Dzisiaj: Bogny Apolinarego
Jutro : Kingi Krystyny
poniedziałek, 23 lipiec 2018
godzina: 08:08
administrator

 

Powszechnym doświadczeniem ludzi w życiu religijnym i moralnym są próby i pokusy. Bóg wystawia swoich wiernych na próby, którymi są: cierpienia, prześladowania, życiowe niepowodzenia, choroby, śmierć bliskich, rozeznanie woli Bożej różnej od ludzkich pragnień i oczekiwań. W wyniku przyjętych prób wolność wyboru staje się wolnością posłuszeństwa o wymiarze krzyża w naśladowaniu Chrystusa, Matki Bożej i świętych. Dobrowolne poddanie się próbom oznacza potwierdzenie przymierza z Bogiem, zawartego w Kościele mocą sakramentów. Przymierza starotestamentalne: z Noem i jego potomstwem, z Abrahamem, z Mojżeszem i narodem wybranym były zapowiedzią Nowego Przymierza i objawieniem woli Boga pragnącego bliskości i wspólnoty z ludźmi stworzonymi na Jego obraz i podobieństwo. W tajemnicy krzyża dokonuje się przejście od pierwszych narodzin uzdalniających do ziemskiego życia ku nowym narodzinom do życia wiecznego. Po pierwszym darze Boga Stwórcy przychodzi dar Boga Zbawcy. Zwycięsko przeżyte próby dają udział w krzyżu, śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa, który dobrowolnie poddał się próbom i pokusom.

 

Ewangelia I niedzieli Wielkiego Postu mówi wg św. Marka ogólnie o kuszeniu Jezusa na pustyni przez szatana, zaś wg św. Mateusza i Łukasza – wymienia trzy pokusy odrzucone przez Jezusa na wzór dla nas. Te pokusy dotyczą cudownego zaspokojenia potrzeb doczesnych w postaci łatwego chleba, widowiskowych znaków i dokonań w wyniku wystawiania na próbę, czyli kuszenia Boga oraz w rezultacie korzyści związanych z władzą przyjętą od szatana za cenę nieposłuszeństwa wobec Boga i posłusznego poddania się diabłu.

Szatan kusiciel występuje w roli konkurenta, który lepiej od Boga wie, jak ludzi pozyskać i zaspokoić. Ilekroć z grzechem łączy się zysk, a z nawróceniem i wiernością Bogu strata, ukazuje się na nowo metoda złego ducha, podobna do sposobu wędkarza łowiącego ryby za pomocą wędki zakończonej haczykiem z przynętą. Połknięcie smacznej przynęty oznacza zarazem utratę prędzej lub później wolności i życia na haku. Dlatego modlimy się „Ojcze, nie wódź nas na pokuszenie” (czyli – nie dozwól, abyśmy ulegli pokusie).

Miejscem próby, której poddana jest nasza wiara, miłość i nadzieja jest świat w całej historii stworzenia i zbawienia. Miejscem zwycięskiego przyjęcia prób i odrzucenia pokus jest Kościół Chrystusa jako bożo ludzka wspólnota walcząca ze złem zewnętrznym i wewnętrznym w postaci prześladowania i apostazji. Prześladowania mają postać krzywd fizycznych – bicia, więzienia i zabijania, ale również krzywd duchowych w postaci narzucania wrogiej Bogu i ludziom ideologii metodą kamuflażu z dodatkiem różnych atrakcji. Są na świecie liczni specjaliści, którzy potrafią zło odpowiednio ubrać i przystroić, a zarazem do prawdy i dobra zniechęcić. Podobna tęcza, która była znakiem przymierza z Noem i ludzkością po klęsce potopu (zob. Rdz 9,12-15), jest dzisiaj symbolem bezbożnego i nieludzkiego ruchu LGBTQ nazywającego chorobę zdrowiem a zdrowie chorobą.

