Dzisiaj: Henryka Marty
Jutro : Fabiana Sebastiana
piątek, 19 styczeń 2018
godzina: 20:37
administrator

 

 

Każdy człowiek otrzymuje od Boga wraz z rozumem i wolną wolą dar władzy. Wszelka władza pochodzi od Boga (Rz 13,1). Różny użytek można czynić z każdego daru, aż po odrzucenie i zmarnowanie go, i zwrócenie przeciwko Bogu, ludziom, światu i samemu sobie. Jest władza tworzenia, budowania, ale i władza niszczenia. Uczestniczą we władzy Boga aniołowie wierni, natomiast zawłaszczają i przyznają tylko sobie ów dar władzy upadli aniołowie i ludzie niewierni. Chrystus nie chciał przyjąć władzy od szatana (Łk 4,5-7), chociaż ta władza też od Boga-Stwórcy pochodziła, ale była i jest całkowicie zdeprawowana. Różne formy deprawacji  władzy widzimy w relacjach międzyludzkich, w systemach społecznych i politycznych, gdy człowiek władzę przypisuje sobie, a jej źródło widzi w sposobie jej zdobycia i sprawowania. Władzy raz zdobytej nie oddamy nigdy – mówili komuniści, a ich naśladowcy lub spadkobiercy nie chcą i nie potrafią pogodzić się z jej utratą lub ograniczeniem, sądząc, że władza to my – na długo lub nawet na zawsze. Groteskowa śmieszność takiej żałosnej postawy ujawnia się w Polsce w formie niszczycielskich działań niedawnej władzy, a dzisiejszej „totalnej” (totalitarnej?) opozycji.

 

Ks. prymas Stefan Wyszyński powiedział w Rzymie 1 listopada 1980: Człowiek może dużo połknąć, ale niewiele może strawić i musi rozstać się z wieloma rzeczami, które posiadł wśród kłamstwa i przemocy.

W pierwszą niedzielę Adwentu roku 1946 ks. Stefan Wyszyński jako biskup lubelski powiedział: Bronić mamy darów umysłu naszego, dając mu prawdę Bożą, której jedynie jest godny; kształcić mamy wolę naszą, by coraz skutecznej pragnęła dobra i chroniła przed złudzeniami, wiodącymi na manowce grzechu.

W liście pasterskim na Adwent 1946 jako biskup lubelski pisał: Dopiero na progu odstępstwa od Boga, pogaństwa zaczyna się prawdziwe wstecznictwo; bez Kościoła nie zdoła nikt uratować człowieka z poniżenia wieku dzisiejszego. Nic dodać, nic ująć.

W orędziu Matki Bożej na uroczystość Chrystusa Króla 24 listopada 2013 czytamy: Ojciec Niebieski posyła mnie na ziemię, aby moje dzieci zrozumiały, że pomimo ciemności, zamieszania i zwątpienia, Niebo nie pozostawia was samych w tej duchowej walce, która ma miejsce teraz na ziemi. (…) Konieczne jest – z naturalnego porządku rzeczy, moje dzieci – aby stworzenie, ludy i narody uznały królewskie panowanie Mojego Syna i poddały się temu panowaniu. (…) Przyjęcie Bożego Pokoju przez narody i poddanie się ich pod królewskie panowanie Mojego Boskiego Syna powinny mieć, moje kochane dzieci, wymiar publiczny i powszechny. (…) Dlatego musicie przyjąć królewskie panowanie Mojego Syna, aby osiągnąć prawdziwy pokój i aby mogło się urzeczywistnić Królestwo Boże (Adam Człowiek, Oto czynię wszystko nowe, str. 180-182).

 

Przyjęcie Jezusa Chrystusa za Króla i Pana w akcie dokonanym uroczyście w Łagiewnikach 19 listopada wskazuje drogę ku intronizacji Jezusa Chrystusa na Króla Polski i Polaków. Ks. prof. Tadeusz Guz kończy artykuł w „Naszym Dzienniku” (19 – 20 listopada br.) o encyklice papieża Piusa XI Quas Primas, będącej fundamentem dla rozumienia Jezusa Chrystusa Króla, wołaniem: Niech żyje Jezus Chrystus jako Król Nieba i Ziemi, i Polski!

