Dzisiaj: Bogny Apolinarego
Jutro : Kingi Krystyny
poniedziałek, 23 lipiec 2018
godzina: 08:09
administrator

 

Jaki jest cel historii ludzi i narodów?

W myśli Bożej ukazanej w Piśmie Świętym i objawionej w pełni w Jezusie Chrystusie, celem jest zbawienie ludzi ku pełni życia w wiecznej ojczyźnie, ku której przez doczesną ojczyznę pielgrzymujemy. Wiara pozwala rozumieć Bożą myśl i Chrystusowe pragnienie. Od kształtu doczesności zależy wieczność ludzi stworzonych na Boże podobieństwo.

Czy ludzkie myślenie zgodne jest z wolą i mądrością Boga?

Zła wola i głupota ludzi razem z niewiarą pogrąża doczesność w chaosie po to, aby z destrukcji cywilizacji chrześcijańskiej, rodziny i kultury wyprowadzić nowy porządek świata oparty na samowoli, samozbawieniu i samoubóstwieniu ludzi „wyzwolonych z kajdan i okowów” prawa Bożego, prawdy zawartej w naturze i powołaniu człowieka. Wolność w prawdzie zastępuje się dowolnością ideologicznych pomysłów w utopii wspaniałego świata i szczęścia dla niektórych. Po co wierzyć w Boga Stwórcę i Zbawcę, skoro człowiek może stwarzać i zbawiać siebie sam jak chce? Stąd bierze się wieloznaczne lub opaczne rozumienie podstawowych pojęć, takich jak prawda, życie, miłość i miłosierdzie. Oto żąda się w imię miłosierdzia gościnnego przyjmowania uchodźców, nachodźców czy najeźdźców, czyniąc zarazem z nich narzędzie rozkładu wszelkich zastanych wspólnot.

W komentarzu zatytułowanym Polska broni Europy („Nasz Dziennik” 27 czerwca, s. 10) wojewoda lubelski Przemysław Czarnek pisze: - Mamy do czynienia z zaprogramowanym procesem dechrystianizacji Europy. (…) Dzisiaj mamy już 40 mln muzułmanów w Europie.

Trwa świadoma walka z tożsamością europejską. Królestwo Boże na ziemi ma objąć i przemienić świat zagrożony w swoim istnieniu przez księstwo szatana, gdy narzędziami stają się świadomi lub nieświadomi swojej roli ludzie. Dzisiejsi przywódcy zachodnioeuropejscy wydają się świadomi celu, do którego uparcie dążą. W trwającej walce o życie dobrze jest opowiedzieć się po właściwej stronie. Niekonsekwencja, brak odwagi i słabość obrońców życia dają przewagę wrogom. Zamiar Boga będzie doprowadzony do końca, ale są po drodze nieszczęścia i przegrane, których można uniknąć postępując zgodnie z wezwaniami Chrystusa Króla i Matki Bożej Królowej Pokoju. Zaniechanie przez kompetentne władze intronizacji Jezusa Chrystusa na Króla Polski oraz ofiarowania Rosji Niepokalanemu Sercu Maryi zgodnie z orędziem fatimskim doprowadziło do bezmiaru ludzkich krzywd i śmierci w czasie sześcioletniej drugiej wojny światowej i w całym rosyjskim imperium zła w ciągu kilkudziesięciu lat. Szczególny udział  ofiar Polaków włączonych w misterium krzyża uzdalnia nas i wzywa do nowej obrony Europy i świata przed samozagładą. Polska, ocalona i wywyższona dzięki wierności Chrystusowi i Maryi, może stać się znakiem ratunku dla narodów. Dlatego sprzymierzone siły zewnętrzne i wewnętrzne totalitarnej agresji i totalnej opozycji chcą Polskę zniszczyć, widząc w niej przeszkodę na drodze budowania bezbożnej i nieludzkiej utopii.

