oznacza i do czego uzdalnia, gdy współdziałamy z Duchem Świętym? Prorok słucha Boga i wolę Bożą wiernie ludziom przekazuje, w odróżnieniu od fałszywych proroków gotowych dla korzyści słuchać ludzi, zwłaszcza u władzy, którym służą.

 

Prorok stawia wierność Bogu ponad ludzką skutecznością, woli raczej ponieść śmierć, niż poddać się posłusznie ludziom nieposłusznym Bogu, ale zdolnym karać i nagradzać. Tę postawę wyraził swoim życiem i nauczaniem bł. ks. Jerzy Popiełuszko, wierny obrońca prawdy w czasie zakłamania i przemocy. Czas nazywania kłamstwa prawdą i wspierania go prawem stanowionym przemienia się w czas zamętu, pomieszania światła z ciemnością, gdy samo pojecie prawdy uznane jest za ostoję nietolerancji, nienawiści i fanatyzmu. Skoro tyle jest „prawd” ilu ludzi wraz z ich poglądami, potrzebami i dążeniami, trzeba zmierzać w stronę tolerancji, kompromisu i relatywizmu, odrzucając prawdę obiektywną jako zagrożenie wolności wyboru. Władzę proroków prawdy zastępuje władza urzędników, którzy mają swoje przepisy, interesy i stanowiska. Różne są formy prześladowania proroków. Oprócz zabójstwa jako fizycznej likwidacji, wystarczy sięgnąć po lekceważenie, ośmieszenie, marginalizowanie, zawłaszczanie przestrzeni społecznego oddziaływania, kształtowania ludzi od dziecka, od przedszkolaka jako istot bez charakteru, tożsamości, odwagi i męstwa.

 

Prorocy Starego Przymierza postawą i nauczaniem kierują ku Przymierzu Nowemu, zapowiadają przyjście Chrystusa łącząc teraźniejszość z przyszłością i z wiecznym powołaniem do pełni dobra i życia, Posłannictwo świętych w Kościele jest odniesieniem władzy prorockiej do zmiennej i przemijającej postaci świata, w którym odnajdujemy swoją rolę, powołanie i zadania. Święty Jan Ewangelista powie o św. Janie Chrzcicielu: „Nie był on światłością, ale posłanym, aby zaświadczyć o światłości” (zob. J 1,7n). Tą światłością jest Chrystus, który mówi o sobie: „Ja jestem światłością świata” (J 8,12). Chrystus oddziela światło od ciemności, jako Zbawiciel powtarza akt Boga Stwórcy z pierwszego dnia stworzenia, czyli z niedzieli: „Bóg, widząc, że światłość jest dobra, oddzielił ją od ciemności” (Rdz 1,4). Niedziela stworzenia zapowiada więc niedzielę nowego stworzenia – Zmartwychwstania. Wszelkie proroctwo spełnia się i kończy z nastaniem tej zwycięskiej rzeczywistości, którą prorocy zapowiadali służąc jej wiernie.

 

Czcigodny sługa Boży ks. prymas Stefan Wyszyński powiedział w Warszawie 24 czerwca 1966 roku: „Męczą się jedni Polacy szukając Boga, pełni tragizmu w swoim życiu (…). I radują się inni Polacy pełnym sercem, nosząc Boga w ciałach swoich, wnosząc radość”. Męka jednych prowadzi do radości innych. W ten sposób jedni stają się innymi. Bóg przez proroków, przez Chrystusa – Proroka, Kapłana i Króla przemienia mękę w radość. Święty Jan Chrzciciel ukazuje świat inny od tego, w którym umiera jako świadek zwycięstwa światła nad ciemnością. „Bóg rzekł: »Niechaj się stanie światłość!«. I stała się światłość” (Rdz 1,3).

 

Warszawska Gazeta 22 – 28 czerwca 2018 r.