Łączymy się w modlitwie i pragnieniu, aby Chrystus Król Polski błogosławił polskiemu państwu, aby ono było wspólnotą bezwarunkowej afirmacji życia od poczęcia aż do naturalnej śmierci, wspólnotą prawdy, solidarności z każdym jako bliźnim. Odwołujemy się do wstawiennictwa całej wspólnoty zbawionych w niebie i w czyśćcu, a zwłaszcza naszych patronów wśród nich św. Andrzeja Boboli, bł. ks. Jerzego i św. José Sáncheza del Rio, który umierał ze słowami Viva Christo Rey.

 

W Ewangelii czytanej w pierwszą niedzielę Adwentu 27 listopada, Jezus mówi do swoich uczniów: Będą znaki (…) i trwoga narodów bezradnych (…) a gdy to się dziać zacznie, nabierzcie ducha (…) czuwajcie i módlcie się (…) abyście mogli stanąć przed Synem Człowieczym (Łk 21, 25-36).

Doświadczenie bezsilności i bezradności, dobrze pokonane, pozwala ufać bardziej Bogu niż sobie po to, by w Nim zobaczyć źródło władzy i mocy, miłości i życia. Polska stoi na rozdrożu: czy poddać się tchórzliwie i małodusznie zamiarom, groźbom i szantażom wrogów wewnętrznych i zagranicznych, czy przeciwnie – z odwagą, męstwem i nadzieją bronić ducha aż się rozpadnie w proch i pył szatańska zawierucha. Nadzieje ideowe i polityczne, wiążące się z dobrą zmianą postępującą na zachodzie, budzą się w smutnym kontekście przyspieszonych w ciągu ostatnich lat dechrystianizacji wraz z detronizacją Chrystusa Króla i wprowadzeniem na tron władzy Księcia tego świata, kłamcy i mordercy od początku – szatana. Objawia się Chrystus Król, gdy tymczasem przeciwnik odsłania swoje oblicze. Niedawne trzęsienia ziemi we Włoszech i szał niszczenia cywilizacji chrześcijańskiej na Bliskim Wschodzie, zabijanie uczniów Chrystusa cieleśnie w postaci męczeństwa oraz duchowo w formie upodlenia, te wszystkie wydarzenia widziane jako znaki, zapowiedziane w Piśmie Świętym i w objawieniach Matki Bożej, są przestrogą przed piekłem i wezwaniem do chwały nieba. Kary i nagrody doczesne nie są współmierne z tym, co nastąpi z chwilą przejścia do wieczności, a jej rodzaj i wybór już teraz określamy, odnosząc swoją władzę do władzy Boga dla osobistego  i wspólnego dobra, gdy przyjmujemy i wprowadzamy na tron Chrystusa Króla w czasie miłosierdzia, poprzedzającym czas sądu sprawiedliwego.

 

Wołanie, aby Kościół nie mieszał się do polityki, czyli zgodził się, aby zamiast Dekalogu polityką państwową kierował anty-Dekalog, oznacza żądanie, aby w polityce, której istotą jest przecież troska o życie ludzkie od poczęcia po naturalną śmierć i bezwarunkowy szacunek dla prawa do życia oraz odpowiedzialność za wspólne dobro, zamiast Chrystusa Króla panował Antychryst. Walka o Polskę poddaną władzy Chrystusa Króla trwa.

Warszawska Gazeta 25 listopada – 1 grudnia 2016 r.