 

W Ewangelii niedzielnej 2 lipca (Mt 10, 37-42) wzywa nas Jezus do miłości większej od ludzkich przeżyć, pragnień i doświadczeń. W każdej sytuacji trzeba Jezusa kochać bardziej niż kogokolwiek lub cokolwiek, bo Jego nieskończona miłość jest źródłem dobra i zwycięstwa mocą ofiary krzyża. Przegrana na drodze ludzkich ograniczonych miłości, pragnień i więzi, nie jest jeszcze przegraną ostateczną i wieczną. Póki trwa życie doczesne, póty można i trzeba zwrócić się ku Chrystusowi, aby nagrodę Proroka i Sprawiedliwego otrzymać teraz i na zawsze. Każde spełnione dobro, choćby w oczach ludzkich najmniejsze, liczy się w oczach Bożych. Zanurzenie w śmierci Chrystusa mocą chrztu i wiary prowadzi do nowego życia – pisze św. Paweł w Liście do Rzymian (6, 3-11). Gościnność Szulemitki przyjmującej proroka Elizeusza daje nagrodę w postaci cudu (2 Krl 4,16).

 

Uwięziony w Stoczku Warmińskim ks. prymas Stefan Wyszyński napisał 2 lipca 1954 r. o Chrystusie: Nie wahałeś się wstąpić w łono Dziewicy – i nie tylko. Okazałeś większą jeszcze odwagę. (…) Tyś nie uląkł się serca mego… zaledwie osłaniającego „brud stajenny” lichą powłoką żalu i zawstydzenia. Wybrałeś stajnię i zamieszkałeś w niej. (…) To jest dopiero wszechmocna odwaga!

Połączmy więc z wszechmocną odwagą Boga naszą odwagę, wyjdźmy z lęku, ludzkich obaw, kalkulacji i zastraszenia. Odważmy się myśleć, wierzyć i miłować tak, jak miłuje Bóg.

Warszawska Gazeta 30 czerwca – 6 lipca 2017 r.

KOMENTARZ TYGODNIA

 

Ks. Stanisław Małkowski

 

 

administrator

 

 

W Ewangelii niedzielnej 25 czerwca Jezus trzykrotnie wzywa do odwagi (Mt 10,26.28.31) i ukazuje motywy, dla których odwagę trzeba zachować w poczuciu nieuchronnego ujawnienia się tego, co ukryte, dobre albo złe, w świadomości duchowej mocy, w przekonaniu o własnej wartości (Jesteście ważniejsi niż wiele wróbli, w. 31), w znaczeniu świadectwa wiary, bo gdy człowiek jest świadkiem Boga, sam Bóg jest świadkiem człowieka, powołanego do nieśmiertelności i obdarzonego podobieństwem do swojego Stwórcy i Zbawcy. Pozorem odwagi jest zuchwalstwo, tupet, bezczelność, pycha, niesłuszna pewność siebie bez polegania na Bogu. Nie wolno bać się ludzi, którzy choćby zabijali ciało, ale nie mogą zabić duszy, choćby wzywali do zaparcia się wiary i własnej godności dziecka Bożego, choćby w swoim zuchwalstwie chcieli siąść na ołtarzu i zająć miejsce Boga. Sam zły duch w postaci węża daje w raju przykład kłamstwa i udawania w celu zwodzenia niepewnych Boga i własnego powołania ludzi chwiejnych, skłonnych ulegać pozorom i złudzeniom. Pierwszym krokiem diabła wobec ludzi jest kuszenie, a następnie prześladowanie. Kto nie wierzy w moc darowaną przez Boga, tylko lęka się własnej słabości, ten łatwo ulega złym propozycjom i groźbom. Kto polega jedynie na własnej sile, ten wyrzeka się mocy i pomocy Bożej, ten gardzi tajemnicą krzyża i wywyższenia poniżonych, ten w pokorze widzi przegraną, a w pysze – zwycięstwo. Samo prześladowanie, chociaż chce nas odłączyć od miłości Chrystusa i pozbawić odwagi, nie jest zdolne odebrać wierności aż do śmierci, aż po męczeństwo. Żywa wiara łączy się z zaufaniem wobec mądrości i miłości Bożej. Brak zaufania pokładanego w Bogu daje iluzję ufności wobec woli ludzkiej, czego przykładem jest lękliwa kalkulacja dzisiejszych władz: co nam się bardziej opłaca, co ludziom się podoba, czy kompromis aborcyjny, pakt życia ze śmiercią, życia jednych kosztem śmierci drugich, czy bezwarunkowa obrona prawa do życia ludzi od poczęcia po naturalną śmierć. Histeryczne domaganie się „prawa do aborcji” spotkało się z tchórzostwem zwolenników postawy „za, a nawet przeciw”. Nie bójcie się ludzi, którzy zabijają ciało, ale duszy zabić nie mogą, ale bójcie się raczej Tego, który duszę i ciało może zatracić w piekle (Mt 10,28). Trzykrotne „nie bójcie się” łączy Jezus z raz powiedzianym „bójcie się”. Jest zła, niemądra ufność, która prowadzi do niepewności, oraz dobra ufność, która łączy się z pewnością i wiernością niezachwianą, śmiałością i odwagą. Niezdolność do wierności Bogu prowadzi do niewierności wobec ludzi i swoich zobowiązań, czego wyrazem jest rozkład wielu małżeństw i wspólnot rodzinnych.

