Dzisiaj: Aurelii Ladyslawa
Jutro : Justyny Cypriana
wtorek, 25 wrzesień 2018
godzina: 03:02
administrator

 

 

 

Czy sensem i celem ludzkiego życia jest zaspokajanie potrzeb, zwłaszcza materialnych, póki to możliwe, czy wewnętrzna przemiana mocą Bożą daną z wysoka, gdy Syn Boży stał się Człowiekiem, aby człowiek ziemski mógł przejść przez ziemię i na niej przekroczyć bramę śmierci, przyjmując pokarm Bożego Ciała ku nieśmiertelności? Na to pytanie odpowiada liturgia słowa Bożego niedzieli 5 sierpnia. Postępowanie pogan opiera się na próżnym i kłamliwym myśleniu sprzecznym z myślą Boga Stwórcy (zob. Ef 4,17.22-24 w drugiej lekcji niedzielnej). W Ewangelii Jezus odpowiada ludziom z tłumu odnajdującym Go na przeciwległym brzegu jeziora: „Szukacie Mnie nie dlatego, że widzieliście znaki, ale dlatego, że jedliście chleb do sytości” (J 6,26). Znak rozmnożenia chleba był wezwaniem do wiary i zapowiedzią cudu eucharystycznego. Zatrzymanie się na widzialnej stronie znaku prowadziło do odejścia od Jezusa, gdy w miejsce oczekiwanych dobrodziejstw materialnych pojawił się znak krzyża i zbawczej śmierci, widziany jako przegrana proroka, który „innych wybawiał, a nie mógł wybawić samego siebie” (zob. Łk 23, 35.37.39). Izraelici zdążający przez pustynię w stronę Ziemi Obiecanej prędko zapomnieli, że skazani byli w Egipcie na niewolę i wyniszczenie, szemrali więc przeciwko Mojżeszowi zarzucając jemu i pośrednio – bogu złe wobec nich zamiary. Dar manny z nieba podtrzymał siły i nadzieje wędrowców. Pustynna droga narodu stała się obrazem i znakiem naszego pielgrzymowania ku wiecznej ojczyźnie. Pokarm manny był zapowiedzią chleba Eucharystii, Bożego chleba danego przez Ojca w niebie w postaci Jezusa Chrystusa, który mówi w Ewangelii o sobie: „Jam jest chleb życia” (J 6,35). Chleb ziemski zaspokaja pożądanie głodnych. Chleb z nieba jest odpowiedzią na duchowe pragnienie wiary. Ziemia jako miejsce zniewolenia przez dobra materialne ku nieuchronnej śmierci, gdy doczesne dary okazują swoją tymczasowość i niewystarczalność, staje się drogą pielgrzymowania ku niebu. Próżne myślenie pogan polega na zaspokajaniu rządz ku zepsuciu, które może stać się ostateczne, jeżeli dawny człowiek nie odnowi się, by „przyoblec człowieka nowego, stworzonego na obraz Boga” (Ef 4,24).

 

Odprawianie Mszy św. przez kapelana w kaplicy więziennej bywa trudne, gdy obok uczestniczących z wiarą, przychodzą chętni do rozmów z kolegami i prowadzenia różnych interesów. Dlatego niektórzy pobożni więźniowie nie chcą być świadkami zgorszenia, śmiechów i hałasu i na „taką Mszę” wolą nie przychodzić, co jest zrozumiałe, choć niezupełnie słuszne, bo na Kalwarii, gdy Chrystus konał na krzyżu, jedni szydzili, a drudzy współcierpieli. Msza św. jest powtórzeniem ofiary kapłańskiej Syna Bożego. Powiedział o tym w przejmujących słowach ks. prymas Stefan Wyszyński w Warszawie 4 czerwca 1953: „Tak jak w Wieczerniku, Chrystus i Jego uczniowie byli bez obcego pośrednika, tak też i tu przy ołtarzu nie potrzeba kapłanowi katolickiemu żadnego pośrednika; zostaje tylko Chrystus i Jego kapłan. A jak ta obecność i ta jedność jest bliska, świadczy o tym tajemnica przeistoczenia, w której w usta kapłana Kościół wkłada słowa Chrystusa, które On o Sobie mówił, powierzając uczniom – apostołom Swoim prawdziwą Swoją tajemnicę ołtarza: To jest Ciało Moje! Wówczas był tam tylko Chrystus i tylko kapłan – jak w słowach przeistoczenia (…). Choćby wszystkie objawy życia były zetatyzowane, to nie wolno sięgać do duszy kapłana, bo to byłoby największym barbarzyństwem. Nie wolno sięgać do ołtarza, nie wolno stawać między Chrystusem a kapłanem, nie wolno gwałcić sumienia kapłana, nie wolno stawać między biskupem a kapłanem. Uczymy, że należy oddać, co jest cezara cezarowi, a co Bożego – Bogu. Ale gdy cezar siada na ołtarzu, to mówimy krótko: „nie wolno”. Oto sens ustroju Kościoła”.