KOMENTARZ TYGODNIA

 

Ks. Stanisław Małkowski

 

administrator

 

 

19 listopada w Łagiewnikach w wigilię uroczystości Chrystusa Króla Wszechświata dokona się uroczyste przyjęcie Chrystusa za Króla i Pana, potwierdzające w duchu wiary i posłuszeństwa królewską godność i władzę Chrystusa w życiu doczesnym i wiecznym. Od wyznania wiary w moc królowania Chrystusa zależy nasza wieczność i doczesna przemiana, która uzdalnia do przyjęcia Boga w wieczności. Rozumie to i o to z pokorą prosi dobry łotr, ukrzyżowany obok Jezusa na Golgocie: Jezu, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa, a w odpowiedzi słyszy: Dziś ze Mną będziesz w raju (Łk 23,42n). W krakowskim sanktuarium Bożego Miłosierdzia, razem ze św. Faustyną i grzesznikiem skazanym na śmierć krzyżową wyznajemy, że koroną dzieł Bożych jest miłosierdzie, a my, Boże wiekuisty, pragniemy błyszczeć w koronie miłosierdzia Twego jako malutki kamień, którego piękność zależy od Twego promienia światła (zob. Dzienniczek św. Faustyny, nr 505 i 617).

 

Ks. prymas Stefan Wyszyński powiedział w Rzymie 1 listopada 1980: Kościół nigdy nie kładzie kresu możliwościom ludzkim; stale nam powtarza: Choćbyście byli święci, pamiętajcie, że święci mają się jeszcze bardziej uświęcać; chociaż bylibyście grzesznikami, pamiętajcie, że grzeszny człowiek był towarzyszem Chrystusa na krzyżu i tam usłyszał: „dziś jeszcze będziesz ze Mną w raju”. Polska potrzebuje władzy Chrystusa Króla dla ocalenia naszego powołania do świętości i uleczenia naszej grzeszności. Łagiewnickie przyjęcie Chrystusa Króla Miłosierdzia jest początkiem drogi ku intronizacji Jezusa Chrystusa na Króla Polski, o co proszą swoich pasterzy polskie owce, rozradowane widokiem pasterzy idących za nimi. Od ufnego poddania się władzy Chrystusa Króla zależy zarówno wieczność, jak i doczesność, która jest miejscem wzrastania królestwa Bożego. Posłuszeństwo Bogu w życiu ziemskim prowadzi do wiecznej wspólnoty z Bogiem w ojczyźnie nieba. Odbieranie władzy Chrystusowi Królowi przez detronizację i dechrystianizację nieuchronnie wprowadza na osobisty i społeczny tron księcia tego świata, czyli szatana. Nasz dom w wymiarze władzy nie może być pusty. Komu chcecie służyć? – pyta Kościół. Dla ocalenia i wywyższenia Polski nie wystarczą ludzkie siły. Po smutnym czasie, gdy sprzeciw wobec intronizacji i niezdolność do niej były w Polsce udziałem obu władz – kościelnej (zob. Marcin Majewski, Intronizacja Jezusa Króla, Kraków 2016, rozdz. IX: Kalendarium) i państwowej, przychodzi radość i nowa nadzieja w znaku łagiewnickim.

 

Mówi Bóg Ojciec Miłosierdzia: Nadchodzi czas łaski. Nadchodzi czas, kiedy naród polski zostanie wywyższony, bo Ja, Ojciec, mam w was upodobanie. Mój Syn obejmie tron i Jego panowanie nadejdzie. Jego prawo będzie mocą, Jego moc będzie otwierała serca. Królestwo Króla Wszechświata jest miejscem świętym, Królestwo Króla jest dla wybranych Jego serca miejscem schronienia, jest oazą dla tych, którzy Jemu zaufają. Przygotujcie tron Barankowi. Wasza ojczyzna to arka na czas ostateczny. Amen. Wasz Ojciec.

