Dzisiaj: Bogny Apolinarego
Jutro : Kingi Krystyny
poniedziałek, 23 lipiec 2018
godzina: 08:10
administrator

 

 

Bóg śmierci nie uczynił, weszła ona na świat przez zawiść diabła – czytamy w księdze Mądrości. Nasi prarodzice ściągnęli śmierć na siebie i swoje potomstwo w wyniku grzechu nieposłuszeństwa wobec Boga, który do życia ich stworzył i powołał. Za namową diabła chcieli sami decydować o tym, co dobre a co złe. Ludzka śmierć nie jest unicestwieniem. Miłość, mądrość i potęga Boża dąży do uwolnienia człowieka spod władzy śmierci wskutek współdziałania ludzi z Bogiem poprzez nawrócenie i pokutę. Starotestamentalne wskrzeszenia za sprawą proroków Eliasza i Elizeusza są znakiem zwycięstwa nad śmiercią, grzechem i szatanem, zapowiedzianego już w księdze Rodzaju i spełnionego najpierw w Zmartwychwstaniu Chrystusa i wniebowzięciu Niepokalanej Maryi Matki Bożej.

 

Chrystus wskrzesza zmarłych, swoje zwycięstwo nad śmiercią zapowiada i objawia w chwale w postaci przejścia przez śmierć na krzyżu i grób ku zmartwychwstaniu trzeciego dnia i ukazywaniu się uczniom przez 40 dni do wniebowstąpienia. Uroczystość Zmartwychwstania obchodzona razem z oktawą jest największym świętem w liturgii Kościoła. Winą człowieka jest poddanie się władzy grzechu i śmierci; wezwani jesteśmy do udziału w zwycięstwie Chrystusa, który pokonał śmieć biorąc ją na siebie posłuszny woli Boga Ojca. Boży dar wolności od grzechu i śmierci przyjmujemy mocą wiary. Jezus mówi: „Jeżeli kto zachowa moją naukę, ten śmierci nie zazna na wieki” (J 8,51). Kto umiera z Chrystusem, ten z Nim powstanie z martwych. Śmierć ciała zyskuje wymiar paschalny, spełnia się w nadziei nieśmiertelności. Ta nadzieja podtrzymuje męczenników. Kto w Chrystusa wierzy, „choćby i umarł, żyć będzie” (J 11,25). Zwycięstwo Chrystusa staje się udziałem Jego uczniów, czyli Kościoła.

Pragnienie, aby tym zwycięstwem umacniali się wszyscy przeżywający poczucie i świadomość przegranej, wyraził ks. prymas Stefan Wyszyński w kazaniu wygłoszonym w Warszawie 4 kwietnia 1976: „Naszym zadaniem jest być wśród ludzi cierpiących i udręczonych. To jest powołanie społeczne. To jest nie tylko nasza sprawa, dobrze nam tu być, jesteśmy z siebie zadowoleni nawet awansujemy. A ta wielka rzesza narodu, która idzie niekiedy na przepadłe, nie znając swoich dziejów, kultury narodowej, obyczaju chrześcijańskiego, którym od wieków naród się rządzi, którego tak zdecydowanie broni Kościół w ojczyźnie naszej?”.

Na tej drodze wiara przyjmuje postać miłosierdzia indywidualnego i społecznego, aż po miłosierną pamięć o cierpieniach i bolesnych doświadczeniach ojczyzny. W modlitwie powszechnej odmawianej w czasie liturgii Wielkiego Piątku prosimy za strapionych i cierpiących: „Wszechmogący, wieczny Boże, Pociecho strapionych i Mocy cierpiących, usłysz prośby tych, którzy w jakimkolwiek utrapieniu wołają do Ciebie, aby wszyscy mogli się radować, że doznali w swoich potrzebach Twojego miłosierdzia”.

 

Obchód Wielkanocy rozpoczyna się nabożeństwem i mszą Wigilii Paschalnej w Wielką Sobotę wieczorem. Ewangelia w Niedzielę Wielkanocną ukazuje pierwszych świadków pustego Grobu: Marię Magdalenę, Szymona Piotra i Jana. W czasie Mszy wieczornej można przeczytać Ewangelię o dwóch uczniach Jezusa, którzy poznali Go w Emaus przy łamaniu chleba, czyli w Komunii świętej przyjęli, bo łamaniem chleba nazywa św. Łukasz Mszę świętą. Zwłaszcza wtedy, gdy dzień życia „ma się ku wieczorowi”, poznać Jezusa to Go przyjąć (zob. Łk 24,13-35).