KOMENTARZ TYGODNIA

 

Ks. Stanisław Małkowski

 

 

administrator

 

 

Według wiary, a nie dzięki widzeniu postępujemy”, mówi św. Paweł w drugiej niedzielnej lekcji mszalnej 17 czerwca (2 Kor 5,7). Z tego co małe, wyrasta wielkość, z tego co wielkie – wynika małość. Nieskończenie wielki Bóg przyjmuje ludzką postać w drodze Chrystusa od poczęcia poprzez rozwój w łonie Matki Maryi, ubogie narodzenie, dziecięctwo, wzrastanie, 30 lat życia ukrytego, gromadzenie stopniowo powiększającej się wspólnoty uczniów, wyrok krzyżowej śmierci, męczeństwo Kościoła, prześladowanie ludzi Bogu wiernych ku ostatecznemu zwycięstwu Zmartwychwstania. Bóg jest Panem, który „poniża drzewo wysokie, który drzewo niskie wywyższa”, czytamy w pierwszej lekcji (Ez 17, 22-24). Uczestniczymy w drodze Boga do człowieka, która jest zarazem drogą ludzi do Boga. Zechciał Bóg ludzi pokornych i Jemu posłusznych wywyższyć, a pokładających nadzieję tylko w sobie, pełnych pychy – poniżyć. Idziemy poprzez przegrane ku zwycięstwu albo poprzez tymczasowe zwycięstwa ku przegranej. Posłuszny udział w ofierze Chrystusa prowadzi do uczestnictwa w Jego chwale. W czasie każdej Mszy św. dokonuje się zasiew słowa Bożego, połączony z możliwością przyjęcia w Komunii św. Chrystusa Zmartwychwstałego w materialnie małych i skromnych postaciach eucharystycznych. Pokora Boga pobudza do naśladowania jej przez ludzi noszących w sobie Boży obraz i podobieństwo. Zechciał Bóg w świecie stworzonym ludzi wyróżnić i wywyższyć mocą miłości. Od wolnej woli i rozumu zależy, czy poddamy się Bożemu działaniu.

 

Rafał Ziemkiewicz pisze w „Do Rzeczy” z 11-17 czerwca br. w artykule „Kwadratura Rosji i Niemiec” (s. 16-19): „Przy swoim geograficznym położeniu i stosunku sił wobec sąsiadów, Polska ma tylko trzy możliwości: pierwsza: dogadać się z Niemcami przeciwko Rosji. Druga: dogadać się z Rosją przeciwko Niemcom. Trzecia – być w konflikcie z obydwoma, co oznacza popychanie ich do tego, by dogadały się przeciwko nam”. Dodać jeszcze trzeba polityczny i ekonomiczny czynnik amerykańsko-żydowski (zob. Ustawa 447, podpisania niedawno przez Trumpa). Oglądanie się i liczenie na kosztowną pomoc zagraniczną przy wewnętrznych działaniach totalnej opozycji, grozi utratą ojczystej wolności i niepodległości. Chyba przez przypadek po tekście Rafała Ziemkiewicza znalazł się krótki zapis rozmowy z ks. prof. Janem Sochoniem, autorem przedmowy do książki: Bóg, nasz Pan Jezus Chrystus. Osoba i życie, autorstwa Romano Guardiniego ze słowami: „Czytelnik zostaje zmuszony do zastanowienia się nad swoim dotychczasowym stylem obecności w świecie – ma szanse zrozumieć, że w zwyczajnych krajobrazach życia pozostajemy wędrowcami i poza Bogiem nie mamy nikogo”. (s 19). Po to jednak, żeby mieć ze sobą Boga, nie tylko w znaczeniu osobistym i z Jego pomocą ocalić siebie na wieczność – a w drodze doczesnej uratować Polskę, trzeba Bożej pomocy chcieć, o nią prosić i spełnić warunki posłuszeństwa Bogu, Bożej miłości i prawu. Poleganie na pomocy zagranicznej i kompromisie z opozycją, dokonuje się w dużej mierze za cenę nieliczenia się z Bogiem, co jest aż nadto widoczne w stosunku obecnej władzy „dobrej zmiany” do podstawowego i nienaruszalnego prawa do życia każdego człowieka od poczęcia po naturalną śmierć, wraz z wybiórczym traktowaniem Dekalogu w imię wolności poza prawdą i prawem. Pozornie całkowite odrzucenie komunizmu łączy się z podatnością na ideologie, które legły u podstaw i początków tego nieludzkiego i bezbożnego systemu, z dodatkiem ideologii nowych. Postępujmy więc w życiu osobistym, społecznym i państwowym bardziej według wiary w Bożą prawdę i miłość oraz własną godność połączoną z odwagą i męstwem, a mniej według kalkulacji polityczno-sondażowych.