Ksiądz prymas miał na myśli wobec ówczesnych prześladowań państwową ingerencję w świętość kapłaństwa i posługi przy ołtarzu po to, aby kapłan stał się urzędnikiem kultu. Niegodziwa i bluźniercza ingerencja w świętość kapłaństwa ma różne formy, aż po mordowanie kapłanów i wiernych w kościołach przez wyznawców islamu lub w czasie ludobójczych prześladowań Polaków i katolików przez Ukraińców formalnie ochrzczonych, a faktycznie wyznających ideologię bałwochwalstwa i nienawiści.

Zdarzają się też kapłani starający się przekształcić Najświętszą Ofiarę w atrakcyjną imprezę ku zadowoleniu części wiernych, chcących, żeby w kościele było miło i wesoło. Niekiedy pragnienie przeżycia wspólnoty międzyludzkiej wokół stołu ołtarza, potwierdzone ucztowaniem oraz zanikiem świadomości ofiary Chrystusa i Kościoła, graniczy z sekciarskim i bliskim herezji zastępowaniem wiary i rozumu emocjami. Nie ma nic złego w tym, że głodni chcą jeść, a smutni się radować. Takie pragnienia są słuszne i dobre, ale działalność Kościoła wykracza poza służbę społeczną. Ludzkie życie nie ogranicza się jedynie do zaspokajania godziwych skądinąd potrzeb. – Czuję potrzebę modlić się niekiedy czy pójść do kościoła – usprawiedliwiają się niektórzy wierni, uzasadniając zaniedbanie praktyk religijnych czasowym „brakiem potrzeby”. Egocentryczne potrzeby wyznaczają projekt życia różnego od ofiarnej miłości i pełnienia woli Boga. Słowa Jezusa „kto we Mnie wierzy, nigdy pragnąć nie będzie” (J 6,35) trzeba rozumieć i słyszeć razem z „Pragnę” wypowiedzianym z krzyża (J 19,28).

 

Warszawska Gazeta 3 – 9 sierpnia 2018 r.

KOMENTARZ TYGODNIA

 

Ks. Stanisław Małkowski

administrator

 

 

 

List do Efezjan napisał św. Paweł w Rzymie, przebywając dwa lata jako więzień w areszcie domowym, pod ciągłą strażą żołnierza. Korzystał Apostoł z możliwości przyjmowania odwiedzających go braci w wierze, dając im i przez nich świadectwo wewnętrznej wolności, pokoju i nadziei.