 

Ewangelia z poniedziałku w oktawie Wielkanocy ukazuje żołnierzy ze straży przy Grobie, którzy powiadomili arcykapłanów „o wszystkim, co zaszło”. Arcykapłani zaś dali żołnierzom sporo pieniędzy i polecili: „rozpowiadajcie tak: Jego uczniowie przyszli w nocy i wykradli Go, gdyśmy spali” (Mt 28,12n). O ile więc wiara opiera się na świadectwie danym prawdzie, o tyle niewiara – na kłamstwie i przekupstwie od arcykapłanów do rzekomo śpiących na służbie żołnierzy. Wiara łączy się z rozumem i odwagą, niewiara – z bezrozumnym zakłamaniem i tchórzostwem. Arcykapłanów nie obchodzi prawda, lecz tylko interes. Śpiących żołnierzy nie obudził huk odwalanego od Grobu kamienia; gdzie ich honor, skoro gotowi są rozpowiadać, że upili się na służbie przy Grobie. Ta historia wciąż się powtarza. Świadkowie prawdy mają do czynienia z hałaśliwymi tchórzami (np. w czarnych protestach), dla których prawda jest groźna, bo ogranicza ich swobodę zło czynienia. Gdy jednak świadkom brakuje odwagi, szukają zgody i kompromisu, ulegając faktycznej lub pozorowanej sile. Są więc granice porozumienia i dialogu, których nie należy przekraczać, gdy nie ma wspólnej troski o dobro ani szacunku dla prawdy i życia. Według nowoczesnych ideologii na świecie jest wiele sprzecznych ze sobą subiektywnych „prawd”, które powinny być równouprawnione z wyłączeniem jedynej obiektywnej prawdy, która zdolna jest ludzi połączyć z Bogiem i między sobą, a oskarżanej o nietolerancję i fanatyzm. Toczy się więc bitwa o prawdę, bez której nie ma wolności ani trwałego zwycięstwa. Miejsce prawdy zajmują przepisy, które szczegółowo określają sankcje i powinność.

W krajach na Zachodzie, np. we Francji i Kanadzie, wolno dzieci poczęte zabijać, a nie wolno publicznie stawać w ich obronie. Zanim źli spod władzy Księcia tego świata szatana – Antychrysta zniszczą świat i samych siebie, poddajmy się z ufnością władzy Chrystusa Króla Zmartwychwstałego dla doczesnego ocalenia i wiecznego zbawienia.

Warszawska Gazeta 30 marca – 5 kwietnia 2018 r.

KOMENTARZ TYGODNIA

 

Ks. Stanisław Małkowski

 

 

administrator

 

 

Bóg pragnie związać ze sobą ludzi, określa warunki wspólnoty i posłuszeństwa, darowuje miłość i obietnicę, oczekuje miłości i wierności, objawia siebie jako: Oblubieniec, Pasterz, Król. Stare przymierze zawarte na Synaju zw. Mojżeszowym ukazywało przykazania Dekalogu jako drogę życia i doczesnej pomyślności. Bóg wybrał naród Izraela, wyróżniając go spośród pogan, prowadząc poprzez dzieje, odnawiając wspólnotę, ilekroć była przez odstępstwa i zbiorowe grzechy zrywana. Stare przymierze nie było dane raz na zawsze, łączyło się z prorocką zapowiedzią przymierza nowego. O tym mówi Bóg ustami proroka Jeremiasza w pierwszej niedzielnej lekcji 18 marca. Gdy dawne przymierze mogło być i było jednostronnie łamane przez naród wybrany, nowe przymierze jest wieczne, uczestniczą w nim ci wszyscy, którym Bóg umieści swoje prawo w głębi ich jestestwa i wypisze na ich sercu (zob. Jr 31,33). Chociaż odejście od Boga poszczególnych ludzi i społeczności jest i będzie nadal możliwe wskutek wolnej złej woli, to jednak wspólnota z Bogiem ludu przymierza będzie na zawsze zachowana. Poprzednio stroną przymierza byli ludzie chwiejni i zmienni. Zgodnie z prorocką zapowiedzią obie strony nowego przymierza dochowają wierności, siły zła jego nie przemogą. Dlaczego? Odpowiedzią jest Chrystus, stając po obu stronach przymierza zawartego przez Niego i w Nim, bo mocą posłuszeństwa stał się sprawcą zbawienia wiecznego dla wszystkich, którzy Go słuchają (Hbr 5,9 w drugiej niedzielnej lekcji). Chrystus zanosił gorące prośby do Tego, który mógł Go wybawić od śmierci, i został wysłuchany (Hbr 5,7).

