Dzisiaj: Juliusza Lukasza
Jutro : Pelagii Piotra
czwartek, 18 październik 2018
godzina: 06:31
administrator

 

 

Pokonanie trudności życia w walce ze złem w sobie i wokół siebie wymaga mocy. Wiara w Boga daje moc pochodzącą z wysoka, pozwala słabości i niemocy stać się narzędziem Bożego działania. Kto polega na sobie, jest zwycięzcą albo zwyciężonym w walce o życie w czasie jego trwania, ale gdy ono się kończy, przegrana, po ludzku biorąc, wydaje się nieuchronna. Tymczasem jednak wola Boga wobec nas przekracza skalę doczesnych osiągnięć. Czytamy w drugiej niedzielnej lekcji 11 marca: Łaską bowiem jesteście zbawieni przez wiarę; a to pochodzi nie od was, lecz jest to dar Boga: nie z uczynków, aby się nikt nie chlubił; jesteśmy bowiem Jego dziełem, stworzeni w Chrystusie Jezusie dla dobrych czynów, które Bóg z góry przygotował, abyśmy je pełnili (Ef 2,8-10). Pełnienie dobra w duchu stanowczości, śmiałości, odwagi i męstwa, wprowadza Boży ład w życie ziemskie i otwiera drogę ku radości i chwale życia wiecznego we wspólnocie nieba.

 

Pierwsza lekcja ukazuje skutki pogańskiego bałwochwalstwa i zbezczeszczenia świątyni aż po jej zburzenie razem z Jerozolimą przez Chaldejczyków i niewolę babilońską wygnanych z ziemi ojczystej. Bieg historycznych wydarzeń wraz z narodowym nawróceniem umożliwi powrót do ojczyzny po latach niewoli (2 Krn 36,14-23). Odbudowanie wyzwalającej się Polski bez nawrócenia jest niemożliwe: własne społeczne siły nie wystarczą, sojusze zagraniczne zawodzą. Projekt rozwiązań kompromisowych, ugodowych i tolerancyjnych, oddziela kalkulacje polityczne od wierności władzy Chrystusa Króla i Maryi Królowej Polski. Mieszanie dobra ze złem na ziemi nie może podobać się niebu. Gdy w miejsce przemocy jawnej, brutalnej i okrutnej, wchodzi przemoc ukrywana pod fałszywym rozumieniem wolności w stylu przekraczania wszelkich naturalnych granic, gdy odwagę myli się z bezczelnością i tupetem, gdy feminizacja mężczyzn oznacza tchórzostwo i słabość, a maskulinizacja kobiet – agresję i nienawiść, tworzy się nijaki świat zakłamanych znaczeń podatny na wszelkie możliwe formy nowego bałwochwalstwa.

 

W Ewangelii niedzielnej mówił Jezus do Nikodema: Kto spełnia wymagania prawdy, zbliża się do światła (J 3,21). Światło prawdy rozprasza ciemności kłamstwa. Jeżeli jednak samo rozróżnienie prawdy i kłamstwa, światła i ciemności, uznaje się za źródło zniewolenia, a pluralizm postrzega się jako niby równouprawnienie wszelkich poglądów i opcji z wyjątkiem tych, które rzekomo odbierają wolność, chociaż są jej warunkiem, wówczas wchodzi się w świat chaosu, przedsionek piekła. Bóg dopuszcza ujawnienie się niszczących mocy zła po to, aby uchronić przed większym złem bez kresu i ratunku, czyli przed piekłem. Chrystus Król uobecnia zwycięską miłość Bożą, kto w to uwierzy – nie zginie (zob. J 3,16).

 

Ks. prymas Stefan Wyszyński powiedział w Lublinie 7 marca 1976: Brak wrażliwości na to, co sprawiedliwe i co słuszne, doprowadza do tego, że prawo jest bardzo często udręką dla człowieka, zamiast być pomocą. Może być i tak, że nawet nadmiar praw, ich rozmaitość i rozbieżność, może doprowadzić do rozkładu społecznego Rzeczypospolitej. Obywateli może to ustawić w pozycji nie tyle „wykonać prawo”, co „bronić się prawem”. Współcześnie zjawiskiem niemal powszechnym, rozkładającym wszędzie społeczność polityczną, jest obrona człowieka – istoty wolnej i rozumnej – przed prawem i jego konsekwencjami. Bardzo często prawo wykonywane – jeżeli jest przeciwko naturze ludzkiej – jest początkiem rewolucji społecznej „wnętrza człowieka”, jego ładu, myślenia i działania, ku któremu człowiek zmierza.