 

Skoro jedno jest mistyczne Ciało Chrystusa, czyli Kościół jednoczący w miłości różnych ludzi mocą Ducha Świętego, tworzymy w wierze wspólnotę z Bogiem Ojcem i między sobą jako Jego dzieci. Wiara i łaska chrztu zobowiązują do jedności w Duchu i w prawdzie. Katolickie apostolstwo opiera się na publicznym, odważnym wyznaniu prawd wiary i prawa moralnego. Wierność prawdzie nie jest sprawą uczuć i poglądów ani doświadczeń ciepła i radości przeżywanych razem. Współczesny tolerancyjny pluralizm podobny jest do różnorodności wierzeń pogańskiego Rzymu. Wolno wierzyć, jak kto chce, z wyjątkiem wierności bezwarunkowej, zwróconej ku prawdzie niezmiennej, zobowiązującej wszystkich, a oskarżanej o niszczenie wolności. Samo pojęcie grzechu i odróżniania zła od dobra widziane jest przez „wyzwolonych” pogan jako zagrożenie wolności w znaczeniu samowoli. Oto zniewalające stały się współcześnie słowa: „mąż, żona, ojciec, matka, syn, córka”. Różnorodne i płynne układy partnerskie mają zastąpić rodzinę i stopniowo ograniczyć Kościół do instytucji świadczącej usługi ludności, zaspokajającej czyjeś potrzeby lub uczucia.

 

Według dzisiejszych przepisów uczuć religijnych nie należy ranić, ale Boga obrażać można. Gdy człowiek chce stworzyć i zbawić sam siebie, Bóg Stwórca i Zbawca przestaje być potrzebny, wystarczy konsumpcja i użyteczność, korzyść i przyjemność. „Bądźcie godni powołania i wezwania”, słyszymy w drugiej niedzielnej lekcji 29 lipca (zob. Ef 4,1). Poznany w Ewangelii niedzielnej cud rozmnożenia chleba i ryb (J 6,1-15), rozumiany jako znak, miał budzić wiarę i gromadzić wokół Jezusa uczniów. Ów cud miał stać się narzędziem, a nie celem, chociaż jednym z motywów była litość nad głodnymi. Tymczasem ci, którzy jedli i nasycili się, potraktowali Jezusa jako narzędzie dla zaspokojenia swoich potrzeb, a nasycenie stało się celem. „Gdy więc ludzie spostrzegli, jaki cud uczynił Jezus, chcieli Go porwać i obwołać królem” (J 6,14n). Jezus nie poddał się tym pragnieniom i oczekiwaniom, „sam usunął się znów na górę” (w. 15). Dlaczego Jezus nie chce być uznany za króla? Dlaczego działalność społeczna, walka z głodem nie satysfakcjonuje Jezusa? Dlaczego Jezus nie chce być super cesarzem, odpowiadającym na wołanie tłumu: „chleba i igrzysk!”? Przecież Jezus jest Królem Wszechświata jako Syn Boży, ale Jego królowanie przewyższa nieskończenie troskę o zaspokojenie potrzeb ludności. Jeżeli więc Jezus Chrystus chce być uroczyście uznany za Króla Polski, to znaczy, że oczekuje od nas wiary, miłości i posłuszeństwa, czego skutkiem i owocem będzie społeczna troska o materialnie ubogich, ale nie tylko i nie przede wszystkim. Potrzebujemy chleba, w modlitwie Pańskiej prosimy Boga Ojca: „chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj”. Ale tym darowanym chlebem jest nie jedynie pokarm dla ciała, ale również posiłek dla duszy i całego człowieczeństwa: pokarm słowa Bożego, Eucharystii, pełnienia woli Bożej. Jest więc ubóstwo duchowe jako głód prawdy, zaś nasycenie cielesne może ukrywać umieranie głodnej duszy.

 

Ks. prymas Stefan Wyszyński powiedział w Warszawie 4 czerwca 1953: „Jedynie kapłaństwo katolickie idzie wprost z Wieczernika aż do czasów dzisiejszych poprzez ziemię, niosąc Boże Ciało, niosąc Boga żywego. Od tego my jesteśmy z ludzi wzięci i dla ludu własnego ustanowieni, abyśmy szli i nieśli Owoc Żywota Maryi – Boga – Człowieka żyjącego w Eucharystii i będącego ofiarą i Pokarmem dla każdych ust, dla każdego serca, dla każdej myśli, dla każdego narodu, dla całej ludzkości”.