 

W drugiej niedzielnej lekcji 18 lutego czytamy o cierpliwości Bożej, gdy budowana była arka, aby w czasie potopu ratować przed wodą ludzi w arce, gdy inni w wodzie poza arką tonęli (1 P, 3,20). Znak starotestamentalnej arki zapowiada Boży ratunek w postaci Kościoła nietonącego w wodach współczesnego potopu. Prośmy więc Boga o dobre sumienie, które pozwala do arki wejść i w niej trwać (w. 21). Sumienie pozwala osądzać wartość słów i czynów, odróżniać dobro od zła, rozumieć wolę Bożą, wyznaczać granice wolności, bronić przed samowolą i samoubóstwieniem. Oczyszczone przez krew Chrystusa sumienie zwraca się ku Bogu. Nie wolno więc mylić sumienia z poglądem i przekonaniem. „W moim sumieniu sądzę, że mam prawo zabić moje dziecko przed urodzeniem dla jego i mojego dobra” – tak myślą i mówią dzieciobójcy tłumacząc i próbując usprawiedliwić swoje złe decyzje, zachowując zarazem dobre mniemanie o sobie i nierzadko przyznając się do wiary w Boga.

 

Tragedią wielu katolików jest łączenie deklarowanego katolicyzmu aż po świętokradztwa z zaprzeczeniem wierze i naturze przez zgodę na zło. Przyjmują więc komunię św. zwolennicy aborcji, in vitro i środków wczesnoporonnych, „wierni” trwający w ciężkim grzechu publicznej apostazji, znajdują przy tym usłużnych kapłanów i oczekują społecznej aprobaty. W tej postawie uwidacznia się nie tylko tchórzostwo, ale i bezwstydny tupet. Prawe sumienie połączone z męstwem i odwagą pozwala odrzucić zło w sobie i wokół siebie. Ks. prymas Stefan Wyszyński powiedział w roku 1970 w Warszawie, w kazaniu popielcowym: „Wśród [współczesnego] zamętu, wywołanego rozgadaniem się ludzi, wyczuwa się narastającą potęgę królestwa kłamstwa, jakby dziedziczny owoc pierwszego kłamstwa, przez które nieprzyjazny duch zasiał nieufność do Boga, wątpliwość, czy Bóg jest prawdą i miłością, czy nie strzeże jej zazdrośnie przed nami. Jak Ewie w raju wydawało się, że zaofiarowany owoc nadaje się do zdobycia wiedzy, tak dziś ów gigantyczny wąż, który rozrósł się w dziejach ludzkości i skrępował ją swoimi splotami, rodzi nieustannie wątpliwość i nieufność, czy Bóg jest prawdą, czy Kościół głosi prawdę, czy ludziom warto mówić prawdę, czy ma ona sens społeczny”.

 

Dzisiejsza ideologia poprawności politycznej nie pyta już: czy Bóg jest prawdą?, czy Kościół głosi prawdę?, bo uważa samo pojęcie prawdy za źródło zniewolenia, nietolerancji i przemocy. Nie ma debaty ani dialogu z tymi, dla których prawda jest nie tylko kłamstwem, ale bezsensem. W tym znaczeniu tzw. ekumenizm ma sens jedynie jako wspólne czynienie dobra w pewnym zakresie. Ku pełni dobra i wolności wyzwala prawda. Prawdą jest Chrystus (zob. J 14,6).

Warszawska Gazeta 16 – 22 lutego 2018 r.

KOMENTARZ TYGODNIA

 

Ks. Stanisław Małkowski

 

 

 

 

administrator

 

W pierwszej niedzielnej lekcji 4 lutego czytamy słowa Hioba: Zyskałem miesiące męczarni, przeznaczone mi noce udręki. (…) Ponownie oko me szczęścia nie zazna (Hi 7,3.7). Hiob był człowiekiem sprawiedliwym, prawym, bogobojnym, wybitnym, majętnym i szczęśliwym. Za sprawą szatana i z dopustu Bożego dotknęły Hioba kolejne nieszczęścia: stracił majątek, utracił zdrowie, wszystkie jego dzieci zginęły w wypadku, żona wyrzuciła go z domu, przyjaciele mu wprawdzie współczuli, ale zgodnie z zasadą odpłaty oskarżyli go o ukrywane grzechy, za które ponosi karę i dlatego jedynym ratunkiem dla niego jest przyznać się do winy i pokutować, odwołując się do Bożego przebaczenia. Hiob stanowczo potwierdził swoją niewinność, odwołał się do Boga, bo wiary nie stracił, przeklinał siebie i swój los, ale Bogu nie bluźnił, doczekał się więc sprawiedliwości. Po trzech przyjaciołach oskarżających Hioba zabiera głos czwarty, który wzywa Hioba do cierpliwości i wytrwania: „posłuchaj Hiobie, zaczekaj, a cuda Boże zrozumiesz” (37,14). Wreszcie Bóg odpowiada Hiobowi, upomina go, ale zarazem gani jego przyjaciół, bo nie oni mieli rację tylko cierpiący Hiob, gdyż cierpienie nie jest jedynie karą Bożą za popełnione grzechy. Hiob korzy się przez Bogiem: dotąd Cię znałem ze słyszenia, obecnie ujrzałem Cię wzrokiem, stąd odwołuję, co powiedziałem, kajam się w prochu i w popiele (42,5n). Modlitwa Hioba za przyjaciół poprzedza przywrócenie go do dawnego stanu, czas drugiego szczęścia.