 

Prawo stanowione nie może być sprzeczne z prawem naturalnym, Bożym i w pełni ludzkim. Obecna władza tzw. „dobrej zmiany” w Polsce ociąga się z dobrą zmianą ustawy pozwalającej na zabijanie dzieci poczętych. Przedłożony projekt przewiduje zaniechanie dzieciobójstwa ze względów eugenicznych, pomijając inne względy, jest więc w założeniu kaleki, ale i on mimo społecznego i kościelnego poparcia, nie zyskał dotychczas zgody władz III RP, aby go przyjąć. Odpowiedzią jest zwlekanie i unik: „ani tak, ani nie” z powodu lęku przed histerią zwolenników prenatalnego ludobójstwa. Kto Boga się nie boi, lęka się ludzi, niech przy tym nie udaje katolika. Chociaż skuteczność ustaw ma swoje ograniczenia, prawo stanowione nie może zezwalać na zło ani go ułatwiać i popierać w sposób instytucjonalny. Kto koniecznie chce zabijać i w perspektywie swojego wyboru pójść do piekła, w które nie wierzy, podobnie jak ktoś, kto nie chce wiedzieć, że choroba nieuleczalna sprowadza śmierć, tym się różni od postawy bezsilności chorych (chociaż i w sprawach ciała cuda się zdarzają), że swoją złą wolę może łatwiej zmienić, odwołując się do mocy i miłosierdzia Boga razem ze wstawiennictwem Matki Bożej Wspomożenia Wiernych, niż polegać na medycynie i lekarzach. Gdy przeżywamy bezsilność i bezradność wobec chwilowo zwycięskiego zła, pozostaje modlitwa, przekazana ks. Dolindo Ruotolo: „Jezu, Ty się tym zajmij”. Ponieważ sam Jezus do takiej modlitwy wzywa, gdy rzeczywiście zawodzą ludzkie środki, ufamy, że odpowiedni sposób spełnienia naszej błagalnej prośby Jezus znajdzie, co nie musi być całkiem po naszej (jak np. nie po myśli wielu przywódców w Polsce jest intronizacja Jezusa Chrystusa na Króla Polski).

 

 

Warszawska Gazeta 9 – 15 marca 2018 r.

KOMENTARZ TYGODNIA

 

Ks. Stanisław Małkowski

 

 

 

administrator

 

 

Świątynia jest znakiem obecności Boga wśród ludzi. Tym była w czasie Starego Przymierza świątynia w Jerozolimie, wzniesiona przez króla Salomona w miejsce dawnego sanktuarium zw. „Namiotem świadectwa”. Świątynia z kamieni poddana była burzeniu i profanacji. Ziemska świątynia ukazywała obraz świątyni Boga w niebie. Jezus potwierdza świętość domu Bożego: w świątyni jest ofiarowany przez Maryję, w uroczystościach uczestniczy, wyrzuca ze świątyni handlarzy i bankierów, zapowiada zburzenie świątyni (Mt 24,2), a zarazem objawia swoją śmierć na krzyżu i chwalebne odbudowanie przez zmartwychwstanie trzeciego dnia, w odpowiedzi na pytanie o znak potwierdzający Jego prawo i moc, aby nie tylko murowaną świątynię oczyścić, ale świątynię swojego ciała na zawsze w trzech dniach wznieść na nowo.

 

Ewangelia czytana w trzecią niedzielę Wielkiego Postu 4 marca (J 2,13-25) ukazuje przejście od Starego do Nowego Przymierza, od kamiennej świątyni zburzonej do świątyni Ciała Chrystusa. Mistycznym Ciałem Zbawiciela staje się Kościół, a w nim – my, powołani do udziału w świętości Boga dzięki obecności naszego Pana w Ofierze eucharystycznej po wszystkie dni aż do skończenia świata. Ruina murowanej świątyni łączy się z końcem idei narodu wybranego, który zresztą jak widzimy, z tą ideologią się nie rozstaje, jednak odnosi ją już nie do Boga, ale do samego siebie, w przekonaniu o swojej wyjątkowości w duchu samo-wywyższenia. Spodobało się jednak Bogu wezwać do świętości i przymierza wszystkie narody. Pogarda i wrogość hałaśliwych Żydów wobec Polaków i Polski wynika z duchowego przeciwieństwa między chrześcijaństwem a judaizmem, między kulturą wspólnoty i anty-kulturą odrębności połączonej z przekonaniem o własnej wyższości, zastępującym wiarę w Boga, który wszystkich ludzi chce wywyższyć, ocalić i zbawić.