 

Warunkiem poddania się władzy Chrystusa Króla w ojczyźnie jest zgodność prawa stanowionego z prawem Bożym i zawartym w nim prawem naturalnym, obowiązującym wszystkich. Ks. Ryszard Halwa w artykule Jak wy będziecie milczeć, kamienie wołać będą („Moja Rodzina”, nr 11/2016, s. 12 i nast.) odnosi się z pasją do odrzucenia 6 listopada przez Sejm obywatelskiego projektu ustawy w obronie życia, przygotowanego przez instytut Ordo Iuris: Nigdy nie spodziewałem się, że posłowie, którzy przez tak długi czas deklarowali przywiązanie do życia, zagłosują za tym, żeby nadal funkcjonowała fatalna ustawa z 1993 r., pozwalająca zabijać m.in. dzieci chore. Przygotowywany nowy projekt nie może różnić się od ustawy odrzuconej w tym, co podstawowe – w sprawie bezwarunkowej obrony ludzkiego życia od poczęcia do naturalnej śmierci. Prawny szacunek dla ludzkiego życia zakłada również ustawowy sprzeciw wobec ludobójczej i weterynaryjnej metody in vitro oraz wobec produkcji i dystrybucji środków wczesnoporonnych. Człowiek nie jest produktem ani towarem, który może być przyjęty albo odrzucony. Przyjęcie Chrystusa za Króla oznacza zarazem przyjęcie każdego człowieka, który ma prawo żyć w świetle królewskiej miłości i władzy Boga. Kalkulacje polityczne i lęk przed satanistami, poddanymi władzy „mordercy i kłamcy od początku”, trzeba pokonać mocą odwagi i wiary. Korzyści grupowe płynące z kłamstw i morderstw były podstawą myślenia i działania twórców PRL oraz III RP jako PRL-bis. Przyjęcie z wiarą Chrystusa za Króla zobowiązuje do wierności prawu i prawdzie, ludzkiej naturze stworzonej na obraz i podobieństwo Boga, do zgodności aktu zewnętrznego z wewnętrzną przemianą.

 

Pisałem w dniu Ostrobramskiej Matki Miłosierdzia 16 listopada.

Warszawska Gazeta 18 - 24 listopada 2016 r.

KOMENTARZ TYGODNIA

 

Ks. Stanisław Małkowski

 

 

administrator

Błogosławiony ks. Jerzy Popiełuszko w kazaniu wygłoszonym w Warszawie u św. Stanisława Kostki 24 czerwca 1984, cztery miesiące przed swoją męczeńską śmiercią, ukazał św. Jana Chrzciciela, który jako człowiek odważny i sprawiedliwy może być patronem i wzorem dla wszystkich pragnących swoje życie budować w oparciu o sprawiedliwość, prawdę i miłość. Ta postawa przygotowuje na spotkanie z Chrystusem, a owocem tego spotkania jest naśladowanie Go i pójście za Nim.

Ku wolności wyswobodził nas Chrystus – mówi św. Paweł w drugiej niedzielnej lekcji 26 czerwca.

Bez Chrystusa wolności ani sprawiedliwości nie ma.

 

Orędzie Ewangelii odnosił ks. Jerzy do spraw społecznych i państwowych, czyli upominał się o sprawiedliwość jako wierność prawdzie nie tylko prywatnej, ale i publicznej. Twórcy społecznego zakłamania potraktowali ks. Jerzego jak wroga, zabijając go i włączając do szeregu męczenników, zdążających drogą Chrystusa przez krzyż do zmartwychwstania.

 

Dzisiejsze męczeństwo niezliczonych chrześcijan prześladowanych za wiarę, widziane w świetle Ewangelii, może stać się w przyszłości posiewem odrodzenia wiary i Kościoła. Duchowa pustka w wyniku dechrystianizacji i apostazji narodów prowadzi do zbiorowego samobójstwa i wojny.

 