 

Również w Warszawie 15 maja 1958 r. ks. prymas ukazał związek duchowego pożywiania się z wiarą: „Byście nie ustali w drodze, pożywiajcie się chlebem łaski – żywym Chrystusem, dającym moc zwycięstwa. Zrodzony z Przeczystej, ofiarowany i ukrzyżowany, został z nami, by żywić tych, którzy weń wierzą”.

Jako więzień zapisał ks. prymas w Komańczy słowa: „Niewiasta rodząca Ciało prawdziwe Boga-Człowieka, Ciało-Pokarm, nie może nie być Królową Świata. Ten Spichlerz Boży, karmiący ludzkość przez Syna swego, trzyma w swym łonie Życie, bez którego wszyscy pomarlibyśmy głodem. Wszak królestwo każde jest powołane do tego, by zaradzać najpilniejszym potrzebom poddanych. Nasza Królowa żywi świat wiecznie, dając Boga Żywota”.

 

Do życia potrzebny jest nam pokarm, nie jesteśmy samowystarczalni. Na jakim życiu i na jakim pokarmie najbardziej nam zależy? To co chwilowo smakuje, nie musi służyć zdrowiu. To co służy ciału, nie zawsze służy duszy. Boże objawienie ukazuje godność całego człowieka – ciała i duszy. Znajomość Pisma św. i nauki Kościoła kształtuje naszą osobowość i daje odporność wobec złych wpływów ludzkich i nieludzkich nauk. Mąż Boży Elizeusz stu ludzi nakarmił cudownie rozmnożonym chlebem. Jezus nakarmił tysiące, ale gotów jest nakarmić wszystkich, którzy do Niego przyjdą z wiarą i wołaniem: „My chcemy Boga, chcemy chleba!”.


Warszawska Gazeta 27 lipca – 2 sierpnia 2018 r.

KOMENTARZ TYGODNIA

 

Ks. Stanisław Małkowski

 

administrator

 

 

Prorok Amos żył i działał w VIII w. przed narodzeniem Chrystusa, w czasie podziału państwa Dawida na dwa królestwa: południowe Judzkie i północne – Izraelskie. Powołany jako pasterz i rolnik, usłyszał słowa Boga: Idź, prorokuj do narodu mego izraelskiego” (Am 7,15). Wezwany do Betel, naraził się na konflikt z kapłanem Amazjaszem, sprawującym urzędową posługę w tym fałszywym sanktuarium, ustanowionym przez izraelskiego króla Jeroboama. Posluzeństwo królowi i jego woli jest dla Amazjasza, jako funkcjonariusza pogańskiego kultu ważniejsze od posłuszeństwa Bogu, dlatego Bożego proroka chce wypędzić: „Uciekaj do ziemi Judy, i tam jedz chleb, i tam prorokuj” (w. 12), czyli – tam prorokuj, gdzie ciebie przyjmą i wynagrodzą dając chleb i utrzymanie. Fałszywy kult w królestwie Izraelskim, odłączony od Judzkiego, miał zapobiegać pielgrzymkom mieszkańców do świątyni w Jerozolimie. Posłuszna wierność Amazjasza niewiernego Bogu, oznacza poddanie się temu, kto go zatrudnił. Zaś Amos słucha Boga bardziej niż ludzi. Podobny konflikt dotyka dzisiaj tych, którzy wolą sprzeciwiać się Bogu niż przełożonym, złamać Boże przykazanie i prawo naturalne dla obowiązujących i narzuconych przepisów prawa stanowionego w interesie własnym z tymi, którzy w imię wierności Bogu gotowi są znosić krzywdy i prześladowania.

 

Pierwsza niedzielna lekcja 15 lipca z księgi Amosa (7, 12-15) kończy się słowami: „Idź, prorokuj” (w. 15). Na zakończenie każdej Mszy św. kapłan w imieniu Boga, po błogosławieństwie, mówi wiernym w kościele: „Idźcie, ofiara spełniona”. Ofiara Chrystusa jest już spełniona, uobecniona w Mszy św. pod postaciami chleba i wina, a ofiara Jemu wiernych się spełnia. Jezus Chrystus jest Prorokiem prawdy, która wyzwala, Kapłanem ofiary, która prowadzi do zwycięstwa dobra nad złem, życia nad śmiercią, Królem władzy, która służy i sprowadza ład nieba na ziemię. W potrójnej władzy Chrystusa – prorockiej, kapłańskiej i królewskiej, uczestniczymy na mocy Chrztu św., zgodnie z wiarą i powołaniem, albo jej zaprzeczamy na drodze apostazji.