 

To ponowne szczęście po nieszczęściach jest zapowiedzią i obrazem radości życia wiecznego. W doczesności zło dotyka i sprawiedliwych i niesprawiedliwych, dobrych i złych. Sprawiedliwość Boża nagradza złych za dobro, które w życiu spełnili, choćby niewielkie zapłatą przez nich cenioną jako tymczasowe korzyści, natomiast dobrym daje znak udziału w ofierze Chrystusa; przyjdzie czas, chwila przejścia do wieczności, gdy ludzie dobrzy ujrzą Boga wzrokiem. Starotestamentalna zasada odpłaty odnosi się więc do całości istnienia i życia: przed śmiercią i po śmierci ciała. Kary Boże spadające w ciągu dziejów na Polskę dotyczą złych i dobrych w różnym znaczeniu. Księga Hioba zapowiada cierpienie ludzi niewinnych i krzyż Chrystusa. Doświadczenie Hioba jest nie tylko próbą wiary, ale zapowiedzią Golgoty. Cuda Jezusa: uzdrowienie chorych i wyrzucanie złych duchów zapowiadają ostateczne zwycięstwo nad złem w każdej postaci. Niedzielna Ewangelia dopełnia więc i przekracza świadectwo Hioba (zob. Mk 1,29-39).

 

W piątek 2 lutego obchodzimy święto Ofiarowania Pańskiego, czyli Matki Bożej Gromnicznej. Chrystus, podobny do nas w swoim człowieczeństwie „w czym sam cierpiał będąc doświadczany, w tym może przyjść z pomocą poddanym próbom”, czytamy w drugiej świątecznej lekcji (Hbr 2,18). W Ewangelii Symeon mówi do Maryi: oto Ten przeznaczony jest na upadek i na powstanie wielu w Izraelu, i na znak, któremu sprzeciwiać się będą; a Twoją duszę miecz przeniknie, aby na jaw wyszły zamysły serc wielu (Łk 2,34n). W słowach Symeona zawiera się prorocka zapowiedź męki Pańskiej i całej historii Kościoła. Ból Niepokalanego Serca Maryi wciąż ujawnia zamysły ludzkich serc, i tych ludzi, którzy Serce Matki ranią, i tych którzy to Serce pocieszają i z Nim się jednoczą. Sens bólu i opuszczenia przez bliskich, w tym wielu ówczesnych biskupów, ujawnia ks. prymas Stefan Wyszyński w zapiskach więziennych w Prudniku 18 lutego 1955: „Szkoda poświęcać myśli nieprawym. Oddaj je tym, co gotowi są ciebie zrozumieć, wysłuchać i pocieszyć. Nie odwracaj porządku świata: Bóg jest zbawicielem twoim a nie ludzie, wszak jesteś po to, byś ty mówił ludziom o Zbawicielu, a nie po to, byś oglądał się na ich pomoc. To do ciebie należy prowadzić ich do jedynego Zbawcy. Jakżesz możesz w tych złudnych cieniach upatrywać zbawienia i mieć nadzieję w bezsile?