Liturgia uroczystości świętych Apostołów Piotra i Pawła 29 czerwca oraz w wigilię 28 czerwca wieczorem, ze słowami Jezusa do Szymona Piotra „Pójdź za Mną” (J 21,19) razem z obietnicą: Cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi będzie rozwiązane w niebie (Mt 16,19), budzi nadzieję skuteczności Bożego działania w świecie ludzkim. Darowana św. Piotrowi i jego następcom w Kościele władza kluczy, czyli otwierania i zamykania, połączona z władzą wiązania i rozwiązywania, oznacza otwieranie wiecznej ojczyzny nieba i zamykanie otchłani piekła oraz związanie Bożoludzkiej i międzyludzkiej wspólnoty, którą bł. ks. Jerzy nazywał solidarnością serc, i rozwiązywanie kajdan zniewolenia w postaci kłamstwa i przemocy. Bóg Stwórca w świecie ludzkim buduje tożsamość i relacje: męskość, kobiecość, małżeństwo, ojcostwo, macierzyństwo, rodzicielstwo, synostwo, braterstwo. Bóg Zbawca odnawia i naprawia to, co przez grzech uległo zepsuciu w dziele stworzenia, przymierze czasowe czyni wiecznym.

 

Przenikliwą analizę transformacji dokonującej się na świecie zawarł Marcin Masny w książce Wolni Polacy, poradnik antysystemowca (wyd. Bolinari Publishing House, 205). Autor konkluduje: Na ziemi ma zostać totalnie zniszczona relacja ojcostwa-synostwa. Innymi słowy świat i poszczególne indywidua mają na zawsze zostać pozbawione ojca we wszystkich wymiarach. Potencjalnie ojcowie, nawet ci, którzy realizują już powołanie ojca, mają zaś zostać pozbawieni synów. Ojcostwo ma zniknąć z powierzchni ziemi. Nie trzeba chyba wskazywać, jaka religia i jaka instytucja nieuchronnie pojawia się a celowniku rewolucyjnej artylerii (s. 151). Bóg objawia siebie jako Ojca. Modlitwa Pańska rozpoczyna się od słów „Ojcze nasz”. Ludzkie ojcostwo ma być obrazem ojcostwa Bożego. Macierzyństwo jest możliwe tylko w relacji do ojcostwa. Braterstwo międzyludzkie jest niemożliwe bez ojcostwa i macierzyństwa. Wspólnictwo nie jest ani braterstwem, ani wspólnotą. Alternatywą wspólnoty jest więc wojna albo samotność, lub jedno i drugie. Ku temu zmierza świat wyrzekający się Boga, wiary, nadziei i miłości. Żadne substytuty, czyli podróbki nie zastąpią treści wyrażonej w odpowiedniej formie. Słyszałem kiedyś rozmowę dwojga młodych w autobusie, bo stałem niedaleko. Dziewczyna mówi do chłopaka: Ksiądz w sutannie? To chyba podróbka! Chłopak odpowiada: Nie, nie, ja go znam.

Gdy forma zgadza się z treścią, trwamy w prawdzie, rozumianej przynajmniej jako jedność tego, co wewnętrzne, z tym co zewnętrzne. Zachowanie formy bez treści to obłuda, udawanie. Dzisiaj niszczy się jedno i drugie. Dewianci szczerze manifestują swoją nicość. Diabeł przestaje udawać anioła światłości, chce abyśmy polubili brzydotę, cieszyli się i klaskali, gdy pseudo-aktor oddaje mocz na scenie, aprobowali totalną destrukcję, np. w wykonaniu poprzednich rządów w Polsce jako III RP. Ta destrukcja dysponuje nagrodami, obietnicami i pozorną ozdobą, potrafi pozbawić ludzi nie tylko wiary, ale i rozumu. Oto pewna starsza pobożna pani oświadcza mi w rozmowie: To Kościół zniszczył Komorowskiego, takiego dobrego prezydenta; a że ów podpisał ustawę o in vitro, przystępując do Komunii świętej? Dobrze zrobił, bo był prezydentem wszystkich Polaków, nie jak ten pisowiec.

 

Drogą donikąd jest „wiara” jako zwyczaj, bez rozumu oraz „rozum” jako ideologia bez wiary. Jedna jest prawda wiary i rozumu, jest nią Chrystus, który chce być teraz uznany Królem Polski dla ocalenia wiary, rozumu i życia.

Warszawska Gazeta 24 – 30 czerwca 2016 r.