 

Bojaźń Boża jest początkiem mądrości i wierności, oznacza pobożność i podążanie drogą do zbawienia przez posłuszeństwo wiary. Bać się Boga to nie tylko nie bać się ludzi, ale również bać się o ludzi i o samego siebie, lękać się nieodpowiedzialności i zdrady. Kto boi się Boga, ten boi się wyrządzić krzywdę ludziom, poczynając od najbliższych, ten nie chce ranić Bożego serca i ludzkich serc. Uroczystość Serca Pana Jezusa, obchodzona w piątek po oktawie Bożego Ciała, czyli 23 czerwca, wzywa do uznania wierności i miłości Bożej, której znakiem jest serce jako siedziba mądrości, woli i rozumu. Miłość niemądra, bezwolna i bezrozumna, polegająca na grze uczuć, budzi się i gaśnie, a przysięga i zobowiązanie wtedy się nie liczą, ważna jest chęć ułożenia sobie życia zgodnie ze sobą jako sumą pragnień i dążeń określanych często jako „natura”. Czym innym jest jednak wiedzieć w naturze ludzką wolę uwarunkowaną społecznie i kulturowo, różną od woli Bożej zawartej w akcie stworzenia i zbawienia. Brak bojaźni Bożej, czyli brak liczenia się z wolą, miłością i mądrością Bożą, nieuchronnie prowadzi do samowoli i wynaturzeń, niesłusznie określanych jako „coś naturalnego”, bo powszechnego i uznanego zależnie od miejsca, czasu i sytuacji. Moralność sytuacyjna i kulturowa sprzeciwia się powszechnemu prawu moralnemu, wyróżniającemu ludzi spośród zwierząt i reszty stworzeń. Moralność ideologiczna islamu jest nie do pogodzenia z chrześcijaństwem. Postępująca humanizacja zwierząt i animalizacja ludzi jest symptomem zerwania więzi z Bogiem, braku Bożej bojaźni. Gdy prawda staje się przesądem, każdy pogląd – przesąd rości sobie prawo do zajęcia miejsca prawdy. Zlepek przesądnych ideologii usilnie propagowanych i wdrażanych już w procesie edukacji od przedszkola czyni ludzi niezdolnymi do zachowania swojej tożsamości, godności i rozumu. Odstępstwo od Boga prawdziwego prowadzi do uznania bogów nieprawdziwych i odrzucenia prawdy o człowieku. Wierność prawdzie wymaga odwagi, wiary i męstwa, czyli Bożej bojaźni i miłości.

Warszawska Gazeta 23 – 29 czerwca 2017 r.

KOMENTARZ TYGODNIA

 

Ks. Stanisław Małkowski

 

administrator

 

 

Słowo Boże czytane w niedzielę 18 czerwca mówi o apostolstwie poprzedzonym wybraniem, usprawiedliwieniem i powołaniem. Jezus Apostołów przywołuje, wzywa do modlitwy, obdarowuje władzą głoszenia Ewangelii z mocą i odwagą, władzą uzdrawiania, wypędzania złych duchów, dawania darmo dóbr otrzymanych darmo od Boga.

 

„Apostello” po grecku znaczy „posyłam”. Apostołowie są posłańcami, wysłannikami i świadkami Jezusa Chrystusa; idą do ludzi w posłuszeństwie i pragnieniu, aby wzbudzać uczniów; apostolskie nauczanie wsparte jest znakami i cudami Jezus rozsyła apostołów, a później innych72 uczniów dla budowania wspólnoty wiary, będącej początkiem Kościoła.

 

Wszyscy w Kościele jesteśmy wezwani do apostolstwa w różnych formach: modlitwy, świadectwa, wierności, cierpienia, słowa, postawy, wytrwania, męstwa, męczeństwa, milczenia w duchu cumta cent clamant (gdy milczą – wołają). Wołanie poprzedzone bywa czasem milczeniem. Pełnienie zadań apostolskich wymaga przygotowania. Skuteczność apostolstwa rośnie z upływem czasu.