 

Ks. prymas Stefan Wyszyński powiedział w Warszawie 7 czerwca 1971: „Chociaż czasy są materialistyczne, jednak wiemy, że nie materia jest bogiem, bo gdy materia stanie się bogiem, my będziemy niewolnikami. Nadal jest jeden wieczny i wszechmogący Bóg i On to mówi przez Syna swojego o prawie miłości Boga i ludzi. Nie jest nam więc obojętne, czy prawo to jest uszanowane, czy nie”. 29 czerwca 1952 również w Warszawie, ks. prymas powiedział: „Chociaż człowiek jest istotą społeczną, to jednak dojrzewa duchowo w pewnym odosobnieniu duchowym, jak dojrzewa ziarno w kłosie w ciepłe przedżniwne noce. Każda wielkość wzrasta na wzór ziarna rzuconego w rolę”.

 

Upragniony wzrost polskiej wielkości wraz ze sprzeciwem wobec ludzi małych, spragnionych fałszywej wielkości w wymiarze władzy i posiadania, wymaga zjednoczenia woli ludzkiej z wolą Bożą, na wzór polskich świętych Patronów Ojczyzny, czcigodnego sługi Bożego ks. prymasa Stefana Wyszyńskiego i błogosławionego w drodze do kanonizacji ks. Jerzego Popiełuszki, który wyprzedził swojego Biskupa i Mistrza, potwierdzając męczeństwem społeczną, pasterską miłość, stając się podobnym do dobrego ziarna rzuconego w ojczystą ziemię.

 

Warszawska Gazeta 15 – 21 czerwca 2018 r.

KOMENTARZ TYGODNIA

 

Ks. Stanisław Małkowski

 

administrator

 

Doświadczenie zła jest wciąż obecne, chociaż różnie rozumiane w ludzkiej świadomości i praktyce, ale związek zła z grzechem wydaje się wątpliwy. Jeżeli złem jest niespełnienie ludzkich pragnień szczęścia, pomyślności, dobrobytu, sukcesu życiowego, znaczenia, korzyści, satysfakcji, przyjemności, władzy nad sobą, innymi ludźmi i jakąś częścią świata, to wtedy posłuszeństwo Bogu i wiara w moc Jego woli i prawa, ograniczając ludzkie możliwości, wiąże się z poczuciem zniewolenia, skoro samo dawne pojęcie grzechu zawiera w sobie obiektywne rozróżnienie dobra i zła, prawdy i kłamstwa, niezależnie od czyichś potrzeb i przekonań, czyli ogranicza ludzką wolność poglądów i decyzji. Gdy nasi prarodzice idąc za namową węża, odmówili posłuszeństwa i zaufania Bogu, spożyli owoc z drzewa poznania dobra i zła, przyznali sobie władzę decydowania o tym, co dobre a co złe, postawili siebie na miejscu Boga, zerwali w ten sposób więź miłości i przyjaźni ze swoim Stwórcą, jakby na nowo stwarzając samych siebie, odczuli, że zakazany owoc im smakował i pomyśleli: oto teraz jesteśmy sobą, wolni, poza narzuconym nam pojęciem dobra i zła. Zanim więc doświadczyli opłakanych skutków swojej decyzji, na wszelki wypadek ukryli się przed Bogiem w rajskich zaroślach, czyli uciekli w krzaki, ale Bóg ich tam znalazł, potępił węża a ludziom dał nadzieję w postaci Niewiasty, która zmiażdży głowę węża oraz Jej potomstwa. Boża obietnica spełnia się w Osobie Chrystusa, Jego i naszej Matki Maryi Niepokalanej, we wspólnocie przymierza – najpierw Starego – czasowego, a później Nowego – wiecznego.