 

Wybawienie od śmierci dokonało się w chwale zmartwychwstania. Duchowo wybawia nas od śmierci wiecznej w potępieniu piekła krzyż i krew Chrystusa. Ewangelia niedzielna (J 12,20-33) mówi o ziarnie, które wpadłszy w ziemię, obumiera po to, by przynieść obfity plon: przez śmierć do życia. Warunkiem nowego wiecznego życia jest ludzka śmierć, włączona w ofiarną śmierć Chrystusa wywyższonego na krzyżu, przyciągającego wszystkich do siebie, wyrzucającego precz władcę tego świata – szatana. Wyrzucenie diabła i ludzi jemu posłusznych dokonuje się stopniowo w czasie i w historii, aż sąd ostateczny nastąpi. W tym wyrzucaniu możemy mieć swój udział, nie poddając się złu, sprzeciwiając się złym, zwyciężając zło dobrem. Powiedział o tym ofiarnym zwycięstwie ks. prymas Stefan Wyszyński w Niepokalanowie 13 kwietnia 1969: Często się zdarza, że nasza ofiara, kiedy się już nie może przed nami obronić, jeszcze okazuje nam współczucie. Bo człowiek wymierzający cios jest bardziej nieszczęśliwy i godny współczucia niż ten, w którego godzi. Bijący poniewiera sam siebie. Większym nieszczęściem jest znieważyć siebie samego przez niegodziwe postępowanie niż być sponiewieranym przez innych.

 

Tak zwyciężali i zwyciężają męczennicy Kościoła, dając szansę nawrócenia i zwycięstwa nad złem sobie, również prześladowcom. Takie zwycięstwo odniósł św. Maksymilian Maria Kolbe, a po nim bł. ks. Jerzy Popiełuszko, który mówił: Za pszeniczne ziarno prawdy trzeba płacić, tylko plewy nic nie kosztują. Jezus Chrystus umarł na krzyżu za świętych, aby wytrwali, i za grzesznych, aby się nawrócili. Kościół prześladowany ma Bożą obietnicę trwania do końca czasów pomimo zniszczeń z zewnątrz i od środka. Czas wielkopostnego nawrócenia: rekolekcji, spowiedzi, modlitwy, pasyjnych nabożeństw, daje błogosławieństwo i pokój w czasie toczącej się przeciwko Bogu i ludziom wojny. Zwycięstwo w tej wojnie, zarówno osobiste, jak i zbiorowe, nie jest możliwe bez Chrystusa. Silniejsi są od nas ci wszyscy, którzy pragną naszej przegranej i do niej dążą w wymiarze życia społecznego i narodowego Polski. Dlatego mówi do nas i budzi naszą otuchę Anioł Stróż Wielkiego Postu: Pokój wam i błogosławieństwo. Otwórzcie serca Jezusowi – otwórzcie szeroko i z pełnym zaufaniem, aby mógł w was i przez was wypełnić swój plan miłosierdzia! Bądźcie dyspozycyjni wobec tego, co mówi do was, aby wypełnić swój plan miłosierdzia. Bądźcie dyspozycyjni wobec tego, co mówi do was przez ludzi, których do was posyła. To czas łaski. Przeżyjcie go z Chrystusem i dla Niego! Błogosławieństwo Jezusa wam przynoszę. Amen.