 

Władza króla Jeroboama i kapłana Amazjasza była lokalna. Natomiast współczesny globalizm chce władzy nad całym światem, detronizując Chrystusa za pomocą ustaw, przepisów i propagowanych ideologii, obecnych w edukacji, kulturze i propagandzie medialnej. Celem takiego działania jest zatarcie obrazu Bożego w człowieku, odebranie rozumu, wiary i wolnej woli. A skutkiem jest uczynienie z człowieka istoty nijakiej, bez charakteru, poddanej bezwolnie wewnętrznym pożądaniom i zewnętrznym naciskom.

 

W drugiej niedzielnej lekcji z listu św. Pawła do Efezjan czytamy: „Bóg wybrał nas, abyśmy byli święci; z miłości przeznaczył nas dla siebie jako przybranych synów; objawił tajemnicę swojej woli; w Nim usłyszeliśmy słowo prawdy, Dobrą Nowinę o zbawieniu” (zob. Ef 1,3-14).

 

W niedzielnej Ewangelii słyszymy: „Jezus przywołał do siebie Dwunastu, rozesłał ich, dał im władzę nad duchami nieczystymi, przykazał im ubóstwo; Apostołowie wzywali do nawrócenia, wyrzucali wiele złych duchów, wielu chorych uzdrawiali” (zob. Mk 6,7-13). Apostolska działalność uczniów Chrystusa razem z towarzyszącymi jej znakami i cudami jest darem. Każdy dar może być przyjęty i wykorzystany dla osobistego i wspólnego dobra, ale też może być zmarnowany. Jeden z Apostołów – Judasz – otrzymane dary zmarnował, chociaż z nich korzystał. I na koniec zniszczył samego siebie w akcie samobójczej śmierci. Pozwólmy Jezusowi, aby nas przywołał do siebie i rozesłał wyznaczając zadania apostolskie w wymiarze modlitwy, cierpienia, pracy, słowa i świadectwa.

 

Ks. prymas Stefan Wyszyński powiedział w Zakopanem 19 sierpnia 1957: „Siedzimy na wielkiej przełęczy dziejowej, ponieważ biją w nas wszystkie wichry, musimy trzymać się mocno, ażeby nie spaść. Musimy być trzeźwi, musimy chodzić na obydwu nogach, uważnie badając dookoła, jak poprzez grzbiety i szczyty, poprzez wykroty dziejowe, przeprowadzić naród bezpiecznie”.

 

Komu i dokąd pozwalamy się prowadzić? Kogo, błądząc pytamy o drogę? Słuchajmy Bożych odpowiedzi w świetle wiary, rozumu i łaski. Módlmy się i pracujmy, zgodnie z benedyktyńskim hasłem „Ora et labora”.


Warszawska Gazeta 13 – 19 lipca 2018 r.

KOMENTARZ TYGODNIA

 

Ks. Stanisław Małkowski

 

 

administrator

 