 

Gdy ludzie przez grzech przestali miłować Boga, Bóg Stwórca i Zbawca nie przestał miłować ludzi, wciąż dodając do swojej sprawiedliwości nieskończone miłosierdzie. Człowiek przywdział nowe szaty cesarza, ale prędko się przekonał, że król jest nagi. Pradawny dramat trwa. Wąż, czyli szatan, wymyśla nowe sposoby samostworzenia i samozbawienia ludzi posłusznych zbuntowanemu stworzeniu, a nieposłusznych Bogu. Zerwanie więzi miłości z Bogiem wciąż niszczy więź miłości, przyjaźni i wspólnoty międzyludzkiej. Pierwsze słowa Adama na widok Ewy wyrażały miłość i zachwyt, a późniejsze słowa, wypowiedziane po grzechu nieposłuszeństwa były skargą i donosem, próbą zrzucenia odpowiedzialności z siebie: „to nie ja, to ona, to ją powinieneś ukarać” oraz Ewy: „to on”. Istotą świadomego grzechu jest zerwanie więzi miłości z Bogiem i utrata dostępu do drzewa życia wraz z jego owocami.

 

Pierwszą społeczną próbą odzyskania raju o własnych siłach było dzieło zbudowania wieży Babel, łączącej ziemię z niebem i ludzi między sobą, zakończone klęską. Dzisiejsze pomysły jednoczenia ludzkości bez Boga są zgodne z łacińskim zwięzłym hasłem: „ si vis pacem, para bellum” (chcesz pokoju, szykuj wojnę). Stan wojny trwa w różnych postaciach pod pretekstem dążenia do światowego pokoju. Bóg w Kościele Chrystusa darowuje nam nowe drzewo życia – krzyż wraz z jego owocami w postaci sakramentów świętych. Pokarm eucharystyczny zapowiada powrót do raju w wieczności. Ziemski raj był czasem próby. Chrystus w krzyżu i swojej męce ukazuje zgubne skutki grzechu, a zarazem objawia i darowuje zwycięstwo nad grzechem i ostateczną przegraną, do której grzech może doprowadzić.

 

O grzechu bluźnierstwa przeciwko Duchowi Świętemu mówi Jezus w niedzielnej Ewangelii (Mk 3,20-35). Ówcześni uczeni w Piśmie przypisują cuda Jezusa mocy szatana. Bluźnią więc, odmawiając trwale dostrzeżenia w cudach znaków Bożej miłości i wszechmocy. Podobnie współcześni fałszywi nauczyciele wprowadzają bluźnierstwa pomiędzy wiernych, zwłaszcza odbierając Chrystusowi i Kościołowi dzieci i młodzież poprzez szerzenie zakłamanych ideologii i propagowanie wolności w znaczeniu dowolności i samowoli. Od początku ludzkiej historii obecne jest bluźniercze dążenie, aby postawić człowieka na miejscu Boga, razem z poniżeniem ludzi traktowanych gorzej od zwierząt, w sposób przedmiotowy jako rzeczy, potrzebnych lub niepotrzebnych, chcianych lub niechcianych. Prześladowanie Chrystusa i Kościoła dokonuje się metodami coraz bardziej wyrafinowanymi, poprzez przerabianie ludzi oraz instytucji od środka, tak aby wiara, nawet werbalnie deklarowana („jestem wierzący, ale niepraktykujący”, czyli wierzący inaczej, po swojemu), w życiu się nie liczyła, do wierności nie zobowiązywała.