 

Te słowa niezłomnego więźnia skierowane są zwłaszcza do kapłanów: niech nie pokładają nadziei w bezsile nieprawych; bo, zwłaszcza w poczuciu Bożej siły, cały Kościół ma do spełniania misję różną od układania pomyślnych relacji ze światem, od dostosowania się do warunków i okoliczności kształtowanych przez ludzi u władzy. Kościół nie jest znakiem zgody na nowe czasy i na nowoczesność, lecz sprzeciwu aż po męczeństwo. Pokój pojednania z Bogiem i z ludźmi w Bogu ma swoją cenę krwi Chrystusa i Jego uczniów. Zrozumiał to bł. ks. Jerzy Popiełuszko, gdy łatwo mógł uniknąć prześladowań, ograniczając swoje kaznodziejstwo do ogólników oderwanych od ówczesnej rzeczywistości PRL-u.

 

Podobnie i dzisiaj są tematy niepoprawne politycznie, których podejmowanie naruszałoby spokój za cenę przemilczania prawdy niewygodnej, co widać w postawie ludzi Kościoła na zachodzie Europy, a w pewnej mierze i w Polsce, gdy np. wzywa się do przyjmowania „uchodźców-nachodźców” w imię gościnności i miłości bliźniego. Oto niechrześcijanie narzucają chrześcijanom swoje poglądy na temat chrześcijaństwa, budząc, niekiedy skutecznie, poczucie winy, jeżeli ich oczekiwań i żądań się nie spełni.

 

Pierwszymi przybyszami zagrożonymi odrzuceniem i śmiercią są dzieci poczęte. Konsekwentna i bezwarunkowa ich obrona jest warunkiem trwania państw i narodów.

 

Warszawska Gazeta 2 – 8 lutego 2018 r.

KOMENTARZ TYGODNIA

 

Ks. Stanisław Małkowski

 

administrator

 

Św. Paweł przed uwięzieniem i końcem działalności publicznej przypomina słowa Pana Jezusa niezapisane w Ewangelii, ale żywe w tradycji: „Więcej szczęścia jest w dawaniu aniżeli w braniu” (Dz 20.35). Wszystkie dary, które po swoim nawróceniu otrzymał św. Paweł od Boga, pomnożył jako apostoł po to, aby przeżyć szczęście oddania ich razem z sobą Chrystusowi i Kościołowi.

To szczęście przeżyli dwaj słudzy z przypowieści o talentach darowanych i pomnożonych przed wejściem do radości swojego pana – czytamy w Ewangelii w niedzielę 19 listopada (Mt 25,14-30). Jest to obraz ludzkiego życia przyjętego jako dar i zadanie, jako wezwanie do miłości, wierności i odpowiedzialności, zasługującego na pochwałę pewnego człowieka, który zanim udał się w podróż przekazał swoim sługom swój majątek. Tym człowiekiem jest Chrystus, Jego podróżą jest Wcielenie Syna Bożego od poczęcia w łonie Maryi po Wniebowstąpienie i powtórne przyjście w chwale u kresu czasów.

 

Każdy dobry sługa otrzyma wieczną nagrodę za wierność w niewielu doczesnych rzeczach w postaci wejścia do radości swojego pana. Wielka, niekończąca się radość jest nagrodą za szczęście dawania pomnożonych przez swoją pracę darów. Błędem i grzechem sługi złego i gnuśnego jest nieufność wobec pana i brak współdziałania z jego jako dawcy darów wolą, zaś karą jest wyrzucenie na zewnątrz w ciemności, czyli potępienie w piekle. Nie ma znaczenia, ile talentów, mniej czy więcej, różni słudzy otrzymali. Nie jest ważny w oczach Bożych stopień, rodzaj obdarowania poszczególnych ludzi w życiu ziemskim. Ważna jest miłość, pobudzająca do współpracy z Bogiem w życiu doczesnym dla osiągnięcia życia wiecznego. Oto sam Bóg staje się darem dla człowieka, zaś człowiek stworzony na obraz Boży może i powinien stać się darem dla Boga. Ta wymiana darów spełnia się w zbawczej ofierze Chrystusa i uobecnia się w każdej Mszy św. stanowiącej centrum i szczyt ofiarnego życia ku przejściu przez śmierć do radości życia bez końca. Dlatego wszystkie doświadczenia życia można właściwie wykorzystać albo zmarnować.