 

Trzeba dać siebie do dyspozycji Bogu w czasie łaski, aby ten, który się sroży, wiedząc, że czasu ma mało, narodów i świata nie niszczył, posługując się ludźmi jako narzędziami też przeznaczonymi do zniszczenia w swoim czasie. Nasze pełne uczestnictwo w ofierze eucharystycznej Mszy św. pozwala nam korzystać z dobrodziejstw nowego przymierza i w zwycięstwie Chrystusa uczestniczyć, współtworząc mistyczne ciało Jego Kościoła. Patronem i opiekunem Kościoła jest św. Józef, którego uroczystość obchodzimy w poniedziałek 19 marca. Jezus był synem Dawida przez Maryję a prawnie – przez Józefa – swojego opiekuna i męża Maryi. Imię Józef wymieniane jest w kanonie Mszy św. Szesnastowieczna św. Teresa od Jezusa twierdziła, że o cokolwiek prosiła Boga za przyczyną św. Józefa, zawsze to otrzymała. Prośmy więc za wstawiennictwem św. Józefa o Polskę wierną Bogu, krzyżowi i Ewangelii, o wiarę, odwagę i męstwo dla sprawujących władzę w Ojczyźnie, pragnącej stać się rzeczywistym królestwem Chrystusa i Maryi Matki ku chwale Boga Ojca.

 

Warszawska Gazeta 16 – 22 marca 2018 r.

KOMENTARZ TYGODNIA

 

Ks. Stanisław Małkowski

 

 

administrator

 

 

Pokonanie trudności życia w walce ze złem w sobie i wokół siebie wymaga mocy. Wiara w Boga daje moc pochodzącą z wysoka, pozwala słabości i niemocy stać się narzędziem Bożego działania. Kto polega na sobie, jest zwycięzcą albo zwyciężonym w walce o życie w czasie jego trwania, ale gdy ono się kończy, przegrana, po ludzku biorąc, wydaje się nieuchronna. Tymczasem jednak wola Boga wobec nas przekracza skalę doczesnych osiągnięć. Czytamy w drugiej niedzielnej lekcji 11 marca: Łaską bowiem jesteście zbawieni przez wiarę; a to pochodzi nie od was, lecz jest to dar Boga: nie z uczynków, aby się nikt nie chlubił; jesteśmy bowiem Jego dziełem, stworzeni w Chrystusie Jezusie dla dobrych czynów, które Bóg z góry przygotował, abyśmy je pełnili (Ef 2,8-10). Pełnienie dobra w duchu stanowczości, śmiałości, odwagi i męstwa, wprowadza Boży ład w życie ziemskie i otwiera drogę ku radości i chwale życia wiecznego we wspólnocie nieba.

 

Pierwsza lekcja ukazuje skutki pogańskiego bałwochwalstwa i zbezczeszczenia świątyni aż po jej zburzenie razem z Jerozolimą przez Chaldejczyków i niewolę babilońską wygnanych z ziemi ojczystej. Bieg historycznych wydarzeń wraz z narodowym nawróceniem umożliwi powrót do ojczyzny po latach niewoli (2 Krn 36,14-23). Odbudowanie wyzwalającej się Polski bez nawrócenia jest niemożliwe: własne społeczne siły nie wystarczą, sojusze zagraniczne zawodzą. Projekt rozwiązań kompromisowych, ugodowych i tolerancyjnych, oddziela kalkulacje polityczne od wierności władzy Chrystusa Króla i Maryi Królowej Polski. Mieszanie dobra ze złem na ziemi nie może podobać się niebu. Gdy w miejsce przemocy jawnej, brutalnej i okrutnej, wchodzi przemoc ukrywana pod fałszywym rozumieniem wolności w stylu przekraczania wszelkich naturalnych granic, gdy odwagę myli się z bezczelnością i tupetem, gdy feminizacja mężczyzn oznacza tchórzostwo i słabość, a maskulinizacja kobiet – agresję i nienawiść, tworzy się nijaki świat zakłamanych znaczeń podatny na wszelkie możliwe formy nowego bałwochwalstwa.

 

W Ewangelii niedzielnej mówił Jezus do Nikodema: Kto spełnia wymagania prawdy, zbliża się do światła (J 3,21). Światło prawdy rozprasza ciemności kłamstwa. Jeżeli jednak samo rozróżnienie prawdy i kłamstwa, światła i ciemności, uznaje się za źródło zniewolenia, a pluralizm postrzega się jako niby równouprawnienie wszelkich poglądów i opcji z wyjątkiem tych, które rzekomo odbierają wolność, chociaż są jej warunkiem, wówczas wchodzi się w świat chaosu, przedsionek piekła. Bóg dopuszcza ujawnienie się niszczących mocy zła po to, aby uchronić przed większym złem bez kresu i ratunku, czyli przed piekłem. Chrystus Król uobecnia zwycięską miłość Bożą, kto w to uwierzy – nie zginie (zob. J 3,16).