 

Ideologiczne samozbawienie jest pułapką, iluzją, może prowadzić jednych do nawrócenia i opamiętania, ale innych do przegranej. Doczesna przemiana ku świętości jest drogą ku świątyni w niebie, ku pełnemu uczestnictwu w życiu i szczęściu Boga. Dzisiejsze sposoby niszczenia wiary, unowocześniania Kościoła od środka, odczłowieczania ludzi, zastępowania prawdziwej duchowości fałszywą lub wulgarnym materializmem i gorszą od zwierzęcej cielesnością, prowadzą donikąd. Co dostanie człowiek w zamian za duszę, gdy ją straci? Odpowiedzią Boga na ludzkie i nieludzkie wybory jest miłosierdzie i litość albo gniew. Ci, którzy niegdyś sprzedawali w świątyni jerozolimskiej woły, za zgodą ówczesnych arcykapłanów, czyniąc z niej halę targową, mają dzisiaj swoich naśladowców. Jedni i drudzy zasługują na gniew Boga i ludzi Bogu wiernych.

 

Są różne rozdaje i motywy gniewu. Jest gniew grzeszny i gniew święty. Wspomnijmy gniew Jonasza, który gniewał się na wszystkich, nie wyłączając Boga i samego siebie. Odpowiedzią była Boża cierpliwość, wyrozumiałość i łagodność. Motywem gniewu ludzkiego bywa nienawiść, zawiść, błąd, nieopanowanie; takiego gniewu i jego przyczyn trzeba się strzec. Ale jest też gniew święty jako odpowiedź na łamanie osobiste, społeczne i publiczne przykazań Bożych, przypomnianych w pierwszej niedzielnej lekcji. Wzorem złego gniewu jest szatan i jego piekło bez wyjścia. Gniew Boga prowadzi do nawrócenia. Uwolnić się od słusznego gniewu i kar można przez wybór  miłości i prawdy. Bez odwołania się do Bożego miłosierdzia, do łaski i pomocy z wysoka, nie uniknie się skutków gniewu. Wzorem dobrego gniewu jest postawa Jezusa wobec przekupniów w świątyni, wobec obłudnych faryzeuszów, wobec ludzi zakłamanych, zaślepionych pychą, niesprawiedliwych, niemiłosiernych, niewiernych Bogu prawdziwemu a służalczych wobec fałszywych bożków własności, przyjemności, władzy, znaczenia. Od gniewu Bożego uwalnia nas Jezus, gdy poddajemy się Jego działaniu. Gdy „zstąpił diabeł pałający wielkim gniewem” (Ap 12,12), nie wystarczą ludzkie Śródki w obronie przed wrogiem o zdolnościach przewyższających nasze naturalne sposoby obrony.

 

Powagę konfrontacji dobra ze złem niweczą zwolennicy tolerancji, kompromisu i miłosierdzia, przebaczającego „wszystko wszystkim z góry” bez nawrócenia i walki ze złem w sobie i wokół siebie. Mamy w historii dawnej i niedawnej wzory postawy niezłomnej aż po ofiarę z własnego życia. Wspominamy żołnierzy niezłomnych, zw. wyklętymi, bohaterów, męczenników, mamy liczne przykłady świętych. Bóg mówi do ludzi przez ludzi; Syn Boży stał się Człowiekiem, broni w nas człowieczeństwa i powołania do świętości. Samozadowolenie jako wynik pomysłów samo-stworzenia (aż po dowolne określanie swojej płci) i samo-zbawienia odłącza od wiary i rozumu, zwraca ku ostatecznej przegranej.

 

Jest więc „przegrana” krzyża i przegrana piekła. Ocalenie od gniewu i związanych z nim kar daje Bóg w Chrystusie, w Ewangelii i w sakramentach Kościoła. Czas Wielkiego Postu jest coroczną szansą przyjęcia Boga w sobie i zobaczenia Go wokół siebie. Potwierdzone ofiarą pragnienie Polski wolnej w prawdzie i miłości trwa i oznacza nieustające zadanie.