„Każdemu kto ma, będzie dodane, tak że nadmiar mieć będzie; temu zaś kto nie ma, zabiorą nawet  to, co ma”, mówi Jezus (Mt 25,29). Temu, kto ma miłość i ufne posłuszeństwo wobec Boga, dany będzie nadmiar radości bez końca, zaś temu, kto wiary, nadziei, miłości nie ma, odbiorą z chwilą śmierci lub niekiedy wcześniej dobra doczesne, nie dając niczego w zamian poza niekończącą się rozpaczą i udręką w postaci „płaczu i zgrzytania zębów”.

 

Jest więc życie, krótsze lub dłuższe, wielką szansą, którą można przyjąć albo zmarnować. Wszelkie porównania ludzi między sobą: kto co ma, kto kim jest we własnych oczach, jaką kto ma władzę, tracą sens w świetle przypowieści o talentach. Słowo Boże rzuca światło na ludzkie sprawy ważne i nieważne, dobre i szkodliwe. Od poznania myśli Bożej, od ufnego poddania się woli Bożej, zależy nasze szczęście życia w prawdzie. Powiedział o tym ks. prymas Stefan Wyszyński w Poznaniu 21 listopada 1971: „Trzeba zacząć od prawdy! Trzeba uwierzyć, że Chrystus jest Królem! Usłyszał to Piłat lecz nie skorzystał z wyjaśnień, oby nie powtórzył się błąd Piłata! Oby współcześni ludzie pracujący nad przebudową świata w lepszym, sprawiedliwym sensie, zechcieli skorzystać z prawdy Chrystusa!”.

 

Budowanie „lepszego świata” bez wyzwolenia w prawdzie staje się drogą donikąd. Światło prawdy pozwala odróżnić dobro od zła. Przekonanie, tak dzisiaj powszechne, iż prawda niszczy wolność, bo ogranicza swobodę wyboru, prowadzi do nowego totalnego zakłamania i zniewolenia. Im więcej w Polsce prawdy, tym mocniejsza nadzieja, że nasz wspólny dom nie runie. Sprzeciw wobec prawdy o męczeństwie bł. ks. Jerzego Popiełuszki trwa i jest skutkiem zakłamanych układów „okrągłego stołu”.

Pierwsza lekcja liturgii słowa Bożego 33. niedzieli zwykłej kończącego się roku A ukazuje dzielną niewiastę, której ufa serce małżonka (Prz 31, 10-12). Tą niewiastą jest Kościół a małżonkiem – Chrystus. Boże Serce ufa Kościołowi jako wspólnocie, jednoczącej ludzi z Bogiem i między sobą w świetle prawdy. Powołaniem ludzi Kościoła jest żyć w prawdzie, prawdy bronić i szukać. Gdy w miejsce prawdy pojawia się doraźna korzyść, utrwala się postawa „nie wiem i nie chcę wiedzieć” uniemożliwiająca trwałe porozumienie ponad podziałami, co ukazuje film Grzegorza Brauna „Luter” oraz wystąpienie prokuratora Andrzeja Witkowskiego w sprawie śmierci bł. ks. Jerzego Popiełuszki.

 

W drugiej niedzielnej lekcji pisze św. Paweł do wiernych Chrystusowi Tesaloniczan: „Wszyscy jesteście synami światłości i synami dnia” (1 Tes 5,5). Wyrzucony na zewnątrz w ciemności będzie ten sługa, który światła dnia nie chce (zob. Mt 25,30). Światło prawdy jest przedmiotem daru i wyboru, łaski i wytrwania.

Warszawska Gazeta 17 – 23 listopada 2017 r.

KOMENTARZ TYGODNIA

 

Ks. Stanisław Małkowski

 

 

 

administrator

 

 

„Nie ma władzy, która by nie pochodziła od Boga”, pisze św. Paweł w Liście do Rzymian, w sąsiednim wierszu po wezwaniu: „Nie daj się złu zwyciężyć, ale zło dobrem zwyciężaj” (Rz 13,1; 12,21). Jest władza polityczna i duchowna, ludzka i diabelska, władza Bogu wierna i niewierna, władza chrześcijan i władza pogan, władza służebna wobec dobra i życia oraz władza prześladująca, zniewalająca, zabijająca, totalitarna. Zdolność sprawowania władzy może więc być poddana prawu Bożemu albo oddana mocy bezprawia. Jezus nie przyjmuje władzy od szatana w czasie kuszenia, bo jest w pełni posłuszny woli Ojca, sprawując władzę jako służbę, aż powie przed Wniebowstąpieniem: „Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi”. (Mt 28,18). Swoją władzą dzieli się Jezus z uczniami świadomymi, że „trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi” (Dz 5,29).