 

Ks. prymas Stefan Wyszyński powiedział w Lublinie 7 marca 1976: Brak wrażliwości na to, co sprawiedliwe i co słuszne, doprowadza do tego, że prawo jest bardzo często udręką dla człowieka, zamiast być pomocą. Może być i tak, że nawet nadmiar praw, ich rozmaitość i rozbieżność, może doprowadzić do rozkładu społecznego Rzeczypospolitej. Obywateli może to ustawić w pozycji nie tyle „wykonać prawo”, co „bronić się prawem”. Współcześnie zjawiskiem niemal powszechnym, rozkładającym wszędzie społeczność polityczną, jest obrona człowieka – istoty wolnej i rozumnej – przed prawem i jego konsekwencjami. Bardzo często prawo wykonywane – jeżeli jest przeciwko naturze ludzkiej – jest początkiem rewolucji społecznej „wnętrza człowieka”, jego ładu, myślenia i działania, ku któremu człowiek zmierza.

 

Prawo stanowione nie może być sprzeczne z prawem naturalnym, Bożym i w pełni ludzkim. Obecna władza tzw. „dobrej zmiany” w Polsce ociąga się z dobrą zmianą ustawy pozwalającej na zabijanie dzieci poczętych. Przedłożony projekt przewiduje zaniechanie dzieciobójstwa ze względów eugenicznych, pomijając inne względy, jest więc w założeniu kaleki, ale i on mimo społecznego i kościelnego poparcia, nie zyskał dotychczas zgody władz III RP, aby go przyjąć. Odpowiedzią jest zwlekanie i unik: „ani tak, ani nie” z powodu lęku przed histerią zwolenników prenatalnego ludobójstwa. Kto Boga się nie boi, lęka się ludzi, niech przy tym nie udaje katolika. Chociaż skuteczność ustaw ma swoje ograniczenia, prawo stanowione nie może zezwalać na zło ani go ułatwiać i popierać w sposób instytucjonalny. Kto koniecznie chce zabijać i w perspektywie swojego wyboru pójść do piekła, w które nie wierzy, podobnie jak ktoś, kto nie chce wiedzieć, że choroba nieuleczalna sprowadza śmierć, tym się różni od postawy bezsilności chorych (chociaż i w sprawach ciała cuda się zdarzają), że swoją złą wolę może łatwiej zmienić, odwołując się do mocy i miłosierdzia Boga razem ze wstawiennictwem Matki Bożej Wspomożenia Wiernych, niż polegać na medycynie i lekarzach. Gdy przeżywamy bezsilność i bezradność wobec chwilowo zwycięskiego zła, pozostaje modlitwa, przekazana ks. Dolindo Ruotolo: „Jezu, Ty się tym zajmij”. Ponieważ sam Jezus do takiej modlitwy wzywa, gdy rzeczywiście zawodzą ludzkie środki, ufamy, że odpowiedni sposób spełnienia naszej błagalnej prośby Jezus znajdzie, co nie musi być całkiem po naszej (jak np. nie po myśli wielu przywódców w Polsce jest intronizacja Jezusa Chrystusa na Króla Polski).

 

 

Warszawska Gazeta 9 – 15 marca 2018 r.

KOMENTARZ TYGODNIA

 

Ks. Stanisław Małkowski

 

 

 

administrator

 

 

Świątynia jest znakiem obecności Boga wśród ludzi. Tym była w czasie Starego Przymierza świątynia w Jerozolimie, wzniesiona przez króla Salomona w miejsce dawnego sanktuarium zw. „Namiotem świadectwa”. Świątynia z kamieni poddana była burzeniu i profanacji. Ziemska świątynia ukazywała obraz świątyni Boga w niebie. Jezus potwierdza świętość domu Bożego: w świątyni jest ofiarowany przez Maryję, w uroczystościach uczestniczy, wyrzuca ze świątyni handlarzy i bankierów, zapowiada zburzenie świątyni (Mt 24,2), a zarazem objawia swoją śmierć na krzyżu i chwalebne odbudowanie przez zmartwychwstanie trzeciego dnia, w odpowiedzi na pytanie o znak potwierdzający Jego prawo i moc, aby nie tylko murowaną świątynię oczyścić, ale świątynię swojego ciała na zawsze w trzech dniach wznieść na nowo.