KOMENTARZ TYGODNIA

 

Ks. Stanisław Małkowski

 

administrator

Uroczyste pożegnanie zmarłej na posterunku 1 czerwca śp. Marii Jedlińskiej-Adamus – niezłomnej redaktor tygodnika „Nasza Polska” – odbyło się w jej parafialnym kościele Najświętszego Zbawiciela i na cmentarzu bródzieńskim w Warszawie 13 czerwca, w dniu św. Antoniego Padewskiego – patrona tych, którzy szukają rzeczy zagubionych i je odnajdują. Rycerska wierność Bogu, honorowi i ojczyźnie śp. Marii Adamus była wielokrotnie poddawana bolesnym próbom w jej życiu od dzieciństwa, a ostatnio pół roku temu, przez zawieszenie papierowego wydania „Naszej Polski”. Ta niedawna zguba będzie odnaleziona, jak ufają przyjaciele i współpracownicy, do których miałem zaszczyt należeć. Wytrwałe szukanie wolnej i sprawiedliwej Polski potwierdza się w znakach pamięci, prawdy i nadziei. Bohaterskie życie, cierpienie i odejście śp. Marii spełnia się w znaku krzyża zgodnie z Chrystusową zapowiedzią, zawartą w Ewangelii niedzielnej 19 czerwca: jak tracąc, zachować, jak być najpierw odrzuconym, a następnie przyjętym (por. Łk 9,24). Bóg pociesza, przynosi dobrą nowinę radości i zwycięstwa. Matka Boża mówi w orędziu z 14 września 2013 r.

Wzywam was, abyście stawali w obronie krzyża (…) nie pozwólcie, aby w krajach, które przyjęły chrześcijaństwo, krzyż zniknął z publicznych miejsc (Adam Człowiek, Oto czynię wszystko nowe, str. 144).

 

To wezwanie trzeba odnieść do miejsca przed Pałacem Prezydenckim na Krakowskim Przedmieściu. Tym bardziej, że krzyż tam jest co wieczór przynoszony.

Obok tablic i pomników powinien więc stanąć krzyż, bo tylko ten znak ukazuje sens ofiary dokonanej w wigilię święta Bożego Miłosierdzia w sobotę 10 kwietnia 2010 r. Jedynie krzyż pozwala dobro wyprowadzić ze zła. Tablice i pomniki nie wystarczą, chociaż i one są potrzebne.

 

Spotkałem się z opinią, że dobrym skutkiem zamachu smoleńskiego i szukania prawdy o nim jest brak zgody na powtórkę pojednania w stylu „okrągłego stołu”. Nadal przecież wiele instytucji i placówek jest okupowanych przez ludzi poprzedniego układu, z którymi nie chcą i nie potrafią się rozstać, a często brakuje woli, aby ich odsunąć. Rodzi się więc pokusa, aby porozumieć się z nimi, pójść na kompromis, zaniechać radykalnych decyzji i czynów. Polityce rozbiorowej należy się sprzeciwić z odwagą i męstwem. Tupet, obłuda i zakłamanie przeciwników wolności opartej na prawdzie ustąpią wobec zdecydowania obrońców naszej Polski. Oparciem walecznych obrońców jest nie tylko osobista i społeczna siła, ale również i przede wszystkim pomoc z wysoka, a o nią trzeba prosić i z nią współdziałać. Wypróbowane formy współpracy z Bogiem oraz nowe wezwania są w zasięgu naszych możliwości. Ile gotowi jesteśmy poświęcić wciąż prześladowanej w kraju i za granicą ojczyźnie? Ile mądrości trzeba dla wydostania się ze zbiorowego kłamstwa, bezrozumu i niewiary?