 

Władza Bogu posłuszna staje się znakiem sprzeciwu wobec władzy zła, czego wzorem i przykładem są męczennicy, a wśród nich bł. ks. Jerzy Popiełuszko, wierny do zadanej mu śmierci, prawu Bożemu zawartemu w Dekalogu i w Ewangelii. Zarówno władza polityczna jak i władza duchowna może wejść na drogę buntu przeciwko Bogu i Jego woli. Przywódcy żydowscy nie chcieli uznać władzy Chrystusa, chociaż wobec świeckiej władzy pogan okazywali uległość. Władza polityczna staje się władzą szatańską wtedy, gdy przypisuje sobie Boską zdolność decydowania co dobre, a co złe, wbrew Bogu.

Darowana jest nam umiejętność ocenienia ludzkich, ale i nieludzkich władz w świetle prawdy i prawa. Użytek z tej umiejętności może wiele kosztować, aż po utratę znaczenia, własności i życia.

 

Czytania mszalne 31. niedzieli zwykłej 5 listopada ukazują nieposłuszeństwo Bogu Królowi okazane przez kapłanów i uczonych w Piśmie Starego Przymierza. Ich błąd polega na niewierności głoszonym naukom poprzez czyny spełniane dla własnego wywyższenia, kosztem uzależnionych od siebie ludzi, bo sobie przypisują władzę ustanawiania hierarchii społecznej dla swoich korzyści na drodze krzywdy poniżonych i obciążonych „ciężarami wielkimi i nie do uniesienia” (Mt 23,4).

W drugiej niedzielnej lekcji, w liście do Tesaloniczan św. Paweł ukazuje postawę miłości, skromności, pokory i dobroci, przeciwną faryzejskiej pysze. Wzorem do naśladowania jest Jezus Chrystus i wierni Jemu uczniowie. Zakłamanie przywódców żydowskich czyni ich niezdolnymi do przyjęcia prawdy przez Chrystusa głoszonej i potwierdzonej cudownymi znakami. Żaden cud, aż po wskrzeszenie Łazarza i pusty grób zmartwychwstałego Pana, nie poruszył ich zaskorupiałych serc i nie rozgrzał lodowatych sumień. A jednak są na świecie ludzie spragnieni prawdy, gotowi jej szukać i budować wspólnotę miłości, wiary i nadziei. Tacy ludzie są mocą Kościoła, pozwalają siebie uratować i ratują innych. Ich pochwałę wygłosił ks. prymas Stefan Wyszyński w warszawskim kazaniu z 6 listopada 1960: „W człowieku są przedziwne siły prawdy, które ujawniają się w całej jego postawie intelektualnej i duchowej; są one sprzymierzeńcami wszystkich prawdomównych i nauczających w prawdzie. (…) Jest to zagadnienie wewnętrznej solidarności tych, którzy są w prawdzie, i tych, którzy dostępu do prawdy szukają. Jest to cudowna wspólnota prawdy, wyrastająca z naturalnej postawy i psychiki osoby ludzkiej, uratowanej – rzecz znamienna – nawet po doświadczeniu grzechu pierworodnego”.

 

Grzech odrzucenia Boga popełniony przez naszych prarodziców w raju, dziedziczony jako grzech pierworodny, obciążający naturę ludzką, potwierdzony przez nienawiść wobec Chrystusa, nie zniweczył dobra zawartego w człowieku noszącym w sobie obraz Boży i powołanie do nieśmiertelności we wspólnocie wiecznej ojczyzny. Człowieczeństwo po grzechu Adama i Ewy jest wprawdzie częściowo zepsute, ale nie unicestwione. Wywyższa człowieczeństwo Bóg stając się człowiekiem i przyjmując ludzką postać od Niepokalanej Maryi Matki. Szatan, kierowany zawiścią, chce ludzi unicestwić, zabić, odebrać na zawsze Bogu, pogrążyć w piekielnej otchłani bez wyjścia. Na drodze ku samobójstwu można jednak zatrzymać się, póki doczesność próby trwa. Gdy dążenia samobójcze ogarniają już nie tylko poszczególnych ludzi, ale całe społeczeństwa i narody, co szczególnie widoczne jest w kilku krajach Europy Zachodniej, nagląco ważne jest wytrwałe głoszenie Ewangelii życia, razem z modlitwą o ratunek z góry, gdy o własnych siłach nie sposób wyjść z doliny śmierci, nie tylko zadanej, ale i wybranej przez wielu wezwanych do życia w jedności z Bogiem Stwórcą i Zbawcą.