 

Ewangelia czytana w trzecią niedzielę Wielkiego Postu 4 marca (J 2,13-25) ukazuje przejście od Starego do Nowego Przymierza, od kamiennej świątyni zburzonej do świątyni Ciała Chrystusa. Mistycznym Ciałem Zbawiciela staje się Kościół, a w nim – my, powołani do udziału w świętości Boga dzięki obecności naszego Pana w Ofierze eucharystycznej po wszystkie dni aż do skończenia świata. Ruina murowanej świątyni łączy się z końcem idei narodu wybranego, który zresztą jak widzimy, z tą ideologią się nie rozstaje, jednak odnosi ją już nie do Boga, ale do samego siebie, w przekonaniu o swojej wyjątkowości w duchu samo-wywyższenia. Spodobało się jednak Bogu wezwać do świętości i przymierza wszystkie narody. Pogarda i wrogość hałaśliwych Żydów wobec Polaków i Polski wynika z duchowego przeciwieństwa między chrześcijaństwem a judaizmem, między kulturą wspólnoty i anty-kulturą odrębności połączonej z przekonaniem o własnej wyższości, zastępującym wiarę w Boga, który wszystkich ludzi chce wywyższyć, ocalić i zbawić.

 

Ideologiczne samozbawienie jest pułapką, iluzją, może prowadzić jednych do nawrócenia i opamiętania, ale innych do przegranej. Doczesna przemiana ku świętości jest drogą ku świątyni w niebie, ku pełnemu uczestnictwu w życiu i szczęściu Boga. Dzisiejsze sposoby niszczenia wiary, unowocześniania Kościoła od środka, odczłowieczania ludzi, zastępowania prawdziwej duchowości fałszywą lub wulgarnym materializmem i gorszą od zwierzęcej cielesnością, prowadzą donikąd. Co dostanie człowiek w zamian za duszę, gdy ją straci? Odpowiedzią Boga na ludzkie i nieludzkie wybory jest miłosierdzie i litość albo gniew. Ci, którzy niegdyś sprzedawali w świątyni jerozolimskiej woły, za zgodą ówczesnych arcykapłanów, czyniąc z niej halę targową, mają dzisiaj swoich naśladowców. Jedni i drudzy zasługują na gniew Boga i ludzi Bogu wiernych.

 

Są różne rozdaje i motywy gniewu. Jest gniew grzeszny i gniew święty. Wspomnijmy gniew Jonasza, który gniewał się na wszystkich, nie wyłączając Boga i samego siebie. Odpowiedzią była Boża cierpliwość, wyrozumiałość i łagodność. Motywem gniewu ludzkiego bywa nienawiść, zawiść, błąd, nieopanowanie; takiego gniewu i jego przyczyn trzeba się strzec. Ale jest też gniew święty jako odpowiedź na łamanie osobiste, społeczne i publiczne przykazań Bożych, przypomnianych w pierwszej niedzielnej lekcji. Wzorem złego gniewu jest szatan i jego piekło bez wyjścia. Gniew Boga prowadzi do nawrócenia. Uwolnić się od słusznego gniewu i kar można przez wybór  miłości i prawdy. Bez odwołania się do Bożego miłosierdzia, do łaski i pomocy z wysoka, nie uniknie się skutków gniewu. Wzorem dobrego gniewu jest postawa Jezusa wobec przekupniów w świątyni, wobec obłudnych faryzeuszów, wobec ludzi zakłamanych, zaślepionych pychą, niesprawiedliwych, niemiłosiernych, niewiernych Bogu prawdziwemu a służalczych wobec fałszywych bożków własności, przyjemności, władzy, znaczenia. Od gniewu Bożego uwalnia nas Jezus, gdy poddajemy się Jego działaniu. Gdy „zstąpił diabeł pałający wielkim gniewem” (Ap 12,12), nie wystarczą ludzkie Śródki w obronie przed wrogiem o zdolnościach przewyższających nasze naturalne sposoby obrony.