 

W piątek 24 czerwca i w czwartek wieczorem, czyli w wigilię, obchodzimy uroczystość narodzenia św. Jana Chrzciciela – trzy miesiące po Zwiastowaniu Maryi i Wcieleniu Syna Bożego, sześć miesięcy przed Bożym Narodzeniem, skoro w szóstym miesiącu od poczęcia dziecka była św. Elżbieta – matka św. Jana Chrzciciela – w chwili poczęcia Chrystusa (jest już w szóstym miesiącu ta, która uchodzi za niepłodną – mówi Anioł Gabriel do Maryi, Łk 1,36). Pismo Święte obecne w liturgii i nauczaniu Kościoła ukazuje rzeczywistość zaistnienia człowieka w chwili poczęcia. Jest to prawda rozumu i wiary. Św. Jan Chrzciciel poprzedza w swoim poczęciu, narodzeniu, nauczaniu, gromadzeniu uczniów i męczeństwie Chrystusa, jest więc jako prorok poprzednikiem Zbawiciela, napełnionym już w łonie matki Duchem Świętym. W postawie prorockiej św. Jana uczestniczymy, gdy wskazujemy innym drogę do Chrystusa. Najpierw jednak samemu trzeba poddać się Chrystusowi i Jego królewskiej władzy. W tej władzy najpełniej uczestniczy i do niej prowadzi Matka Boża (to czyńcie, cokolwiek mój Syn wam powie). Tę władzę potwierdził św. Jan Chrzciciel, gdy udzielał chrztu pokuty w wodach Jordanu, a niedługo przed swoim męczeństwem w słowach: On ma wzrastać, ja zaś umniejszać się (J 3,30). Jan był posłany, aby zaświadczyć o światłości, którą jest Chrystus. W świetle Ewangelii zdolni jesteśmy dokonać podstawowych rozróżnień, odróżnić i oddzielić prawdę od kłamstwa, dobro od zła, miłość od nienawiści. Zbuntowany przeciwko Bogu Lucyfer razem ze swoimi sługami („niosący światło” stał się „Lucyperem”, który Lucem perdidit, czyli światło stracił) odwraca wszelkie kryteria i sam sens słów po to, aby pogrążyć ludzi w ciemnościach bezmyślności i niewiary. Bez Chrystusa nie jest możliwe pokonanie Lucypera razem z jego służącymi, którzy tyle głupiego zgiełku robią w Polsce i na świecie (dlatego C.S.Lewis w Listach starego diabła nazwał piekło królestwem hałasu). Szukajmy więc Boga w ciszy, a znajdziemy Go w śpiewie aniołów – Chwała na wysokości Bogu, a na ziemi pokój ludziom dobrej woli (Łk 2,14).

Warszawska Gazeta 17 – 23 czerwca 2016 r.

KOMENTARZ TYGODNIA

 

Ks. Stanisław Małkowski

administrator

 

W nierozerwalnym sakramentalnym małżeństwie, ustanowionym przez Chrystusa, obowiązuje wierność obojga małżonków. Cudzołóstwem jest nie tylko zdrada małżeńska, ale również zawarcie ponownego związku w razie rozwodu. Małżeństwo jest prorockim obrazem przymierza z Bogiem. Ludzka niewierność wobec Boga w postaci bałwochwalstwa dla osobistych lub grupowych korzyści jest formą duchowego nierządu, braku wiary, niedostatku miłości, gdy grzeszne potrzeby i korzyści kierują ludzkim myśleniem i postępowaniem wbrew woli Boga i prawu Bożemu.

 

Każda ludzka władza poddawana bywa pokusie otwartego odstępstwa lub ukrywanego kompromisu ze złem. Miłosierny Jezus ocala cudzołożną niewiastę przyprowadzoną przez uczonych w Piśmie i faryzeuszów, chociaż zarazem potępia grzech (J8, 1-11). Nierządnica z niedzielnej Ewangelii z 12 czerwca sama przychodzi do Jezusa z płaczem, oblewając Jego stopy łzami i namaszczając olejkiem. Jej wiara i miłość spotyka się z Bożym miłosierdziem i przebaczeniem, pomimo faryzejskiego zgorszenia (Łk 7, 36-50). W ewangelicznym wydarzeniu zawarte jest pytanie Jezusa wobec wszystkich sprawujących władzę: kto jest dla was ważniejszy – Bóg czy człowiek? Przewaga względów ludzkich, kalkulacja, co bardziej się opłaca, moralność sytuacyjna powodują zwlekanie i niechęć wobec posłuszeństwa władzy Boga, który jest miłością zwycięską i ostrzega przed przegraną w wyniku zlekceważenia i odrzucenia Jego woli ku ocaleniu i zbawieniu tych, którzy Mu bezwarunkowo ufają.