Pierwsza lekcja mszalna, czytana w niedzielę 8 lipca (Ez 2,2-5) mówi o prorockim powołaniu kapłana Ezechiela w piątym roku niewoli babilońskiej, rozpoczętej deportacją w roku 592 przed narodzeniem Chrystusa. Ezechiel zobaczył chwałę Bożą, padł na twarz i usłyszał wezwanie, aby stanąć na nogi, razem z poleceniem, aby iść do Izraelitów zbuntowanych przeciwko Bogu, nierozumiejących przyczyny ani znaczenia kary, która ich spotkała w postaci wygnania z ojczyzny i zniewolenia przez pogan. Postawa Ezechiela wyraża pokorę i posłuszeństwo, a następnie odwagę i dumę wraz z gotowością przeciwstawienia się Izraelitom sprzeciwiającym się Bogu. Prorok przemawiający w imię Boga jest odpowiedzialny za ludzi, do których jest posłany, czy będą, czy nie będą jemu, a przez niego- Bogu – posłuszni. Każde powołanie prorockie i dawne, i dzisiejsze oznacza ukazanie związku między nawróceniem i życiem, a zarazem między odstępstwem i śmiercią, wypełniane często za cenę prześladowania aż po śmierć męczeńską. Nieposłuszeństwem wobec Bożego powołania jest tchórzliwe unikanie sprzeciwu wobec zła dla osobistego spokoju. Odwaga i męstwo zapisane są w ludzkiej godności i w łasce chrztu.

 

Ks. prymas Stefan Wyszyński w kazaniu wygłoszonym w Warszawie 23 marca 1969 przedstawił osobistą i społeczną wierność pełnej prawdzie jako narodowe zadanie polityki polskiej, tak okrutnie wówczas zniewolonej i zdeformowanej, licząc się z nieskutecznością swoich słów: „Nic bardziej nie deformuje i nie zaniża naszej osobowości, jak wyrachowane tchórzostwo! Niech się dzieje co chce, ja bronię swej głowy! – Czyim kosztem? Kosztem swej osobowości i godności, swego bogactwa wewnętrznego, a może i kosztem narodu. Nie ma większego nieszczęścia w narodzie, jak umacniające się tchórzostwo i psychoza lęku. Jest ona nie tylko deformacją osobistą, ale też i błędem politycznym. Ludzie, którzy poddali się psychozie lęku, są także największym nieszczęściem życia narodowego i politycznego. Nie mają już odwagi powiedzieć, co myślą i pokazać swych możliwości w pełnej prawdzie”.

 

Te prorockie słowa nie utraciły dzisiaj swojego znaczenia. Naśladujmy więc proroków, padajmy na twarz i na kolana przed Bogiem, a następnie powstańmy i idźmy na własnych nogach drogą prawdy i życia.

 

Gdyby prorok opierał się jedynie na swoich siłach, popełniłby błąd, grożący próżnym samozadowoleniem i pychą. Mówi o tym Jezus do św. Pawła w drugiej niedzielnej lekcji: „Wystarczy ci mojej laski, moc bowiem w słabości się doskonali” (2 Kor 12,9). Matka Teresa z Kalkuty napisała w liście do kapłana: „Bóg nie może napełnić czegoś, co jest pełne – może napełnić tylko pustkę – głębokie ubóstwo; a twoje „tak” jest właśnie początkiem bycia czy też stawania się pustym; nie chodzi o to, jak dużo „mamy” do dania, tylko na ile jest w nas pusto, abyśmy mogli w pełni otrzymać w naszym życiu i byśmy pozwolili Jemu żyć w nas. (…) Nie jest ważne, co ty czujesz – ważne jest, co On czuje w tobie”.

 

Ewangelia niedzielna mówi o lekceważeniu i powątpiewaniu, z jakim spotkał się Jezus w rodzinnym Nazarecie (Mk 6,1-6): „Przecież to cieśla, znamy Jego rodzinę. Skąd On to ma? Co to za mądrość?”. Odrzucenie więc proroka może mieć postać niedowiarstwa, a nie tylko otwartej niewiary. Obie postawy są obecne w naszym dzisiejszym życiu. Jedni mówią prorockiemu orędziu i wezwaniu „nie”, a inni – „tak, ale nie”, „jestem za a nawet przeciw”, „jestem wierzący ale wątpiący i niepraktykujący”.

 

Blisko 40 lat temu Matka Teresa z Kalkuty powiedziała z okazji wręczenia jej Pokojowej Nagrody Nobla: „Największym zagrożeniem dla pokoju na świecie jest zabijanie dzieci poczętych w łonach matek”. To zagrożenie trwa także w Polsce. Warunkowe i wybiórcze traktowanie prawd wiary i Bożych przykazań prowadzi do relatywizmu, który staje się dyktaturą, gdy zawiera się w prawie stanowionym, opartym na zasadzie tolerancji i kompromisu w sprawach najważniejszych, podczas gdy „tak” mówi Pan Bóg (Ez 2,4), a ludzie w imię konformizmu i demokracji są innego zdania.