 

Warszawska Gazeta 2 – 8 marca 2018 r.

KOMENTARZ TYGODNIA

 

Ks. Stanisław Małkowski

 

administrator

 

Ewangelia o przemienieniu Chrystusa na Górze Tabor, czytana w II niedzielę Wielkiego Postu 25 lutego (Mk 9,2-10) zapowiada w objawieniu chwały Bożej przyszłe zmartwychwstanie, potwierdza wiarę uczniów będących świadkami – Piotra, Jakuba i Jana wobec Mojżesza i Eliasza, którym niegdyś objawił się Bóg na górze Synaj czy Horeb. Dochodzący z obłoku głos Boga Ojca wzywa do posłuszeństwa Synowi w Jego przejściu przez krzyż ku powstaniu z martwych. Doświadczenie radości przygotowuje do przeżycia smutku Ogrójca i Kalwarii. Wszyscy uczniowie Chrystusa są wezwani do przemieniania się w świetle wiary aż nastąpi ostateczna przemiana tego co śmiertelne w życie wieczne w chwale nieba. Po wejściu na górę nastąpiło zejście z niej, po radości i wyznaniu „dobrze, że tu jesteśmy”, rozważanie co znaczą słowa Jezusa o powstaniu z martwych Syna Człowieczego posłusznego woli Ojca.

 

W naszym człowieczeństwie stworzonym na obraz Boży wezwani jesteśmy do uczestnictwa w przejściu Chrystusa przez krzyż do nieba, w Jego paschalnym zwycięstwie poprzez trwanie i wytrwanie w jedności z Nim. Zapowiedzią objawienia ojcostwa i synostwa była wiara i posłuszeństwo Abrahama oraz jego zgoda na złożenie w ofierze umiłowanego i długo oczekiwanego syna Izaaka. Ofiara Abrahama, której owocem było jego ojcostwo wobec licznych narodów, jest proroctwem wskazującym na ofiarowanie przez Boga Ojca Syna Bożego dla zbawienia świata niezdolnego, aby o własnych siłach pojednać się z Bogiem i odzyskać utracone za namową diabelskiego węża życie.

 

Bez ojcostwa i synostwa doczesne życie ludzkie gaśnie bezpowrotnie. Złudzeniem jest budowanie braterstwa bez ojca. Gdy odrzuca się ojcostwo Boga i ludzki jego obraz w małżeństwie i rodzinie, projektuje się ludzi nijakich, samotnych, szukających szczęścia w zaspokajaniu swoich potrzeb poprzez wykorzystywanie innych, traktowanych instrumentalnie jako partnerów w świecie bez miłości, która od Ojca i Syna pochodzi mocą darowanego nam Ducha na wzór Trójcy Świętej.

 

Odrzucenie Boga w teorii i w praktyce prowadzi do odrzucenia i stopniowego unicestwiania człowieka. A wtedy zwierzątka stają się ważniejsze od ludzi. Bóg darowuje się i objawia jako Ojciec w akcie stworzenia i zbawienia. Przyjęcie i naśladowanie Boga, gdy przychodzi w Chrystusie, jest warunkiem wyboru „być albo nie być”. Żadna iluzja i namiastka nie wypełni pustki niewiary. Skoro Bóg nas wybrał a zarazem my wybieramy Boga, możemy razem ze św. Pawłem powiedzieć: „Jeżeli Bóg z nami, któż przeciwko nam?” (zob. druga niedzielna lekcja Rz 8,31). Gdy w praktyce i w polityce trudno wybrać niewidzialnego Boga, wybiera się widzianych ludzi nie biorąc często pod uwagę ich wierności albo niewierności prawdziwemu Bogu, który określa, w jaki sposób może być przez ludzi przyjęty, a co więcej – staje się widzialny w Chrystusie. Dlatego niewiara i apostazja lubi przybierać formę postawy „tak ale nie”. Zwłaszcza miłosierdzie bywa pojmowane jako powszechne pojednanie dobra ze złem w duchu kompromisu i przekonania, że nawet złe duchy kiedyś się nawrócą pod działaniem Bożego miłosierdzia w znaczeniu apokatastazy, czyli powszechnego pojednania wszystkich ze wszystkimi, nie wyłączając piekła. Tak więc można grzeszyć, bo prędzej czy później pójdzie się do nieba, zgodnie ze słowami Lutra: „pecca fortiter, crede fortius” (mocno grzesz, mocniej wierz). Tymczasem zuchwała ufność w Boże miłosierdzie działające z automatu jest grzechem przeciwko Duchowi Świętemu, który odpuszczony być nie może wobec braku nawrócenia. Każdy dar wymaga przyjęcia go razem z dawcą na określonych warunkach. Bez ufności i posłuszeństwa miłosierdzie nie skutkuje. Dla niektórych wiernych niezrozumiała i krzywdząca jest odmowa rozgrzeszenia w sakramencie pokuty wobec braku żalu i postanowienia poprawy, gdy zło nazywa się dobrem, a grzech korzyścią i koniecznością. Niektórzy mówią przed odejściem od konfesjonału: „jeżeli ksiądz nie chce udzielić mi rozgrzeszenia, to pójdę do innego księdza, który mnie zrozumie i wyświadczy mi oczekiwaną przysługę”, albo: „skoro tak, to przestanę się spowiadać (i będę przyjmować komunię ze wszystkimi), albo rozstanę się z niemiłosiernym Kościołem”.