 

Powagę konfrontacji dobra ze złem niweczą zwolennicy tolerancji, kompromisu i miłosierdzia, przebaczającego „wszystko wszystkim z góry” bez nawrócenia i walki ze złem w sobie i wokół siebie. Mamy w historii dawnej i niedawnej wzory postawy niezłomnej aż po ofiarę z własnego życia. Wspominamy żołnierzy niezłomnych, zw. wyklętymi, bohaterów, męczenników, mamy liczne przykłady świętych. Bóg mówi do ludzi przez ludzi; Syn Boży stał się Człowiekiem, broni w nas człowieczeństwa i powołania do świętości. Samozadowolenie jako wynik pomysłów samo-stworzenia (aż po dowolne określanie swojej płci) i samo-zbawienia odłącza od wiary i rozumu, zwraca ku ostatecznej przegranej.

 

Jest więc „przegrana” krzyża i przegrana piekła. Ocalenie od gniewu i związanych z nim kar daje Bóg w Chrystusie, w Ewangelii i w sakramentach Kościoła. Czas Wielkiego Postu jest coroczną szansą przyjęcia Boga w sobie i zobaczenia Go wokół siebie. Potwierdzone ofiarą pragnienie Polski wolnej w prawdzie i miłości trwa i oznacza nieustające zadanie.

 

Warszawska Gazeta 2 – 8 marca 2018 r.

KOMENTARZ TYGODNIA

 

Ks. Stanisław Małkowski

 

administrator

 

Ewangelia o przemienieniu Chrystusa na Górze Tabor, czytana w II niedzielę Wielkiego Postu 25 lutego (Mk 9,2-10) zapowiada w objawieniu chwały Bożej przyszłe zmartwychwstanie, potwierdza wiarę uczniów będących świadkami – Piotra, Jakuba i Jana wobec Mojżesza i Eliasza, którym niegdyś objawił się Bóg na górze Synaj czy Horeb. Dochodzący z obłoku głos Boga Ojca wzywa do posłuszeństwa Synowi w Jego przejściu przez krzyż ku powstaniu z martwych. Doświadczenie radości przygotowuje do przeżycia smutku Ogrójca i Kalwarii. Wszyscy uczniowie Chrystusa są wezwani do przemieniania się w świetle wiary aż nastąpi ostateczna przemiana tego co śmiertelne w życie wieczne w chwale nieba. Po wejściu na górę nastąpiło zejście z niej, po radości i wyznaniu „dobrze, że tu jesteśmy”, rozważanie co znaczą słowa Jezusa o powstaniu z martwych Syna Człowieczego posłusznego woli Ojca.

 

W naszym człowieczeństwie stworzonym na obraz Boży wezwani jesteśmy do uczestnictwa w przejściu Chrystusa przez krzyż do nieba, w Jego paschalnym zwycięstwie poprzez trwanie i wytrwanie w jedności z Nim. Zapowiedzią objawienia ojcostwa i synostwa była wiara i posłuszeństwo Abrahama oraz jego zgoda na złożenie w ofierze umiłowanego i długo oczekiwanego syna Izaaka. Ofiara Abrahama, której owocem było jego ojcostwo wobec licznych narodów, jest proroctwem wskazującym na ofiarowanie przez Boga Ojca Syna Bożego dla zbawienia świata niezdolnego, aby o własnych siłach pojednać się z Bogiem i odzyskać utracone za namową diabelskiego węża życie.

 

Bez ojcostwa i synostwa doczesne życie ludzkie gaśnie bezpowrotnie. Złudzeniem jest budowanie braterstwa bez ojca. Gdy odrzuca się ojcostwo Boga i ludzki jego obraz w małżeństwie i rodzinie, projektuje się ludzi nijakich, samotnych, szukających szczęścia w zaspokajaniu swoich potrzeb poprzez wykorzystywanie innych, traktowanych instrumentalnie jako partnerów w świecie bez miłości, która od Ojca i Syna pochodzi mocą darowanego nam Ducha na wzór Trójcy Świętej.