 

Głoszenie prawdy i dobrej nowiny spotyka się z apostolstwem fałszywym i antyewangelizacją. Świadków Chrystusa chce po swojemu naśladować i parodiować szatan, którego narzędziem jest hałas, kłamstwo, przymus, nienawiść, przekupstwo i zastraszenie. Ponieważ szatan jako duch przewyższa ludzi swoimi zdolnościami, potrafi stosować i zmieniać metody zależnie od warunków osobistych, społecznych i kulturowych wielu podopiecznych, których chce uczynić narzędziami w dziele walki z Bogiem i Kościołem, a następnie zniszczyć i zatracić w piekle. Współpraca z diabłem prowadzi do śmieszności połączonej ze zgrozą, do błazenady połączonej ze zbrodnią, do tymczasowej bezkarności wraz z lękiem przed nieuchronnym sądem. Jesteśmy tego świadkami. Motywem działania zła i złych jest zawiść. Zepsuci chcą psuć kogo się da, tworzą system nagród i zabezpieczeń dla pozyskania krótkowzrocznych, wyrachowanych i oszukanych.

 

Ostatnio niemoralne stręczycielstwo dotarło za zgodą dyrekcji do Katolickiej Szkoły Podstawowej nr 109 im. Świętej Rodziny w Warszawie na Bielanach. Czytamy w „Naszym Dzienniku” w poniedziałek 12 czerwca: - Stowarzyszenie na rzecz rozwoju i pomocy Q Zmianom oszukało i dyrekcję szkoły i rodziców, przez wprowadzenie swego rodzaju edukacji seksualnej z elementami deprawacji seksualnej (str. 1 i 6). Autorka artykułu Anna Ambroziak konkluduje: - Genderyści wchodzą do polskich szkół, bo pozwala im na to prawo, a mianowicie rozporządzenie MEN z sierpnia 2015, obligujące przedszkola i szkoły do prowadzenia tzw. działań antydyskryminacyjnych.

Celny komentarz do problemu niszczycielskiej ideologii gender wraz z przykładami i nazwiskami zamieszcza w „Mojej Rodzinie” z czerwca br. Stanisław Michalkiewicz (Dwaj folksdojcze, str. 30). Cyniczny spryt deprawatorów łączy się z naiwnością i bezmyślnością deprawowanych oraz odpowiedzialnych za wychowanie dzieci od przedszkola. „Dobra zmiana” w Polsce jest tylko częściowo dobra. Sprawy podstawowe dla naszego bytu pozostawione są na później, czyli ad Kalendas Graecas.

Obok fałszywych apostołów „na pomieszanie dobrego i złego”, mamy u nas licznych obojętnych wobec biegu wydarzeń w stronę apokaliptycznej wojny wypowiedzianej Bogu i ludziom przez Czerwonego Smoka, obie Bestie i Wielką Nierządnicę (zob. Ap. 12; 13 i 17).

 

Ks. prymas Stefan Wyszyński powiedział w kościele Św. Trójcy w Kobyłce 8 września 1970: - Obyście nie poddali się wygodnictwu, egoizmowi i wrogości życia, obyście nie naśladowali modnych lalek, których pełne są teatry, kabarety, kawiarnie, redakcje. Obyście nie naśladowali kobiet wyśmiewających matki, które urodziły Polsce i Kościołowi trzecie, czwarte czy piąte dziecko.

Apostolska obrona życia wiecznego jako daru od Boga łączy się nierozerwalnie z obroną życia doczesnego, ludzi,  małżeństw, rodzin i narodów. Kształt życia doczesnego może być drogą do nieba albo staczaniem się ku piekłu. Antyewangelizacja ma swoje źródło i oparcie w antykościele. Encykliki papieskie tym mianem określają masonerię. Przejście z jednej strony walki na drugą albo z powrotem jest możliwe do czasu, póki walka trwa. Ostateczne opowiedzenie się po jednej ze stron jest nieodwołalne. Dlatego modlić się trzeba w intencji tych, którzy są po stronie dobra, aby wytrwali, oraz tych, którzy trwają w rozkroku – nie wiedzą, gdzie są i co czynią lub wiedząc, źle czynią, aby się nawrócili ku radości na ziemi i w niebie. Udział w apostolstwie daje Bożą zwycięską radość.

 

Warszawska Gazeta 16 – 22 czerwca 2017 r.