Zdarzają się „miłosierni kapłani”, którzy każdego gotowi są „rozgrzeszyć” i każdemu grzeszącemu publicznie, bez nawrócenia, Komunii Świętej świętokradzko udzielić. Jest to praktyka powszechna na Zachodzie, a i w Polsce zdarzająca się wobec osób u władzy i „na świeczniku”.

 

„Potomkowie Abrahama zdobędą warownie nieprzyjaciół” (zob. Rdz 22,17). Kim są potomkowie Abrahama, a kim jego nieprzyjaciele? Wiara, wierność i posłuszeństwo decyduje o opowiedzeniu się po jednej albo po drugiej stronie, ponieważ nieprzyjaciele mają warownie w postaci ideologii i przepisów prawa stanowionego (np. gender i zgody na aborcję, in vitro i środki wczesnoporonne), trzeba te warownie zdobyć wykazując ich szkodliwość i nihilizm. Są jeszcze w Polsce warownie wciąż niepokonane, dając zresztą poprzez ich zdobycie szansę, aby nieprzyjaciele stali się przyjaciółmi Boga i Jego dzieci. Czas jest krótki ale ważny, bo jego wykorzystanie decyduje o kształcie doczesności (w pewnej mierze) i wieczności.

Na Boże „tak” odpowiada jednoznacznie Abraham razem ze swoim potomstwem. W praktyce przeżywamy rozterkę: „czy tak, czy nie, wciąż ta niepewność dręczy mnie”. Polskie „tak” jest i będzie odpowiedzią na Boże „tak” miłosierdzia i sprawiedliwości. W przytoczonej piosence słyszymy dalej: „a ty, ja głaz bez słowa tańczysz cały czas”. Trzeba więc rozeznać kiedy milczeć bez słowa (cumta cent clamant), a kiedy i komu powiedzieć „nie” lub „tak”.

 

 

Warszawska Gazeta 23 lutego – 1 marca 2018 r.

KOMENTARZ TYGODNIA

 

Ks. Stanisław Małkowski

 

administrator

 

Powszechnym doświadczeniem ludzi w życiu religijnym i moralnym są próby i pokusy. Bóg wystawia swoich wiernych na próby, którymi są: cierpienia, prześladowania, życiowe niepowodzenia, choroby, śmierć bliskich, rozeznanie woli Bożej różnej od ludzkich pragnień i oczekiwań. W wyniku przyjętych prób wolność wyboru staje się wolnością posłuszeństwa o wymiarze krzyża w naśladowaniu Chrystusa, Matki Bożej i świętych. Dobrowolne poddanie się próbom oznacza potwierdzenie przymierza z Bogiem, zawartego w Kościele mocą sakramentów. Przymierza starotestamentalne: z Noem i jego potomstwem, z Abrahamem, z Mojżeszem i narodem wybranym były zapowiedzią Nowego Przymierza i objawieniem woli Boga pragnącego bliskości i wspólnoty z ludźmi stworzonymi na Jego obraz i podobieństwo. W tajemnicy krzyża dokonuje się przejście od pierwszych narodzin uzdalniających do ziemskiego życia ku nowym narodzinom do życia wiecznego. Po pierwszym darze Boga Stwórcy przychodzi dar Boga Zbawcy. Zwycięsko przeżyte próby dają udział w krzyżu, śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa, który dobrowolnie poddał się próbom i pokusom.