 

Pyta Jezus: „czy Syn Człowieczy znajdzie na ziemi wiarę, gdy przyjdzie?”. Ojcem wiary jest Bóg, a Matką wraz z Nim – Maryja Panna wierna, Królowa Polski. Społecznym wymiarem wiary jest posłuszne poddanie się władzy Chrystusa Króla Polski i Maryi Królowej Polskiej Korony, nie tylko poprzez akt osobisty, ale przez ślubowanie posłuszeństwa w znaczeniu narodowym i państwowym, aby Polska była rzeczywistym królestwem Chrystusa i Maryi Matki w powszechnym i wiecznym królestwie Boga Ojca.

 

Warszawska Gazeta 8 – 14 czerwca 2018 r.

KOMENTARZ TYGODNIA

 

Ks. Stanisław Małkowski

 

 

administrator

 

W pierwszej lekcji czytanej w dziewiątą niedzielę zwykłą 3 czerwca Bóg mówi o świętości szabatu. Praca przez 6 dni tygodnia jest udziałem w pracy Boga Stwórcy, zaś odpoczynek siódmego dnia jest naśladowaniem odpoczynku Boga. W szóstym dniu stworzenia, czyli w piątek, stworzył Bóg człowieka na swój obraz, a siódmego dnia w sobotę odpoczął (Rdz 2,2n). Jezus Chrystus wszedł do odpoczynku Boga w dniu Zmartwychwstania, dlatego naśladujemy Go, świętując pierwszy dzień tygodnia, dzień Pański – zapowiedź ostatecznego odpoczynku po ziemskich trudach (Ap 14,13), dzięki paschalnemu zwycięstwu dokonanemu przez Chrystusa, obecnemu w ofierze Mszy św. zobowiązującej nas do udziału w niej zwłaszcza w niedzielę. Przykazanie zwycięskiej miłości jest ważniejsze od przepisów: „szabat jest dla człowieka a nie człowiek dla szabatu”, mówi Jezus (Mk 2,27). Ręce Boże uczyniły niebo i ziemię, są znakiem wszechmocy, władzy i opieki. Ręka ludzka jest narzędziem pracy i działania, a zarazem znakiem modlitwy i błogosławieństwa. Prawa ręka kapłana przekazuje Boże życie darowane w sakramentach. Prawa ręka jest silniejsza i sprawniejsza od lewej. Prawica Boga oznacza Jego potęgę. Chrystus Sędzia zgromadzi wybranych po swojej prawicy. Naśladowaniem Boga jest posłuszeństwo prawu miłości zawartemu w Dekalogu. Wierność prawu potwierdza trwanie w przymierzu z Bogiem. Niegdyś poganin Antioch Epifanes usiłował zmienić święte czasy i prawo w Izraelu. Miłość i wierność wobec prawa zrodziła wówczas męczenników Machabeuszy. Boża miłość wraz z naśladowaniem Chrystusa pozwala pokonać pokusę samousprawiedliwiania się przez dobre uczynki i drobiazgową wierność przepisom prawa. Wierność prawu miłości uzdalnia do odróżnienia tego co najważniejsze od przepisów drugorzędnych. Prawo miłości jest pełnią prawa. Tymczasem prawo jako zbiór przepisów bywa sprzeczne z przykazaniami. Urzędnicy odmawiający pomocy potrzebującym nieraz mówią: „takie mamy przepisy”.

 

W Ewangelii niedzielnej Jezus uzdrawia ku zgorszeniu faryzeuszów w dniu szabatu człowieka, który miał uschłą rękę, a była to ręka prawa, jak czytamy w Łukaszowym opisie tego cudu (Łk 6,6: „miał uschłą prawą rękę”). Ów cud w sposób symboliczny zapowiada uzdrowienie usychającej prawicy skłonnej do kompromisu z lewicą w życiu społecznym i państwowym lub do przekształcania się na jej podobieństwo.