„Czyż nie mamy wszyscy jednego Ojca? Czyż nie stworzył nas jeden Bóg? Dlaczego oszukujemy jeden drugiego?”, pyta prorok Malachiasz (2,10). Skoro oszustwo dotyczy i ciała, i duszy, spraw osobistych i społecznych, prywatnych i publicznych, władza prawdy powinna ogarnąć wszystkie dziedziny życia. Tę władzę uobecnia i darowuje Chrystus Król. Poddajmy się więc Jego panowaniu jako Króla Polski razem z Maryją Królową Polskiej Korony.

Królowa i Król chcą panować w Polsce razem. Wszyscy święci i dusze czyścowe módlcie się o wypełnienie się tej woli dla naszego ocalenia.

 

Warszawska Gazeta 3 – 9 listopada 2017 r.

KOMENTARZ TYGODNIA

 

Ks. Stanisław Małkowski

 

 

administrator

 

 

Ewangelia 30. niedzieli zwykłej 29 października mówi o największym przykazaniu miłości Boga i bliźniego. Miłość jest zarazem darem i zobowiązaniem, wynika z woli Boga, który jest miłością wobec ludzi stwórczą i zbawczą, oraz z posłusznej gotowości, aby tę wolę przyjąć, jej się poddać, ją pełnić. Gdy wola ludzka staje się zgodna z wolą Bożą, sam Bóg jest źródłem miłości darowanej i odwzajemnionej. Bóg jest miłością w sobie, jest Trójcą Osób będących dla siebie darem, zanim stanie się darem dla ludzi, zanim przyjmie ludzką naturę i postać w chwili Wcielenia Syna Bożego. Istotą Boga jest miłość wiecznie obecna i udzielająca się. Błędne pojęcie jednoosobowego Boga określa miłość jako przypadłość, jako akt wtórny wynikający z powołania do bytu osób zdolnych odpowiedzieć miłością na miłość, bo bez nich taki Bóg byłby tylko wielkim samotnikiem. Tymczasem ludzka miłość zgodna z prawdą, dobrem i życiem, staje się uczestnictwem w miłości Bożej, w życiu wewnętrznym Świętej Trójcy miłujących Osób. Bez Boga prawdziwej miłości nie ma, powstaje złudzenie, że miłość można określić i przeżyć na miarę swoich potrzeb, pragnień, uczuć i poglądów. Miłość bez źródła przypomina ściek pogoni za doznaniami i wrażeniami, gdy miłością nazywa się samolubną przyjemność bez odpowiedzialności za dobro i życie. Wynikiem takiego uprawiania miłości są grzechy przeciwko naturze i prawu naturalnemu aż po masowe dzieciobójstwo osób poczętych, uznanych za niechciane. Bóg dając przykazanie miłości zwraca się do woli i rozumu osób ludzkich do miłości powołanych i uzdolnionych. Objawienie Bożej miłości osiąga swoją pełnię w Chrystusie, w ofierze krzyża, w paschalnym zwycięstwie nad śmiercią, grzechem, piekłem i szatanem, w ofierze eucharystycznej Mszy świętej. Chrystus nam darowany w posłuszeństwie wobec woli Boga Ojca i w mocy Ducha Świętego, wzywa nas do miłości jako odpowiedzi na objawioną Bożą miłość, jako udziału w rzeczywistości przekraczającej doświadczenie czasu i miejsca, aż po wieczność szczęścia bez końca i bez granic. Diabelskie podróbki miłości na drodze samowoli, pychy i nieposłuszeństwa, zapowiadających ostateczną przegraną piekła jako całkowitego braku miłości, tworzą iluzję zdolną oszukać i uwieść ludzi nieliczących się z pierwszym przykazaniem danym jako drogowskaz. Wzorem i motywem miłości bliźniego jest już nie tylko miłość wobec siebie, pragnienie własnego dobra, ale miłość Chrystusa, który mówi: Miłujcie się wzajemnie tak, jak Ja was umiłowałem” (J 15,12). W tej miłości trzeba trwać i wytrwać ukazując nie tylko w sobie, ale we wspólnocie Przymierza obraz Boga w Trójcy Świętej Jedynego.