 

Ewangelia I niedzieli Wielkiego Postu mówi wg św. Marka ogólnie o kuszeniu Jezusa na pustyni przez szatana, zaś wg św. Mateusza i Łukasza – wymienia trzy pokusy odrzucone przez Jezusa na wzór dla nas. Te pokusy dotyczą cudownego zaspokojenia potrzeb doczesnych w postaci łatwego chleba, widowiskowych znaków i dokonań w wyniku wystawiania na próbę, czyli kuszenia Boga oraz w rezultacie korzyści związanych z władzą przyjętą od szatana za cenę nieposłuszeństwa wobec Boga i posłusznego poddania się diabłu.

Szatan kusiciel występuje w roli konkurenta, który lepiej od Boga wie, jak ludzi pozyskać i zaspokoić. Ilekroć z grzechem łączy się zysk, a z nawróceniem i wiernością Bogu strata, ukazuje się na nowo metoda złego ducha, podobna do sposobu wędkarza łowiącego ryby za pomocą wędki zakończonej haczykiem z przynętą. Połknięcie smacznej przynęty oznacza zarazem utratę prędzej lub później wolności i życia na haku. Dlatego modlimy się „Ojcze, nie wódź nas na pokuszenie” (czyli – nie dozwól, abyśmy ulegli pokusie).

Miejscem próby, której poddana jest nasza wiara, miłość i nadzieja jest świat w całej historii stworzenia i zbawienia. Miejscem zwycięskiego przyjęcia prób i odrzucenia pokus jest Kościół Chrystusa jako bożo ludzka wspólnota walcząca ze złem zewnętrznym i wewnętrznym w postaci prześladowania i apostazji. Prześladowania mają postać krzywd fizycznych – bicia, więzienia i zabijania, ale również krzywd duchowych w postaci narzucania wrogiej Bogu i ludziom ideologii metodą kamuflażu z dodatkiem różnych atrakcji. Są na świecie liczni specjaliści, którzy potrafią zło odpowiednio ubrać i przystroić, a zarazem do prawdy i dobra zniechęcić. Podobna tęcza, która była znakiem przymierza z Noem i ludzkością po klęsce potopu (zob. Rdz 9,12-15), jest dzisiaj symbolem bezbożnego i nieludzkiego ruchu LGBTQ nazywającego chorobę zdrowiem a zdrowie chorobą.

 

W drugiej niedzielnej lekcji 18 lutego czytamy o cierpliwości Bożej, gdy budowana była arka, aby w czasie potopu ratować przed wodą ludzi w arce, gdy inni w wodzie poza arką tonęli (1 P, 3,20). Znak starotestamentalnej arki zapowiada Boży ratunek w postaci Kościoła nietonącego w wodach współczesnego potopu. Prośmy więc Boga o dobre sumienie, które pozwala do arki wejść i w niej trwać (w. 21). Sumienie pozwala osądzać wartość słów i czynów, odróżniać dobro od zła, rozumieć wolę Bożą, wyznaczać granice wolności, bronić przed samowolą i samoubóstwieniem. Oczyszczone przez krew Chrystusa sumienie zwraca się ku Bogu. Nie wolno więc mylić sumienia z poglądem i przekonaniem. „W moim sumieniu sądzę, że mam prawo zabić moje dziecko przed urodzeniem dla jego i mojego dobra” – tak myślą i mówią dzieciobójcy tłumacząc i próbując usprawiedliwić swoje złe decyzje, zachowując zarazem dobre mniemanie o sobie i nierzadko przyznając się do wiary w Boga.