 

Prawo łączy się ze sprawiedliwością tylko wtedy, gdy poddaje się działaniu usprawiedliwiającemu i uzdrawiającemu Chrystusa. W świetle Ewangelii odróżnienie prawicy od lewicy jest niezbędne dla uzdrowienia państwa chorego na pomieszanie dobra ze złem w życiu publicznym. Bez Chrystusa uzdrowienie uschłej lub usychającej prawej ręki nie jest możliwe. Objawem usychania prawicy jest odstępstwo od prawa naturalnego, jest zgoda na dzieciobójstwo, jest wprowadzanie i wspieranie przepisów sprzecznych z Dekalogiem. Nieludzkie i bezbożne referendum w Irlandii poddało głosowaniu prawo do życia osób ludzkich. Gdyby moje życie poddano głosowaniu, bałbym się o swój los. Śmierć odniosła w Irlandii tymczasowe zwycięstwo.

 

Jeżeli podstawą demokracji (zgodnie zresztą z nazwą tego systemu i tej ideologii) jest wola większości, a większość można oszukać, ogłupić, zmanipulować i wykorzystać dla zła albo przedstawić na drodze kłamstwa i propagandy mniejszość jako większość, to w celu uzdrowienia chorej demokracji, choćby rządzonej przez tzw. prawicę, trzeb wzmocnić i powiększyć większość lub mniejszość społeczną przez wprowadzenie do państwowych wyborów głosów z nieba. Wystarczyłby do zwycięstwa potrójny głos Boga w Trójcy Świętej i Matki Bożej Maryi. Wstawiają się za nami apostoł Irlandii św. Patryk i patron Polski – św. Andrzej Bobola męczennik za wiarę, razem z wielką wspólnotą świętych. Jest jednak zasadnicza różnica pomiędzy społecznym działaniem Boga a działalnością diabła. Bóg czeka na ludzką mądrość, wiarę, posłuszeństwo, modlitwę i prośbę, szanuje wolność i rozum. Diabeł zaś na nic nie czeka, bo wie, że czasu ma mało: wchodzi w grę czy ktoś chce, czy nie chce, jawnie bądź skrycie i za pomocą kłamstwa i śmierci usiłuje zniszczyć królestwo Boże na ziemi i odebrać dzieci Boże Bogu. Gdy Irlandia pada, przychodzi czas na upadek Polski. Siły ludzi dobrych, ale często bojaźliwych i ustępliwych nie wystarczą, aby ojczyznę bronić i uratować. Ograniczone sukcesy w dziedzinie materialnej nie zastąpią zwycięstwa dobra nad złem w wymiarze ducha. Powiedział o tym w czasie zakłamanej propagandy sukcesu, w czasie PRL-u za Gierka ks. prymas Stefan Wyszyński w Warszawie 27 maja 1972: „Człowiek zdobywający panowanie nad materią nie może poddawać się w niewolę porządku materialnego. Bóg mówi wyraźnie: czyńcie sobie ziemię poddaną, a nie: „stawajcie się niewolnikami ziemi, wartości gospodarczych czy ekonomicznych”. To nie ziemia ma pracować nad nami, tylko my nad ziemią! To nie materia ma nas wziąć w niewolę, ale my  musimy ją opanować i uszlachetnić „. Sześć lat wcześniej, 26 czerwca 1966, w Warszawie, w roku millenium wezwał ks. Prymas do odwagi i męstwa: „Można ręce opuścić, siedząc nad pustą łodzią dziejów. Jednak Piotr, chociaż zwątpiały, podejmuje wysiłek: wszakże na słowo Twoje zarzucę sieci. Chrystus mówi: wypłyń na głębię! Nie bój się głębi, nie bój się niebezpieczeństwa, nie lękaj się, małoduszny człowieku, chociaż twoja łódź – skorupą!”.

 

28 maja minęła 37. rocznica odejścia księdza prymasa do Domu Ojca; stamtąd jakby przez okno patrzy na nas, błogosławi i oręduje za nami.

 

Warszawska Gazeta 1 – 7 czerwca 2018 r.

KOMENTARZ TYGODNIA

 

Ks. Stanisław Małkowski