Lipiec jest miesiącem szczególnej czci Najdroższej Krwi Chrystusa, przelanej na krzyżu, obmywającej nas z grzechów, darowanej w czasie Mszy św. w Eucharystii, tworzącej pokrewieństwo Boga z ludźmi i ludzi między sobą w Bogu. Pokrewieństwo przekraczające rodzinne więzi zobowiązuje do wierności Chrystusowi we wspólnocie mistycznego Ciała Chrystusa, czyli Kościoła. Obieg krwi w organizmie daje życie, przelanie ludzkiej krwi – dar życia odbiera, Krew Chrystusa życie przywraca, skoro krzyż ze znaku śmierci stał się mocą zbawczej ofiary na Kalwarii znakiem zwycięstwa życia.

 

Szczytem powołania proroka i dopełnieniem jego władzy jest przelanie krwi za wiarę. Czcimy w lipcu, w liturgii Kościoła męczenników: św. Tomasza Apostoła, św. Marię Goretti, św. Jakuba Apostoła, tych, którzy swoją krew ofiarną połączyli z Krwią Chrystusa, uczestnicząc w potrójnej władzy Syna Bożego: prorockiej, kapłańskiej i pasterskiej aż po życie wieczne.

 

Warszawska Gazeta 6 – 12 lipca 2018 r.

KOMENTARZ TYGODNIA

 

Ks. Stanisław Małkowski

 

 

administrator

 

 

Życie jest darem, a śmierć utratą nieśmiertelności, wynikającej z obrazu Bożego zawartego w akcie stworzenia ludzi. W niedzielnej lekcji 1 lipca mówi natchniony autor księgi Mądrości: „Dla nieśmiertelności stworzył Bóg człowieka, uczynił go obrazem swej własnej wieczności” (Mdr 1,23). Grzech jako zerwanie więzi miłości z Bogiem nastąpił wskutek nieposłuszeństwa okazanego Stwórcy i poddania się namowom i fałszywym obietnicom złego ducha, kierowanego zawiścią, czyli wolą odebrania ludziom tego, co sam stracił w wyniku buntu przeciwko Bogu wskutek pychy. Zawinione od początku posłuszeństwo diabłu wprowadziło trwałą zależność od jego złej woli. Zwycięstwo nad śmiercią, piekłem i szatanem przekraczało zdolności grzesznych ludzi. Dopiero nieskończona i wszechpotężna miłość Boża dokonała tego w Chrystusie Synu Bożym, który stał się człowiekiem, co nie było dla nas możliwe. W śmierci na krzyżu pokonał Chrystus śmierć i dał ludziom udział w swoim zwycięstwie. Bez Chrystusa przejście ze śmierci do życia nie jest po ludzku możliwe. Dzięki Chrystusowi, we wspólnocie z Nim, przyjmując śmierć, otrzymujemy życie bez końca. Wskrzeszenie przez Jezusa córki przełożonego synagogi Jaira zapowiada w niedzielnej Ewangelii przyszłe zmartwychwstanie. Ograniczone dobro doczesnego wskrzeszenia jest znakiem ostatecznego pokonania śmierci w wiecznej chwale nieba. Cuda osobistych wskrzeszeń mocą Bożą ukazane w Piśmie Świętym, wzywają do duchowego wskrzeszenia w wierze nadziei i miłości. Duchowe zmartwychwstanie i nawrócenie ma poprzedzić ostateczne przejście ze śmierci do życia. Bez wiary w Chrystusa ani wskrzeszenia, ani zmartwychwstania nie ma i nie będzie. Dlatego wiara nie jest tylko sprawą światopoglądową: jedni wierzą, inni nie wierzą, wspólnie zbudujemy ziemski dobrobyt, ludzkie zdolności wystarczą. Gdy zmartwychwstanie ma wymiar osobisty poprzedzony wiarą, wskrzeszenie odnosi się do poszczególnych ludzi, i do społeczeństw. Bez Boga ani przyszłe zmartwychwstanie do życia wiecznego, ani obecne wskrzeszenie do pomyślności doczesnej spełnić się nie może. I dawnej, i teraz – zgoda na grzech oznacza wybór śmierci. Ponieważ samo pojęcie grzechu coraz słabiej funkcjonuje w świadomości ludzi, sposobem na życie staje się praktyka odłączona od prawdy. Wciąż żyje Lenin ze swoim hasłem: „praktyka jest kryterium prawdy”. Tak więc, można a nawet trzeba szczęśliwie żyć w kłamstwie, oskarżając prawdę o niszczenie wolności wyboru. Albo Polska wybierze Chrystusa jako drogę, prawdę i życie, albo Polski nie będzie. Zbyt wielu widzi swój program w pozbawieniu Polski chrześcijaństwa i polskości. Specjalizuje się w tym dziele totalna opozycja sponsorowana przez ośrodki zagraniczne.