 

Odrzucenie Boga w teorii i w praktyce prowadzi do odrzucenia i stopniowego unicestwiania człowieka. A wtedy zwierzątka stają się ważniejsze od ludzi. Bóg darowuje się i objawia jako Ojciec w akcie stworzenia i zbawienia. Przyjęcie i naśladowanie Boga, gdy przychodzi w Chrystusie, jest warunkiem wyboru „być albo nie być”. Żadna iluzja i namiastka nie wypełni pustki niewiary. Skoro Bóg nas wybrał a zarazem my wybieramy Boga, możemy razem ze św. Pawłem powiedzieć: „Jeżeli Bóg z nami, któż przeciwko nam?” (zob. druga niedzielna lekcja Rz 8,31). Gdy w praktyce i w polityce trudno wybrać niewidzialnego Boga, wybiera się widzianych ludzi nie biorąc często pod uwagę ich wierności albo niewierności prawdziwemu Bogu, który określa, w jaki sposób może być przez ludzi przyjęty, a co więcej – staje się widzialny w Chrystusie. Dlatego niewiara i apostazja lubi przybierać formę postawy „tak ale nie”. Zwłaszcza miłosierdzie bywa pojmowane jako powszechne pojednanie dobra ze złem w duchu kompromisu i przekonania, że nawet złe duchy kiedyś się nawrócą pod działaniem Bożego miłosierdzia w znaczeniu apokatastazy, czyli powszechnego pojednania wszystkich ze wszystkimi, nie wyłączając piekła. Tak więc można grzeszyć, bo prędzej czy później pójdzie się do nieba, zgodnie ze słowami Lutra: „pecca fortiter, crede fortius” (mocno grzesz, mocniej wierz). Tymczasem zuchwała ufność w Boże miłosierdzie działające z automatu jest grzechem przeciwko Duchowi Świętemu, który odpuszczony być nie może wobec braku nawrócenia. Każdy dar wymaga przyjęcia go razem z dawcą na określonych warunkach. Bez ufności i posłuszeństwa miłosierdzie nie skutkuje. Dla niektórych wiernych niezrozumiała i krzywdząca jest odmowa rozgrzeszenia w sakramencie pokuty wobec braku żalu i postanowienia poprawy, gdy zło nazywa się dobrem, a grzech korzyścią i koniecznością. Niektórzy mówią przed odejściem od konfesjonału: „jeżeli ksiądz nie chce udzielić mi rozgrzeszenia, to pójdę do innego księdza, który mnie zrozumie i wyświadczy mi oczekiwaną przysługę”, albo: „skoro tak, to przestanę się spowiadać (i będę przyjmować komunię ze wszystkimi), albo rozstanę się z niemiłosiernym Kościołem”.

Zdarzają się „miłosierni kapłani”, którzy każdego gotowi są „rozgrzeszyć” i każdemu grzeszącemu publicznie, bez nawrócenia, Komunii Świętej świętokradzko udzielić. Jest to praktyka powszechna na Zachodzie, a i w Polsce zdarzająca się wobec osób u władzy i „na świeczniku”.

 

„Potomkowie Abrahama zdobędą warownie nieprzyjaciół” (zob. Rdz 22,17). Kim są potomkowie Abrahama, a kim jego nieprzyjaciele? Wiara, wierność i posłuszeństwo decyduje o opowiedzeniu się po jednej albo po drugiej stronie, ponieważ nieprzyjaciele mają warownie w postaci ideologii i przepisów prawa stanowionego (np. gender i zgody na aborcję, in vitro i środki wczesnoporonne), trzeba te warownie zdobyć wykazując ich szkodliwość i nihilizm. Są jeszcze w Polsce warownie wciąż niepokonane, dając zresztą poprzez ich zdobycie szansę, aby nieprzyjaciele stali się przyjaciółmi Boga i Jego dzieci. Czas jest krótki ale ważny, bo jego wykorzystanie decyduje o kształcie doczesności (w pewnej mierze) i wieczności.

Na Boże „tak” odpowiada jednoznacznie Abraham razem ze swoim potomstwem. W praktyce przeżywamy rozterkę: „czy tak, czy nie, wciąż ta niepewność dręczy mnie”. Polskie „tak” jest i będzie odpowiedzią na Boże „tak” miłosierdzia i sprawiedliwości. W przytoczonej piosence słyszymy dalej: „a ty, ja głaz bez słowa tańczysz cały czas”. Trzeba więc rozeznać kiedy milczeć bez słowa (cumta cent clamant), a kiedy i komu powiedzieć „nie” lub „tak”.

 

 

Warszawska Gazeta 23 lutego – 1 marca 2018 r.

KOMENTARZ TYGODNIA

 

Ks. Stanisław Małkowski