 

Tragedią wielu katolików jest łączenie deklarowanego katolicyzmu aż po świętokradztwa z zaprzeczeniem wierze i naturze przez zgodę na zło. Przyjmują więc komunię św. zwolennicy aborcji, in vitro i środków wczesnoporonnych, „wierni” trwający w ciężkim grzechu publicznej apostazji, znajdują przy tym usłużnych kapłanów i oczekują społecznej aprobaty. W tej postawie uwidacznia się nie tylko tchórzostwo, ale i bezwstydny tupet. Prawe sumienie połączone z męstwem i odwagą pozwala odrzucić zło w sobie i wokół siebie. Ks. prymas Stefan Wyszyński powiedział w roku 1970 w Warszawie, w kazaniu popielcowym: „Wśród [współczesnego] zamętu, wywołanego rozgadaniem się ludzi, wyczuwa się narastającą potęgę królestwa kłamstwa, jakby dziedziczny owoc pierwszego kłamstwa, przez które nieprzyjazny duch zasiał nieufność do Boga, wątpliwość, czy Bóg jest prawdą i miłością, czy nie strzeże jej zazdrośnie przed nami. Jak Ewie w raju wydawało się, że zaofiarowany owoc nadaje się do zdobycia wiedzy, tak dziś ów gigantyczny wąż, który rozrósł się w dziejach ludzkości i skrępował ją swoimi splotami, rodzi nieustannie wątpliwość i nieufność, czy Bóg jest prawdą, czy Kościół głosi prawdę, czy ludziom warto mówić prawdę, czy ma ona sens społeczny”.

 

Dzisiejsza ideologia poprawności politycznej nie pyta już: czy Bóg jest prawdą?, czy Kościół głosi prawdę?, bo uważa samo pojęcie prawdy za źródło zniewolenia, nietolerancji i przemocy. Nie ma debaty ani dialogu z tymi, dla których prawda jest nie tylko kłamstwem, ale bezsensem. W tym znaczeniu tzw. ekumenizm ma sens jedynie jako wspólne czynienie dobra w pewnym zakresie. Ku pełni dobra i wolności wyzwala prawda. Prawdą jest Chrystus (zob. J 14,6).

Warszawska Gazeta 16 – 22 lutego 2018 r.

KOMENTARZ TYGODNIA

 

Ks. Stanisław Małkowski

 

 

 

 

administrator

 

W pierwszej niedzielnej lekcji 4 lutego czytamy słowa Hioba: Zyskałem miesiące męczarni, przeznaczone mi noce udręki. (…) Ponownie oko me szczęścia nie zazna (Hi 7,3.7). Hiob był człowiekiem sprawiedliwym, prawym, bogobojnym, wybitnym, majętnym i szczęśliwym. Za sprawą szatana i z dopustu Bożego dotknęły Hioba kolejne nieszczęścia: stracił majątek, utracił zdrowie, wszystkie jego dzieci zginęły w wypadku, żona wyrzuciła go z domu, przyjaciele mu wprawdzie współczuli, ale zgodnie z zasadą odpłaty oskarżyli go o ukrywane grzechy, za które ponosi karę i dlatego jedynym ratunkiem dla niego jest przyznać się do winy i pokutować, odwołując się do Bożego przebaczenia. Hiob stanowczo potwierdził swoją niewinność, odwołał się do Boga, bo wiary nie stracił, przeklinał siebie i swój los, ale Bogu nie bluźnił, doczekał się więc sprawiedliwości. Po trzech przyjaciołach oskarżających Hioba zabiera głos czwarty, który wzywa Hioba do cierpliwości i wytrwania: „posłuchaj Hiobie, zaczekaj, a cuda Boże zrozumiesz” (37,14). Wreszcie Bóg odpowiada Hiobowi, upomina go, ale zarazem gani jego przyjaciół, bo nie oni mieli rację tylko cierpiący Hiob, gdyż cierpienie nie jest jedynie karą Bożą za popełnione grzechy. Hiob korzy się przez Bogiem: dotąd Cię znałem ze słyszenia, obecnie ujrzałem Cię wzrokiem, stąd odwołuję, co powiedziałem, kajam się w prochu i w popiele (42,5n). Modlitwa Hioba za przyjaciół poprzedza przywrócenie go do dawnego stanu, czas drugiego szczęścia.