KOMENTARZ TYGODNIA

 

Ks. Stanisław Małkowski

 

administrator

 

 

W niedzielę 4 czerwca obchodzimy uroczystość Zesłania Ducha świętego razem z wigilią w sobotę wieczorem. Duch Święty jako Trzecia Osoba Trójcy objawia się w pełni w Chrystusie i w Kościele w czasie Nowego Przymierza. Poprzednio, w Starym Przymierzu nie był jeszcze poznany, ale już był doświadczany w świadectwie proroków, we władzy sprawiedliwych królów, w odwadze, sile i poświęceniu się wiernych uczestników ludu Bożego. Jezus Chrystus przychodzi w mocy Duch Świętego, jest napełniony Duchem, działa przez Ducha, wraz ze swoim odejściem przekazuje Ducha Kościołowi. Duch Święty kieruje, prowadzi, daje wzrastanie, mieszka, wstawia się, woła, buduje, obdarowuje, daje owoce – pokój i radość, jednoczy, uświęca, uzdalnia do modlitwy i ofiary. Symbole działania Ducha Świętego: woda, wylanie, wiatr, ogień, napełnienie, oczyszczenie, ożywienie – pozwalają poznać Ducha świętego w Jego obecności i skuteczności częściowo uzależnionej od naszego posłuszeństwa i poddania się Jego mocy. Nie zasmucajmy więc Ducha Świętego grzesznym sprzeciwem i poszukiwaniem innych – złych duchów, aby nam przewodziły. Rozróżnianie duchów w świetle rozumu, wiary i łaski, wspomagane odwagą i męstwem, pozwala wytrwać we wspólnocie miłości z Bogiem i z ludźmi. Działanie Ducha Świętego ma wymiar osobisty i społeczny.

 

W wigilię Zesłania Ducha Świętego liturgia słowa Bożego daje jako pierwszą lekcję mszalną cztery czytania do wyboru; jednym z nich jest obraz doliny pełnej wyschniętych kości ożywionych mocą proroctwa: tak mówi Pan Bóg: oto otwieram wasze groby i wydobywam was z grobów, ludu mój oraz wskutek powiewu Ducha Bożego (Ez 37,1-14). Ezechielowy obraz odnosi się do Izraelitów wyzwolonych z niewoli babilońskiej, dotyczy więc narodu, wolności i nadziei. W szerszym znaczeniu ukazuje moc Bożą działającą społecznie aż ku przyszłemu zmartwychwstaniu ludzi, którzy przyjmując wskrzeszenie doczesnej ojczyzny dążą do ojczyzny wiecznej. To właśnie czytanie rozpoczęło pierwszą pielgrzymkę Jana Pawła II do ojczyzny w czerwcową wigilię Zesłania Ducha Świętego w roku 1979.

 

Bez Ducha Bożego i prorockiego głosu Kościoła nie byłoby możliwe wyzwolenie Polski i Polaków z niewoli komunistycznej. Podobnie dzisiaj, uwolnienie się od śmiertelnej choroby postkomunizmu nie dokona się bez Boga Stwórcy i Zbawcy. Oszukani i zniewoleni ludzie poddani sile złych duchów, nadal chcą Polskę oraz inne narody i państwa zniszczyć, nieświadomi tego, że szatan najpierw wykorzystuje i nagradza swoje narzędzia, a następnie je gubi i zatraca. Jest też rzesza ludzi tchórzliwych, którym się wydaje, że między dobrem a złem jest obszar neutralny, w którym można bezpiecznie się ukryć, zachowując dystans wobec zła i dobra, a nawet wobec jakichkolwiek rozróżnień w świecie ludzkim. Wszystko jest wtedy względne, panuje dyktatura relatywizmu aż po nihilizm. Postępowanie części przedstawicieli obecnych władz III RP skłania się w tę stronę, czego obrazem jest postawa policji przed teatrem wystawiającym bluźnierczą, bezbożną i nieludzką Klątwę. Manifestanci „za” i „przeciw” mogą być, byleby się nie pobili, z przechyłem władzy ku tolerancji i zgodzie na zło w imię pluralizmu i wolności. Wydaje się więc, że duchy dobre i złe wraz z tymi, którzy jednym albo drugim służą, mogą być traktowane jednakowo w oczekiwaniu, że pojednają się prędzej czy później na zasadzie kompromisu i tolerancji stawiającej na równi różne poglądy w duchu demokracji bez prawdy.