 

W ostatnią niedzielę października, poprzedzającą uroczystość Wszystkich Świętych 1 listopada, obchodzone było przed reformą liturgiczną święto Chrystusa Króla, ustanowione przez Piusa XI w znaczeniu wskazania drogi przez doczesność ku szczęśliwej wieczności we wspólnocie nieba. Doczesnym nieszczęściem ludzkości jest odrzucenie władzy Chrystusa Króla, natomiast poddanie się tej władzy sprawia, że ziemia staje się drogą do wiecznej ojczyzny. Rozumienie tego święta było więc wezwaniem do intronizacji Jezusa Chrystusa jako Króla państw i narodów dla doczesnego i wiecznego dobra mocą posłuszeństwa w wierze. Inne znaczenie ma obchód po reformie liturgicznej uroczystości Chrystusa Króla Wszechświata w ostatnią niedzielę roku kościelnego, czyli miesiąc później. Nie jest tym samym odniesienie władzy Chrystusa Króla do życia doczesnego, co potwierdzenie tej władzy w wieczności. Chrystus jest Królem Wszechświata w ostatecznym porządku sprawiedliwości wobec wszystkich i na zawsze. Ale skuteczność doczesnej władzy Chrystusa Króla zależy od naszego posłuszeństwa, od gotowości przyjęcia daru Bożego miłosierdzia poprzedzającego zwycięską sprawiedliwość. Zanim Chrystus ukaże się w swoim majestacie jako Sędzia sprawiedliwy (zob. Mt 25,31-46), przychodzi do nas wezwanie miłosierdzia. Czym jest miłość miłosierna? Jest ona zwycięskim spotkaniem miłości ze złem w wielu postaciach: z grzechem, cierpieniem, krzywdą, biedą, słabością, śmiercią. Miłosierdzie wzywa do posłusznego współdziałania, może ono być przyjęte albo odrzucone. Sprawiedliwości zaś każdy, prędzej czy później, musi poddać się, czy chce, czy nie chce. Uroczyste potwierdzenie panowania Chrystusa we Wszechświecie jest w pełni słuszne, ale oddala nasze myślenie od spraw ziemskich, pozostawionych jakby na uboczu, w duchu zgody na pluralizm, tolerancję, wielokulturowość, istnienie różnych religii, choćby sprzecznych i wewnętrznie, i między sobą, bo taki jest świat, takie jest życie, bo możliwy i dobry jest kompromis bez nawracania. Czy Kościół ma światu powiedzieć: „Bóg albo nic”, a to „nic” nie jest unicestwieniem lecz zaprzeczeniem istnienia; czy ma świat wezwać do ocalenia przez nawrócenie i pokutę ku zbawieniu? Czy Kościół powinien ukryć się, ze światem się pogodzić i wyjść z ukrycia wchodząc na różne salony pseudo-porozumień? Miłość nie może być obojętna wobec zła, a zwłaszcza wobec unieważniania obiektywnych kryteriów prawdy i dobra, aż po przemianę języka w duchu zapaści semantycznej. Miłosierdzie ma sposoby i środki dla pokonania zła zamętu, chaosu, dyktatury relatywizmu i nihilizmu. Mocą woli Boga czas miłosierdzia poprzedza późniejszy czas sprawiedliwości. Miłosierdzie daje czas i możliwość poznania prawdy, która wyzwala dobro w odpowiedzialności za życie. – Chcę miłosierdzia! – mówi Bóg.

 

 

Warszawska Gazeta 27 października – 2 listopada 2017 r.

KOMENTARZ TYGODNIA

 

Ks. Stanisław Małkowski