 

To ponowne szczęście po nieszczęściach jest zapowiedzią i obrazem radości życia wiecznego. W doczesności zło dotyka i sprawiedliwych i niesprawiedliwych, dobrych i złych. Sprawiedliwość Boża nagradza złych za dobro, które w życiu spełnili, choćby niewielkie zapłatą przez nich cenioną jako tymczasowe korzyści, natomiast dobrym daje znak udziału w ofierze Chrystusa; przyjdzie czas, chwila przejścia do wieczności, gdy ludzie dobrzy ujrzą Boga wzrokiem. Starotestamentalna zasada odpłaty odnosi się więc do całości istnienia i życia: przed śmiercią i po śmierci ciała. Kary Boże spadające w ciągu dziejów na Polskę dotyczą złych i dobrych w różnym znaczeniu. Księga Hioba zapowiada cierpienie ludzi niewinnych i krzyż Chrystusa. Doświadczenie Hioba jest nie tylko próbą wiary, ale zapowiedzią Golgoty. Cuda Jezusa: uzdrowienie chorych i wyrzucanie złych duchów zapowiadają ostateczne zwycięstwo nad złem w każdej postaci. Niedzielna Ewangelia dopełnia więc i przekracza świadectwo Hioba (zob. Mk 1,29-39).

 

W piątek 2 lutego obchodzimy święto Ofiarowania Pańskiego, czyli Matki Bożej Gromnicznej. Chrystus, podobny do nas w swoim człowieczeństwie „w czym sam cierpiał będąc doświadczany, w tym może przyjść z pomocą poddanym próbom”, czytamy w drugiej świątecznej lekcji (Hbr 2,18). W Ewangelii Symeon mówi do Maryi: oto Ten przeznaczony jest na upadek i na powstanie wielu w Izraelu, i na znak, któremu sprzeciwiać się będą; a Twoją duszę miecz przeniknie, aby na jaw wyszły zamysły serc wielu (Łk 2,34n). W słowach Symeona zawiera się prorocka zapowiedź męki Pańskiej i całej historii Kościoła. Ból Niepokalanego Serca Maryi wciąż ujawnia zamysły ludzkich serc, i tych ludzi, którzy Serce Matki ranią, i tych którzy to Serce pocieszają i z Nim się jednoczą. Sens bólu i opuszczenia przez bliskich, w tym wielu ówczesnych biskupów, ujawnia ks. prymas Stefan Wyszyński w zapiskach więziennych w Prudniku 18 lutego 1955: „Szkoda poświęcać myśli nieprawym. Oddaj je tym, co gotowi są ciebie zrozumieć, wysłuchać i pocieszyć. Nie odwracaj porządku świata: Bóg jest zbawicielem twoim a nie ludzie, wszak jesteś po to, byś ty mówił ludziom o Zbawicielu, a nie po to, byś oglądał się na ich pomoc. To do ciebie należy prowadzić ich do jedynego Zbawcy. Jakżesz możesz w tych złudnych cieniach upatrywać zbawienia i mieć nadzieję w bezsile?

 

Te słowa niezłomnego więźnia skierowane są zwłaszcza do kapłanów: niech nie pokładają nadziei w bezsile nieprawych; bo, zwłaszcza w poczuciu Bożej siły, cały Kościół ma do spełniania misję różną od układania pomyślnych relacji ze światem, od dostosowania się do warunków i okoliczności kształtowanych przez ludzi u władzy. Kościół nie jest znakiem zgody na nowe czasy i na nowoczesność, lecz sprzeciwu aż po męczeństwo. Pokój pojednania z Bogiem i z ludźmi w Bogu ma swoją cenę krwi Chrystusa i Jego uczniów. Zrozumiał to bł. ks. Jerzy Popiełuszko, gdy łatwo mógł uniknąć prześladowań, ograniczając swoje kaznodziejstwo do ogólników oderwanych od ówczesnej rzeczywistości PRL-u.

 

Podobnie i dzisiaj są tematy niepoprawne politycznie, których podejmowanie naruszałoby spokój za cenę przemilczania prawdy niewygodnej, co widać w postawie ludzi Kościoła na zachodzie Europy, a w pewnej mierze i w Polsce, gdy np. wzywa się do przyjmowania „uchodźców-nachodźców” w imię gościnności i miłości bliźniego. Oto niechrześcijanie narzucają chrześcijanom swoje poglądy na temat chrześcijaństwa, budząc, niekiedy skutecznie, poczucie winy, jeżeli ich oczekiwań i żądań się nie spełni.

 

Pierwszymi przybyszami zagrożonymi odrzuceniem i śmiercią są dzieci poczęte. Konsekwentna i bezwarunkowa ich obrona jest warunkiem trwania państw i narodów.

 

Warszawska Gazeta 2 – 8 lutego 2018 r.

KOMENTARZ TYGODNIA

 

Ks. Stanisław Małkowski