Motywem prześladowania chrześcijan w starożytności była odmowa ze strony uczniów Chrystusa umieszczania Boga prawdziwego w galerii fałszywych bożków. Ujawnia się więc nietolerancja i agresja tzw. tolerancyjnych, którzy zgadzając się na dewiację i popierając różne wynaturzenia, nastawieni są wrogo wobec normalności, wiary i prawdy w świecie ludzkim. Duch Święty nie może nie sprzeciwiać się duchom złym i na odwrót. Tymczasem przyjmuje się nie tylko na zewnątrz, ale i wewnątrz Kościoła postawa wyrażająca unikanie spraw i tematów „kontrowersyjnych”, „radykalnych” i „fundamentalnych”. Przecież kontrowersja, radykalizm i fundamentalizm należą do istoty Kościoła.

 

W Szwajcarii wspomagane samobójstwo, czyli eutanazję, przeprowadza się włączając miłą muzykę i podając smaczny płyn do wypicia, bez myśli, co będzie z drugiej strony, bo tej rzekomo nie ma. Przedstawiciele Kościoła powinni w swoich wypowiedziach pomijać kwestie budzące jakikolwiek sprzeciw. Mam w oczach szereg ludzi wychodzących w proteście z kościoła, gdy w czasie kazania poruszyłem sprawę in vitro. Nie należy więc mówić o grzechu, piekle i szatanie (bo czy w ogóle jest coś takiego?), wystarczy stosować się do przepisów i nie narażać się nikomu z wyjątkiem Boga, ale przecież jeżeli On jest, to ma obowiązek być miłosierny na zasadzie piekła dla nikogo i nieba dla wszystkich.

 

W dniu Zielonych Świąt modlimy się w czasie mszy św. nad darami, aby Duch Święty dał nam głębiej zrozumieć tajemnicę Eucharystii i doprowadził nas do całej prawdy.

Tylko cała prawda daje wolność i prowadzi ku wiecznemu zbawieniu. W dniu Wniebowstąpienia, 28 maja 1981 r. odszedł do Boga sługa Boży ks. prymas Stefan Wyszyński. 25 września 1953 r., tuż przed aresztowaniem, ks. prymas powiedział w kościele św. Anny w Warszawie: - Kościół będzie wiecznie żądać prawdy i wolności. Może dlatego Kościół ma tylu wrogów, bo chrześcijaństwo zawsze wzywało do oporu, do walki z każdym zakłamaniem i z każdą stabilizacją. Kościół zawsze będzie wołał; Sprzedajcie co macie…, Nie noście trzosa, Odetnijcie się od wszystkiego, co was wiąże; swobodnie dążcie do Boga – stańcie przed sobą w prawdzie, którą zna tylko Bóg.

 

 

Warszawska Gazeta 2 – 8 czerwca 2017 r.

KOMENTARZ TYGODNIA

 

Ks. Stanisław Małkowski

 

administrator

 

 

Ewangelia szóstej niedzieli Wielkanocy, czytana w liturgii słowa Bożego mszy św. 21 maja  (J 14,15-21), wzywa do posłuszeństwa Bogu jako miary miłości: - Jeżeli Mnie miłujecie, będziecie zachowywać moje przykazania – mówi Jezus. Posłuszeństwo wynika więc z miłości i zaufania pokładanego w Bożej dobroci. Przekonanie oparte na pewności, że Bóg jest dobry i pragnie dla nas dobra, rodzi ufność, a ta prowadzi do posłuszeństwa w nadziei, która zawieść nie może. Posłuszeństwo Bogu, który objawia swoją wolę i daje przykazania, jest więc z istoty bezgraniczne. Natomiast posłuszeństwo wobec ludzi jest ograniczone, zależy ono od dobrej woli i wierności prawdzie tych, którzy posłuszeństwa oczekują i wymagają. Miłość wobec Boga nie jest więc sprawą uczuć i przeżyć, chociaż dobrze jest, gdy one z miłością się łączą, nie stanowiąc jednak jej sensu. Uczucia i przeżycia mogą prowadzić na manowce. Zbytnie zaufanie pokładane w ludziach, ich decyzjach, władzy i czynach kosztem ufności i posłuszeństwa wobec Boga, jest grzechem i błędem. Są ludzie, których wola władzy jest z gruntu zła, władza jest dla nich żerowiskiem w trosce o własny, partykularny interes (np. tzw. totalna opozycja w Polsce). Są też ludzie dobrej woli, którzy sprawując władzę, ufność pokładają w sobie lub w społecznym poparciu, polityce wewnętrznej lub zagranicznej i czynią to w większym stopniu niż nakazuje to wiara w Boga, którą zresztą deklarują.