 

„Gdy prawda już nie pozyskuje, pozostaje wtedy jeszcze jedno: dać życie za prawdę. To zastanawia, zbawia, jest ratunkiem. A jednocześnie jest ostrzeżeniem dla tych, którzy łatwo sięgają po ludzkie życie, mnożą udręki, gromadzą mękę ludzką, gwałcąc prawa człowieka i nie licząc się z prawami Bożymi. Do wszystkich krzywdzicieli i prześladowców męczeńska śmierć głosicieli prawdy woła, że Bóg nie pozwoli, ażeby ci, którzy padli pod mieczem w obronie Jego praw, ginęli w niepamięci, bo zawsze ten, który ginie pod mieczem za prawdę, jest zwycięzcą”. Te słowa powiedział ks. prymas Stefan Wyszyński w Krakowie 13 maja 1973 i dodał w Warszawie 24 września 1980: „Nieprawda wobec Boga i zasad moralnych chrześcijaństwa rzutuje na życie rodzinne, społeczne, na obowiązki gospodarcze i na życie całego narodu”. W myśl tych słów nie da się odłączyć wiary od ofiarnej wierności Bożej prawdzie, od krzyża. Ukazanie religijności jako sposobu na zdrowie i szczęście od razu, już teraz, bez pytania o wolę Boga, jest programem ucieczki od prawdy w stronę emocji, przeżyć i tymczasowej, chwilowej euforii. Wiara w roli dopalacza szkodzi duchowej i społecznej więzi z Bogiem i Jego prawem, odwraca uwagę od spraw społecznie ważnych.

 

Pewna kobieta cierpiąca na upływ krwi, wiele przecierpiała od różnych lekarzy i całe swoje mienie wydała, a nic jej nie pomogło, lecz miała się jeszcze gorzej, aż w Jezusie znalazła uzdrowienie i zaraz ustał jej krwotok (zob. Mk 5, 25-29); uleczona usłyszała słowa Jezusa: „Twoja wiara cię ocaliła” (w. 34). Owa kobieta oznacza m.in. Polskę w naszej bolesnej historii. Szukajmy więc ocalenia tam, gdzie możemy je znaleźć oraz sposobu powstrzymania upływu polskiej krwi wskutek łamania V przykazania Dekalogu: „Nie zabijaj”. Niewinna krew dzieci poczętych woła o pomstę do nieba. Boża, nieśmiertelna sprawiedliwość łączy się z miłosierdziem, którego czas wciąż jeszcze trwa. Szczególnym Bożym narzędziem danym ku ratunkowi w czasach ostatecznych jest różaniec razem z nabożeństwem ku czci Niepokalanego Serca Najświętszej Maryi Panny i błaganiem o Boże miłosierdzie dla nas i całego świata.

 

Warszawska Gazeta 29 czerwca – 5 lipca 2018 r.

KOMENTARZ TYGODNIA

 

Ks. Stanisław Małkowski