 

Matka Boża mówi w orędziu z 3 maja 2013 r.: Ilekroć czcicie Mnie jako Królową Polski, pamiętajcie, że to Mój Syn jako pierwszy zasługuje na tytuł Króla Polski (Adam Człowiek, Oto czynię wszystko nowe, s.82). 8 maja 2013 r. mówi Maryja: Moi umiłowani synowie biskupi, miejcie więcej odwagi, by zrozumieć, że ten żywy kamień, który jest Mistycznym Ciałem Mojego Boskiego Syna, jest fundamentem, na którym buduje się społeczność wiary. Kto, jak nie wy, powinien wiedzieć, że Kościół, którym kierujecie tutaj na ziemi i za który ponosicie odpowiedzialność, nie może iść na kompromis ze światem, który podporządkowała sobie Bestia. Wy macie być pierwszym tego przykładem! Jest jedna droga Prawdy. Jeżeli pojawiło się wiele fałszywych dróg, to właśnie wy powinniście zagubionym owcom wskazywać prawdę, że w Królestwie Królowej musi się także znaleźć miejsce dla Króla. Czy nie widzicie, że właśnie tego wróg obawia się najbardziej? Władzy Bestii trzeba powiedzieć zdecydowanie „nie” (tamże, s. 87 i nast.).

 

Intronizacja Jezusa Chrystusa na Króla Polski jest nie tylko aktem religijnym, wyrazem zbiorowej pobożności, ale przede wszystkim aktem państwowym, skutkiem poddania się władzy publicznej Chrystusowi Królowi na wzór ślubów lwowskich króla Jana Kazimierza, które oznaczały uroczyste wybranie i ogłoszenie Maryi Królową Polskiej Korony.

 

Lekcja pierwsza, czytana w niedzielę ukazuje podwójny grzech króla Dawida, który odbiera żonę Uriaszowi i zabija jej męża. Dawid żałuje i dostępuje przebaczenia, ale ściąga na siebie i swój dom szereg nieszczęść (zob. 2 Sm 12). Złe konsekwencje błędu zaniechania państwowej i kościelnej intronizacji wg orędzia przyjętego przez sługę Bożą Rozalię Celakównę i nauki głoszonej przez śp. ks. Tadeusza Kiersztyna mogą podobnie boleśnie dotknąć naszą ojczyznę. Bóg obudził już sumienia Polaków ku wyzwoleniu nas spod władzy tych, którzy nas nienawidzą (por. Łk 1,71). Oby spełniły się teraz Boże oczekiwania wobec nowej władzy.

 

Utraconą sprawiedliwość przywraca nam wiara w Chrystusa, który polskie sprawy za naszą zgodą chce wziąć w swoje ręce ku spełnieniu proroctwa z lat 30. ubiegłego wieku, zawartego w Dzienniczku św. Faustyny i w Zapiskach sługi Bożej Rozalii. Objawienia, zgodne z Pismem Świętym i nauką Kościoła lepiej przyjąć i spełnić, niż odrzucić. Ryzyko żadne. Bóg wspomaga naszą wiarę przez znaki i cuda, ale szanuje naszą wolność. Przypominam sobie słowa piosenki z lat 50. ubiegłego wieku: Czy tak, czy nie, wciąż ta niepewność dręczy mnie (…), a może Ci odwagi brak, więc (…) daj mi znak, że tak, że tak, że kochasz i to jeszcze jak.

Oby upragnionym znakiem stała się intronizacja Jezusa Chrystusa na Króla Polski jak najrychlej dokonana w ojczyźnie przez obie władze – państwową i kościelną.

Warszawska Gazeta 10 – 16 czerwca 2016 r.

KOMENTARZ TYGODNIA

 

Ks. Stanisław Małkowski