Lekceważenie i dystans wobec prawa Bożego oraz odpowiedzialnej, rozumnej troski o ludzi i wspólne dobro bywa wynikiem nadziei fałszywych i zawodnych, takich jakie wielokrotnie w naszych polskich dziejach prowadziły do narodowych i państwowych nieszczęść, dopuszczonych przez Boga, aby uświadomić nieskuteczność ludzkiego działania bez Bożej pomocy. Pomoc ze strony ludzi bywa zawodna. Niezawodną pomoc daje Bóg, gdy się o nią prosi i spełnia warunki zaufania i posłuszeństwa.

Czy Bóg chciał nieszczęść, śmierci i zagłady za sprawą władz sowieckiej Rosji? Nie chciał i dlatego wskazał drogę ratunku w objawieniach Matki Bożej fatimskiej Królowej Pokoju. Dlaczego więc proste wezwanie do ofiarowania Rosji Niepokalanemu Sercu Maryi w określonej formie jest do dzisiaj pominięte, mimo kolejnych szkód i krzywd, które za sprawą Rosji działy się i dzieją? Dlaczego media i autorytety katolickie milczą lub twierdzą, że to ofiarowanie już się dokonało przy braku formy i obiecanych przez Matkę Bożą owoców? Dlaczego pominięto wezwania Matki Bożej siekierkowskiej z lat 1943-1944 dla ratowania stolicy przed zniszczeniem? Dlaczego zachowuje się w ojczyźnie dystans wobec prostego wezwania do krucjaty różańcowej, pomimo przedziwnej skuteczności dotychczasowych krucjat i do intronizacji Jezusa Chrystusa na Króla Polski w określonej postaci wraz z konsekwencjami? Dlaczego mord założycielski III RP jako PRL-bis, dokonany na bł. ks. Jerzym Popiełuszce, jest wciąż zakłamany? Dlaczego czynniki ludzkie albo i nieludzkie – diabelskie, mają przewagę nad działaniem Boga, w pewnej mierze zależnym od naszej wiary i woli? Dlaczego demokrację rozumie się jako dowolność w myśl woli tzw. ludu, wbrew przestrodze Jana Pawła II, że demokracja bez prawdy przekształca się w jawny lub zakamuflowany totalitaryzm? Dlaczego milczy się w Polsce przed możliwym scenariuszem rozbiorowym? Trwa migracja młodych Polaków na Zachód bliski lub daleki, połączona z migracją młodych Ukraińców na Zachód bliski. Jaki w tym cel?

– Kto ma przykazania moje i zachowuje je, ten Mnie miłuje. Kto zaś Mnie miłuje, ten będzie umiłowany przez Ojca mego, a również Ja będę go miłował i objawię mu siebie. Te słowa Jezusa, pełne nadziei i obietnicy, kończą Ewangelię w najbliższą niedzielę.

 

W związku z przeniesieniem uroczystości Wniebowstąpienia Pańskiego z czwartku na niedzielę następną, można odczytać w niedzielę szóstą Ewangelię z niedzieli siódmej ze słowami Jezusa: - Oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni aż do skończenia świata (Mt 28,20). Jest z nami Jezus, któremu dana jest wszelka władza w niebie i na ziemi. Czy zechcemy już teraz z tej władzy skorzystać? W naszych dobrych pragnieniach, nadziejach i zamiarach mamy orędownictwo i patronów w niebie, a wśród nich skuteczną w sprawach trudnych i po ludzku beznadziejnych św. Ritę z Cascii, którą wspominamy 22 maja. Św. Rita, ciężko doświadczona cierpieniem w życiu rodzinnym, przemieniła swój ból mocą krzyża w zwycięstwo . Przyjmowała przez 15 lat, do śmierci, bolesną ranę ciernia z korony cierniowej Jezusa, i choć żyła w XV stuleciu, jej wstawiennictwo trwa.

Zwyciężajmy w naszych przegranych razem z Chrystusem, gdy On przegrywa i zwycięża razem z nami.

Warszawska Gazeta 19 – 25 maja 2017 r.

KOMENTARZ TYGODNIA

 

Ks. Stanisław Małkowski